Mundo Misterioso cz.33

Muzyka



Tydzień później

Podniosłam lekko głowę, spojrzałam w stronę okna. Na dworze świeci słońce, jedyna dobra rzecz w tym wszystkim. Leżałam jeszcze przez jakiś czas liczący – podejrzewam – co najmniej piętnaście minut. W końcu jednak zaczęło mi się nudzić, dlatego postanowiłam wstać. Skierowałam swój wzrok na fotel stojący w rogu pokoju, obok łóżka. Wtedy przypomniałam sobie, że wczoraj ułożyłam na nim ubrania na dzisiaj. A że byłam tak leniwa, że nawet nie chciało mi się iść do łazienki po to aby się przebrać, wpadałam na pomysł żeby zrobić to tutaj. Byłam właśnie w trakcie zdejmowania koszulki przez głowę, kiedy do pomieszczenia wparował Xabi. Bez pukania. Tak po prostu.

Xabiani

Gdy już znalazłem się w jej sypialni, usłyszałem jak piszczy. Patrzyła na mnie rozwścieczonym wzrokiem i zakrywała się koszulką. Uniosłem brwi, obserwując ją.

- Oszalałeś?! – krzyknęła. Westchnąłem i nie zrobiłem tego, co powinienem. Bo wtedy musiałbym wyjść, a nie miałem tego w planach.

- Odwrócę się. – powiedziałem i zrobiłem to. Stałem tak przez jakiś czas, zastanawiając się ile jej to jeszcze zajmie. W pewnej chwili poczułem jak delikatnie uderza mnie dłonią w głowę. Zaraz potem też ujrzałem jak idzie w stronę toalety. Nic nie mówiąc, poszedłem za nią. Nie pyta na razie dlaczego tu przyszedłem, pewnie myśli że po prostu chciałem ją odwiedzić. Ale nie, tym razem nie. Oparłem się o framugę drzwi i przyglądałem się jej, jak w szybkim tempie związuje swoje włosy w warkocz który po chwili układa na boku i jak maluje rzęsy. Jest piękna. Ani trochę nie dziwi mnie fakt że Diego się w niej zakochał. Podszedłem do niej bliżej i objąłem ramionami. – Diego ci nie mówił, że nawet bez tego jesteś śliczna? – zapytałem. Dziewczyna na chwilę zaprzestała robić makijaż westchnęła.

- Tak, mówił, ale nie musisz mi o tym przypominać. – po tych słowach, odsunęła mnie od siebie i wyszła z łazienki. Odwróciłem się, wyraźnie ją tym zdenerwowałem. Kiedy już chciałem ją przeprosić, wyprzedziła mnie i zaczęły mówić. – Tak w ogóle, to po co tu przyszedłeś, tak wcześnie? – I na to pytanie czekałem. Uśmiechnąłem się i po raz kolejny zrobiłem kilka kroków w jej stronę.

- A… bo dzisiaj, zabieram cię na wycieczkę. – Spojrzała na mnie lekko zdziwiona. Widziałem po wyrazie jej twarzy że chciała zapytać, dokąd. Ale postanowiłem ją uprzedzić. – Nie powiem gdzie, to niespodzianka. – po tych słowach uśmiechnąłem się do niej. Odwzajemniła, i powiedziała, że jeśli jej rodzicie nie mają nic przeciwko temu, to może jechać. Poinformowałem ją, że już o wszystkim wiedzą. Zgodzili się, ponieważ wiedzą przez co teraz przechodzi i chwili żeby przestała choć na chwilę o tym myśleć, i żeby się rozerwała. Wyjęła z szafy szarą bluzę, była to ta sama bluza którą dostała od Diego na urodziny. Cieszył mnie fakt, że jej nie wyrzuciła, bo by oznaczało, że kompletnie chcę o nim zapomnieć, a ja wiem że tak być nie powinno. Nie założyła jej, pewnie ma zamiar to zrobić, dopiero wtedy kiedy zrobi się zimno. Wzięła do ręki telefon, który leżał na prostokątnej pufie stojącej przed jej łóżkiem. I wyszła z pomieszczenia jako pierwsza, a ja ruszyłem za nią. Zaprowadziłem ją do samochodu, stojącego na chodniku przed domem. Gdy już byliśmy w aucie, oboje zapięliśmy pasy bezpieczeństwa, i wtedy mogłem odpalić. Po wykonaniu tej czynności, ruszyłem.

