Mundo Misterioso cz.29

Patrzyłam na ekran monitora, z zażenowaniem oglądając film. W końcu nie wytrzymałam, zamknęłam oczy i w dosyć szybkim tempie zamknęłam laptopa. Przełknęłam głośno ślinę, wahałam się przez chwile, jednak po minucie stwierdziłam że to najbardziej rozsądna rzecz jaką mogę zrobić. Wzięłam głęboki oddech i po chwili powiedziałam.

- Diego… przyjdź tu. Proszę… – mówiłam w dalszym ciągu z przymkniętymi powiekami. Nie musiałam długo czekać na chłopaka, minęły raptem trzy sekundy a już był przy mnie.

- Co się stało kochanie? – zapytał, stał przy łóżku i patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Nie wiedział co się dzieje, otworzyłam oczy, choć tak bardzo się tego bałam. Po jego minie wnioskuję że zauważył w moim spojrzeniu strach. Byłam bliska płaczu, ale mimo wszystko powstrzymywałam się z całych sił.

- Zobacz to… – starałam się aby mój głos był jak najcichszy, żeby Diego nie zorientował się że strasznie drży. Usiadł obok mnie, z powrotem otworzyłam laptopa i odtworzyłam nagranie. Po raz kolejny, poczułam jak przechodzi mnie dreszcz. Ale nie jestem w stanie określić co go spowodowało. Gdy już film został obejrzany przez niego, chyba nie zależało mu na tym by ukryć złość, bo od razu, bez żadnego problemu spostrzegłam że jest wściekły.

- Co to kurwa… – nie dokończył, w jednej chwili odwrócił głowę do tyłu. Ja kiedy dostrzegłam, że to robi, poszłam za jego śladem. Wstał i podszedł do szafy, obok niej wisiał obraz, Diego lekko agresywnym ruchem, zdjął go. Odwrócił na drugą stronę, to wszystko działo się tak szybko. Po niecałych pięciu minutach, obraz był z strzępkach, a mężczyzna trzymał w dłoni miniaturowych rozmiarów kamerkę. Zakryłam usta dłonią, nie dałam rady. Łzy napłynęły mi do oczu, i zaczęły jedna po drugiej spływać po moich policzkach. Kamerka w ułamku sekundy została rozwalona na maleńkie kawałeczki, pod wpływem lekkiego zaciśnięcia ręki przez Diego. On jest naprawdę bardzo silny, nie dość że sam w sobie, to jeszcze na dodatek jest wampirem. – Zabiję tego skurwysyna. Dorwę go i zabiję. – po tych słowach odwrócił się i spojrzał na mnie. Odłożył kamerę,a raczej to co z niej zostało na komodę. Nie wahając się ani odrobinę, chwycił mnie za nadgarstek tym samym przyciągając do siebie, i przytulił tak mocno, jak tylko było to możliwe. – Spokojnie skarbie, nie płacz. – uspokajał mnie, wiem że robił wszystko co w jego mocy, ale ja nadal nie potrafił powstrzymać łez. Pogłaskał mnie po głowie, i zaraz potem bardzo delikatnie pocałował w czubek głowy.

I co my mamy teraz zrobić? Sama myśl o tym, że kiedy kochałam się z Diego, w tym samym czasie, jakiś facet to oglądał i jednocześnie nagrywał, przyprawia mnie o mdłości. Mam ochotę jeszcze raz zacząć płakać, wykrzyczeć wszystko co czuję, ale wiem że to nie ma sensu. Nie wiem czy w tej sytuacji to by pomogło, jest naprawdę źle, bo nawet wtedy kiego Diego mnie przytula, nie czuję się lepiej. Siedzę właśnie na kanapie, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Oplatam je rękoma i wpatruję się w zgaszony telewizor. W pewnej chwili w salonie pojawia się Ruggero. Właśnie rozmawiał z Diego, wiem o tym bo zostałam poinformowana, że ma zamiar im to powiedzieć, i razem coś wymyślić. Modlę się w duchu, żeby wszystko się ułożyło, bo jeśli ten chłopak odważy się wypuścić to wideo do internetu, to już po nas.

*Ruggero*

Schodzę po schodach i widzę jak Diana siedzi na kanapie, i ledwo co daję radę powstrzymać łzy. Podchodzę do niej i siadam obok, ale nic nie mówię. Wpatruję się w nią cały czas, prawda jest taka że nie wiem co mam zrobić. Nie powiem jej ‚Wszystko będzie dobrze” , bo założę się że już wiele razy to słyszała, i ma dość. Przygryzam delikatnie dolną wargę, przybliżam się. Tym razem, nie chcę jej pocieszać w taki sposób, jak ostatnio. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie na miejscu i że to wcale nie powinno mieć miejsca. Całe szczęście Diego się o tym nie dowiedział, i nadal mam nadzieję że tak pozostanie. Bo jeśli, dotrze do niego informacja, że pocałowałem jego dziewczynę, mogę pożegnać się z życiem. Dosłownie. Przysuwam się do niej, nie jestem pewien od czego zacząć rozmowę.

- Masz ładne włosy. – mówię po chwili zastanowienia. Nie miałem nawet najmniejszego zamiaru, rozmawiać o tym co się wydarzyło, bo nie chcę aby o tym myślała. Jedyne czego teraz pragnę, to tego aby choć na chwilę zapomniała i przestała się smucić. – Używasz jakiejś odżywki? – po tym pytaniu, dziewczyna patrzy na mnie lekko zdziwiona. Nie mogłem się powstrzymać i zaśmiałem się widząc jej minę. Ani trochę nie zaskakuje mnie fakt, że tak zareagowała. No w końcu, przed chwila dowiedziała się że ktoś nagrał, ją podczas seksu, a ja zaczynam gadać o tym że ma ładne włosy, i pytam o odżywkę. Próbuję jakoś rozluźnić atmosferę, i chyba mi się udaje. Bo po niezbyt długim czasie oczekiwania