Przez całą drogę, Diana wpatrywała się w krajobraz za oknem. Nie podobało mi się to, że jest taka cicha. Postanowiłem zrobić coś, co na pewno spowoduje, że na jej twarzy pojawi się uśmiech. Wyjąłem ze schowka, płytę „Maroon 5″, czyli tak jak mi powiedziała, jej ulubionego zespołu i włożyłem do radia. Kiedy zaczęła grać muzyka, ona zareagowała na to tak, jakbym tego chciał. Wykrzywiła usta w śmiechu i spojrzała w moją stronę. Ja nawet nie odwróciłem głowy, nie musiałem na nią patrzeć, by wiedzieć że to ją zadowala. Po czasie liczącym półtorej godziny, dojechaliśmy na miejsce. Tak jak powiedziałem wcześniej, to miała być niespodzianka, dlatego koniecznością było to, abym zawiązał jej oczy. Na całe szczęście, nie protestowała i pozwoliła mi na to. Podszedłem do drzwi od strony pasażera i otworzyłem je zaraz potem pomagając jej wysiąść. Wziąłem ją za dłonie i poprowadziłem kilka kroków. Gdy dostała ode mnie ostrzeżenie, żeby jeszcze nie zdejmowała opaski, ja wyjąłem z bagażnika kosz piknikowy i z powrotem znalazłem się przy niej. Kiedy już wszystko było gotowe, a ona stała w tym miejscu, której jej wyznaczyłem, pozwoliłem jej pozbyć się materiału. Po zdjęciu go, od razu zauważyłem, że widok który miała przed oczami, bardzo jej się spodobał, a nawet, nie przesadzę mówiąc, że zachwycił. Znajdowaliśmy się na klifie, z którego mieliśmy piękny widok na ocean i plażę. Ponownie chwyciłem ją za rękę i razem podeliszśmy do koca, na którym chwilę później usiedliśmy.

Diana, położyła głowę na moich kolanach i patrzyła w niebo. Opierałem się jedną ręką o ziemię, a drugą, bawiłem kosmykiem jej włosów. Trwała między nami cisza, była bardzo przyjemna, dlatego nie miałem potrzeby jej przerywać. jednak w chwili kiedy na nią spojrzałem, musiałem to zrobić, ponieważ chciałem jej coś powiedzieć.

- Słońce… mogę ci coś powiedzieć? – zapytałem. Ona popatrzyła na mnie i bez słowa, pokiwała głową. Ja nawet na chwilę nie odwracałem od niej wzroku i zacząłem mówić. – Kiedy cię poznałem… byłaś zupełnie inna. taka cicha, zamknięta w sobie, taka szara myszka. To sprawiło że… chciałem poznać cię lepiej. Pragnąłem się do ciebie zbliżyć. Zawsze kiedy gdzieś wychodziliśmy wszyscy razem, kiedy ty, odchodziłaś i siedziałaś sama, tylko ja chciałem być przy tobie i z tobą rozmawiać. Ale ty… ty się mnie bałaś. Co nie było dziwne, bo miałem wtedy osiemnaście lat, a ty, czternaście. Jednak, mimo wszystko próbowałem cię do siebie przekonać. Pokazać ci, że nie masz się czego bać. Gdy już myślałem, że wszystko dobrze się układa, wtedy to się wydarzyło. Dzień po tym, jak przyszedłem do ciebie do domu, bo czułem że muszę z tobą porozmawiać, pamiętasz…wściekłaś się. Zaczęłaś na mnie krzyczeć, mówiłaś że masz mnie dosyć, że nie chcesz abym do ciebie przychodził, powiedziałaś że… nie chcesz utrzymywać kontaktu z kimś, kto nawet nie jest człowiekiem. Było mi z tym ciężko, ale zrozumiałem cię i zrobiłem to czego ode mnie oczekiwałaś. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, przez ponad miesiąc. Przyznam się że… nie było mi z tym dobrze, bo tęskniłem za tobą. Jednak wiedziałem, że nie mogę tak naciskać. W końcu jednak, stało się. Przyszłaś do mnie, bo pokłóciłaś się z rodzicami, i to dosyć poważnie.To właśnie wtedy, tak naprawdę, zaczęliśmy się przyjaźnić.- po tych słowach, uśmiechnąłem się i splotłem ze sobą nasz dłonie, które teraz leżały na jej brzuchu. – Stałaś się dla mnie jedną z najważniejszych osób w moim życiu. I, żebyś nie miała żadnych podejrzeń, nie byłem i nie jestem w tobie zakochany. – kiedy to powiedziałem, usłyszałem jej śmiech, co spowodowało, że ja także się zaśmiałem. – Może dla niektórych ludzi z zewnątrz, tak to wygląda ale… nie. Ty po prostu, jesteś dla mnie jak siostra. Kocham cię. – wziąłem jej dłoń, uniosłem do ust,  i bardzo delikatnie pocałowałem. Ona bez przerwy patrzyła mi w oczy z wesołym grymasem na twarzy. Podniosła się do pozycji siedzącej. 

- Ty, również jesteś dla mnie bardzo ważny. Też cię kocham i, jesteś najlepszym przyjacielem jakiego kiedykolwiek miałam. – po raz nie wiem który tego dnia, oboje się uśmiechamy. Zbliżyłem się do niej, nachyliłem i ostrożnie pocałowałem w policzek. 

Potem, nawet nie zauważyłem, że dobiegła już godzina siedemnasta. Po tym jak, znowu wsiedliśmy do samochodu, zabrałem ją do Wesołego Miasteczka. Powiedziała mi coś, czego jeszcze nie wiedziałem. Mianowicie, jak się okazuje od jakiegoś czasu, Wesołe Miasteczko, jest jej ukochanym miejscem. To że była szczęśliwa, było dla mnie naprawdę ważne. W pewnym momencie, poczułem że powinniśmy już wracać. Pełni nowych wrażeń i pozytywnych emocji, ruszyliśmy w drogę powrotną.  

 Zgasiłem na chwilę auto, gdy znaleźliśmy się pod jej domem. Spojrzała na mnie i bez słowa przytuliła. 

- Dziękuję. – usłyszałem i patrzyłem jeszcze przez chwilę jak odchodzi. Świadomość tego, że udało mi się ją rozweselić i sprawić że nie myślała o ciąży i rozstaniu z Diego, była wspaniała. Po tym jak ujrzałem, że wchodzi do domu i zamyka drzwi, odjechałem. 

Ruggero

Wysiedliśmy z samochodu, tuż przed budynkiem.Wziąłem Alex za rękę i podeszliśmy bliżej. Spojrzała na budynek, a zaraz potem na mnie.  To jest nasza druga randka, chciałem wymyślić coś oryginalnego, ale jakoś nic nie przyszło mi do głowy. Dlatego postawiłem na prostotę i typowość, co raczej powinno jej się spodobać.

- Zabierasz mnie do restauracji? – zapytała w dalszym ciągu przyglądając się jej wyglądowi. – I to jeszcze do jednej z najlepszych w mieście? Oszalałeś? Przecież tu jest tak cholernie drogo… 

- Przestań, zabrałem cię tutaj dlatego, że zasługujesz na coś więcej, niż zwykłe kino. – Potem, nie mówiąc już nic więcej, wszedłem razem z nią do środka. Gdy już powiedziałem kobiecie, stojącej przy katedrze że mamy rezerwację, zaprowadziła nas do dwuosobowego stolika, który na moje życzenie, został starannie udekorowany. Dziewczyna siedziała na przeciwko mnie i rozglądała się dookoła. Akurat nie dziwił mnie fakt, że czuje się lekko skrępowana, w końcu nie jest przyzwyczajona do bywania w tak ekskluzywnych miejscach. W pewnej chwili jednak, jej piękne brązowe tęczówki, spoczęły na mnie. 

- Skoro wiedziałeś, że chcesz iść ze mną do restauracji, to dlaczego nie powiedziałeś mi żebym założyła sukienkę? 

- Bo wiem że ich nie znosisz. – odparłem i posłałem jej przyjemny uśmiech, który od razu odwzajemniła. – I przecież dobrze wiesz, że lubię oglądać cię w obcisłych spodniach. – tym razem, spojrzałem na nią lekko uwodzicielskim wzrokiem, jednocześnie przygryzając dolną wargę. Odpowiedziała mi śmiechem, co mi się bardzo podobało, bo ja po prostu k o c h a m jej śmiech. 

Godzinę później, dalej siedzimy na krzesłach w restauracji. Wiem, że Alex nienawidzi tego, kiedy patrzę na nią jak je, ale ja naprawdę nie potrafię oderwać od niej wzroku. Zdałem sobie sprawę też z tego, że nie podoba jej się to, że musimy jeść normalne jedzenie. A to dosyć zabawne, bo pamiętam jeszcze czas przed przemianą, kiedy jak tylko usłyszała słowo „krew” miała ochotę zwymiotować. W momencie kiedy nasze oczy się spotkały, Alex odłożyła na bok kieliszek z winem, i popatrzyła na mnie z lekko uniesionymi brwiami. Jednak po czasie liczącym dwie minuty, jej wyraz twarzy się zmienił. Spuściła głowę w dół, ale tylko na sekundę, później ponownie zwróciła na mnie swój wzrok. 

- Mogę cię o coś zapytać? – pokiwałem głową w geście oznajmiającym że się zgadzam. – No dobra… chodzi o to że, chciałabym wiedzieć, dlaczego mnie wybrałeś? – nie do końca zrozumiałem to pytanie, zmarszczyłem brwi, ona chyba spostrzegła moje zmieszanie, zaczęła tłumaczyć. – No wiesz, dlaczego związałeś się ze mną, skoro mogłeś być z każdą inną dziewczyną? – kiedy usłyszałem te słowa, zacisnąłem na chwilę wargi i po chwili się zaśmiałem. Usiadłem bardziej na krawędzi krzesła i chwyciłem dziewczynę za dłoń. Spojrzałem jej głęboko w oczy, i zacząłem mówić. 

- Odpowiedź na to pytanie jest… bardzo prosta. Alex, zacznijmy od tego, co powiedziałaś, to że mógłbym mieć każdą, heh. Może to i prawda, ale, wybrałem ciebie. A dlaczego? W tym wszystkim chodzi o to że, ty nie jest taka jak każda inna dziewczyna. Ja, już od momentu w którym pierwszy raz cię zobaczyłem, po prostu za tobą szlaję. Może brzmi to idiotycznie, ale taka jest prawda. Kocham cię całym moim sercem. Za to, że jesteś sobą, za to że potrafisz wybaczać, nawet najgorsze rzeczy, ale najbardziej za to, że nie ważne co się wydarzy… zawsze jesteś przy mnie. Pokochałem cię taką, jaką jesteś i za żadne skarby nie chcę, abyś się zmieniała. Rozumiesz? Jesteś… miłością mojego życia i obiecuję ci, że będziemy razem już do samego końca. – gdy już skończyłem, przyjrzałem się bliżej jej twarzy. W tej samej chwili, po policzku spłynęła jej łza. Szybko wytarła ją ręką i z powrotem spojrzała na mnie. 

- Dziękuje. – wyszeptała. – Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. 

Przez dłuższy czas, żadne z nas nie odezwało się nawet słowem, nie potrzebowaliśmy tego. Ta cisz sprawiała, że jeszcze bardziej czułem tą bliskość między nami. Kocham takie momenty. Mimo tego że, uważałem, że mógłbym tak siedzieć godzinami i wpatrywać się w nią, ona w końcu zabrała głos. 

- A… i wiem, że pewnie, bardzo byś chciał usłyszeć, ode mnie, to dlaczego, zgodziłam się z tobą być ale, naprawdę… wolałabym dzisiaj o tym nie rozmawiać, dobrze? – pokiwałem lekko głową. Nawet w najmniejszym stopniu, nie miałem jej tego za złe. Jeśli nie ma ochoty o tym mówić, szanuję to. Popatrzyłem na nią i po niedługim czasie, wskazałem jej palcem, żeby minimalnie podniosła się z krzesła. Gdy to zrobiła, ja poczyniłem to samo, i nasze usta zetknęły się ze sobą w delikatnym pocałunku. 

 Jorge 

Siedziałem przy stole w kuchni, myśląc nad wszystkim co wydarzyło się w czasie ostatnich dwudziestu czterech godzin. Za miesiąc biorę ślub. Za dziewięć miesięcy, zostanę ojcem. Nigdy bym nie przypuszczał, że to wszystko tak się potoczy. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem tak szczęśliwy. Kiedy tak nad tym wszystkim myślałem, w pomieszczeniu pojawiła się Selena. Uśmiechnąłem się na jej widok i wstałem z krzesła, zostawiając na stoliku kubek z kawą. Podszedłem do niej i położyłem dłonie na jej biodrach, lekko się nachyliłem i pocałowałem ją w policzek. 

- Dzień dobry skarbie. – wyszeptałem i kątem oka przyuważyłem jak odwzajemnia mój wcześniejszy uśmiech. – Wyspałaś się? – wymruczałem  i zaraz potem powolnie i z czułością, zacząłem muskać wargami jej ramię i szyję. 

- Bardzo. – powiedziała i w tym samym momencie spojrzałem jej w oczy. Podczas gdy ja z rozmarzeniem wpatrywałem się w jej oczy, ona opuszkami palców błądziła po moim nagim torsie. – Kocham cię. – dodała, objęła ramionami moją szyję i przytuliła się do mnie. Przyciągnąłem ją do siebie, jednocześnie wdychając wspaniały zapach jej perfum. Dziesięć minut później, ponownie się odezwała. Zadała pytanie, którego się nie spodziewałem. – Kotku… pozwól że o coś cię zapytam. – nie odpowiedziałem i pozwoliłem jej kontynuować. – Myślę już o tym od dłuższego czasu, powiedz mi, kiedy nasze dziecko się urodzi, to… czy tak samo jak ty będzie… – wiedziałem o co jej chodzi, dlatego nie musiała kończyć, przerwałem jej i zacząłem tłumaczyć. 

- Eh… posłuchaj, to byłoby pewne, gdybyśmy oboje mieli wilczą krew. Ale, zważywszy na to, że tylko ja ją posiadam, szanse na to, że nasze dziecko urodzi się z wilczymi genami, jest bardzo mało prawdopodobne. Możliwe, że odziedziczy po mnie niektóre cechy, ale nic poza tym. Spokojnie, nie musisz się o nic martwić, jestem prawie pewien, że nie będzie takie jak ja. – odparłem nieco cichszym i mnie entuzjastycznym tonem. Selena od razu zauważyła moją minę. 

- O boże, Jorge, nie o to mi chodziło. Kochanie… to nie tak. Nie chodzi mi o to, że nie toleruję tego, kim jesteś… ja po prostu… przepraszam. Naprawdę nie chciałam żeby to tak zabrzmiało, uwierz mi. Nawet jeśli tak się stanie, wiedz że nie mam z tym najmniejszego problemu. Kocham ciebie, i będę kochać także je. Mimo wszystko. – po tych słowach objęła moją twarz dłońmi. Chwila w której nasze oczy się spotkały, była cudowna. Nie chciałem nic mówić, dlatego, nie zrobiłem tego. Zbliżyłem się do niej i wpiłem się w jej usta. Boże, jak ja ją kocham. 

 Diana 

Powiem szczerze, że nie potrafię opisać tego jak się czuję. Wczoraj, dzięki Xabiemu chociaż na chwilę udało mi się przestać myśleć o tym co się dzieje. Postanowiłam wyjść na spacer, by zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę pomyśleć, mimo tego że to właśnie przed tym staram się uciekać. Szłam powolnie przez park, w pewnej chwili dostrzegłam Danny’ego idącego naprzeciwko mnie. Zważywszy na to, że teraz są wakacje, nie widujemy się często. Gdy spotkaliśmy się w połowie drogi, zauważyłam że uśmiechnął się na mój widok. 

- Hej Diana, właśnie miałem do ciebie iść. – powiedział radosnym tonem. Nie odpowiedziałam, po prostu patrzyłam, bo widziałam że chyba chce mi coś powiedzieć. Nie myliłam się, po minucie ciszy która zapanowała między nami, odezwał się. – Posłuchaj… wiem, że to może nie na miejscu, pytać tak bez pośrednio ale, słyszałem… że podobno, zaszłaś w ciążę. To prawda? – kiedy tylko zadał to pytanie, naprawdę nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Zdaję sobie sprawę z tego, co do mnie czuje i jestem pewna, że gdy powiem mu że to prawda, będzie zrozpaczony. Ale z drugiej strony, uważam że nie powinnam tego przed nim ukrywać. To byłoby jeszcze gorsze, dlatego postanowiłam odpowiedzieć twierdząco. Spojrzałam na chłopaka, a zaraz potem na ziemię. Dopiero wtedy zauważyłam, że zaczęłam zdrapywać lakier z paznokci. Denerwuję się. Westchnęłam i w końcu wypowiedziałam słowa, które dla niego, mogły być jak nóż w serce. 

- Tak… – wyszeptałam. W jednej chwili, zauważyłam że posmutniał. Nie dziwiło mnie to ani trochę, spodziewałam się takiej reakcji i wcale mnie ona nie cieszy, – Dany… ja wiem że… 

- Nie, spokojnie. Mną się nie przejmuj. Diego, na pewno bardzo się cieszy… – odparł. O tym też nie chciałam mówić, bo to naprawdę nie jest dla mnie przyjemny temat. Ale skoro już wie o ciąży, dobrze będzie jak powiem mu też o rozstaniu. Gdy usłyszał te słowa z moich ust, bez słowa przytulił mnie do siebie. W tym samym momencie, wydarzyło się coś co kompletnie zaskoczyło nas obojga. Podczas gdy Danny mnie przytulał, nagle, tak znikąd pojawił się Diego. Odepchnął go ode mnie i zaczął krzyczeć. 

- Nie dotykaj jej! Kto pozwolił ci się do niej zbliżać! – nie mogłam uwierzyć w to, że to dzieję się naprawdę. Ona wpadł w jakąś furię, nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Zaraz po tym, jak napad szoku minął, stanęłam pomiędzy nimi, żeby nie dopuścić do bójki. Popatrzyłam na Diego, byłam na niego naprawdę wkurzona. 

- Oszalałeś?! Czy tobie do reszty odbiło? – starałam się opanować nerwy, ale nie dawałam rady, to było silniejsze ode mnie. – Dlaczego, zawsze musisz stwarzać jakieś problemy. Jeśli myślisz, że w ten sposób mnie odzyskasz, to się mylisz. Odejdź stąd w tej chwili. – tym razem, na całe szczęście, nie musiałam mu tego powtarzać kilka razy. Spojrzał na mnie, po jego minie widziałam, że wyraźnie był zdenerwowany  ale zarazem smutny. Jednak, nie zwróciłam na to większej uwagi. Kiedy odszedł, nie wiem, jak się wtedy czułam. To było straszne, ale gdzieś w głębi, wiedziałam, że zrobił to z miłości.

Diego

Po tej całej aferze w parku, nie potrafiłem się uspokoić. Znowu miałem ochotę w coś uderzyć, albo w kogoś. Lec , gdy tylko przypomniałem sobie słowa i twarz Diany, powstrzymałem się. Starałem się o tym wszystkim nie myśleć, ale to nie takie proste. Godzinę temu, przydarzyło mi się coś co trochę poprawiło mój nastrój. Mianowicie, spotkałem mojego dawnego przyjaciela z liceum. Zaproponował mi, żebyśmy dzisiaj gdzieś razem wyszli. Z początku protestowałem, ale dość szybko mnie przekonał. Zawsze to potrafił, nie ważne w jakim humorze byłem, zawsze udawało mu się mnie jakoś pocieszyć. Szedłem właśnie w stronę klubu w którym się umówiliśmy. Kiedy już znalazłem go w środku, podszedłem do stolika. Jak się okazało, drinki zostały już zamówione, i czekały na stole. Trochę obawiałem się tego, że będzie chciał abym mu opowiedział  o tym, jak ułożyłem sobie życie, a co się za tym ciągnie? Diana. Ciąża. Rozstanie. Na całe szczęście jednak, oszczędził mi tego. Właśnie… kiedy tak o tym wszystkim myślę, zdaję sobie sprawę ze wszystkiego. Dopiero teraz, dociera do mnie, jak naprawdę się czuję. Wiecie, jak to jest, mieć świadomość, że dziewczyna w której jesteście bezgranicznie zakochani, nosi w brzuchu wasze, dziecko, a wy, nie możecie przy niej być? To okropne. Nie wiem, ile jeszcze potrwa, ta nasza rozłąka, ale mam nadzieję, że niedługo stanie się coś dzięki czemu mi wybaczy, bo nie wiem ile jeszcze bez niej wytrzymam. 

Dwie godziny później

I ja, i Gawin byliśmy już mocno wstawieni. Przestałem orientować się gdzie jestem i co dzieje się wokół. Ale, mimo wszystko cały czas miałem w głowie, to, że kiedy jestem upity, robię różne głupie rzeczy. Dlatego, postanowiłem już wrócić do domu. Przyjaciel zgodził się ze mną i razem wyszliśmy z klubu. Każdy poszedł w swoją stronę. W drodze do domu, znowu zaczęły mnie dręczyć myśli, nie chciałem tego, ale zawsze tak mam kiedy za dużo wypiję. Idąc chodnikiem, w pewnej chwili, wpadłem na najgłupszy pomysł w całym moim życiu. Ale byłem zbyt schlany, więc na początku ta myśl nie wydawała się tak idiotyczna. Zamiast pójść do siebie, tak jak powinienem, poszedłem do niej. Stałem pod drzwiami i pukałem. Zastanawiałem się nad tym, czy jej rodzice są w domu. Zorientowałem się że tak nie jest, kiedy po otwarciu drzwi, zobaczyłem ją. Stała przede mną ubrana w krótkie spodenki i luźną koszulkę. Kurwa, jaka ona jest śliczna. 

- Diego? Co tu tu robisz do jasnej cholery? – zapytała. Od razu wyczułem jej gniew. Opierałem się o framugę drzwi i wpatrywałem w nią. Wtedy, zrobiłem coś, co było o wiele gorsze od samego pojawienia się tutaj. Bez wahania podszedłem bliżej, chwyciłem ją w tali i z całej siły przyciągnąłem do siebie jednocześnie całując. Przyciskała dłonie do mojej klatki piersiowej, próbując mnie odsunąć. Ilość alkoholu w moim organizmie spowodowała, że nie pozwoliłem jej na to, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej, zbliżyłem nas do ciebie. W tym samym momencie, ona zrobiła coś, co bardzo mnie zaskoczyło, odwzajemniła pocałunek. Przez całe pięć minut, znowu byłem szczęśliwy. Lecz po upływie tego czasu, czar prysł. Dziewczyna w końcu odepchnęła mnie od siebie. Kiedy nasze oczy się spotkały, ujrzałem łzy. Na jej policzkach. Ona płacze. Przeze mnie. Kurwa. 

- Diana… – zacząłem cichym głosem, zrobiłem krok w jej stronę chcąc złapać ją za rękę. Szybko odskoczyła ode mnie. 

- Nie rób tego nigdy więcej. Wynoś się stąd. – mówiła przez łzy. 

- Ale… 

- Wynoś się! – wrzasnęła. Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Jestem idiotą. Nie zasługuję na kogoś takiego jak ona. Wiedziałem, że teraz już nic nie zdziałam. Nie powinienem tu w ogóle przychodzić. Jak zawsze, wszystko zepsułem. Westchnąłem, wycofałem się kilka kroków, po czym odwróciłem się i wyszedłem.

 

I jak?

Mam nadzieję że się podoba :D

Wiem, że długo czekaliście, ale miałam małe problemy osobiste. 

Bardzo was za to przepraszam. 

Postaram się, aby następna część była w następny weekend, ale nie obiecuję. 

Liczę na dużą ilość komentarzy, bo naprawdę się napracowałam. 

Z góry dziękuję. No to tyle, do zobaczenia :)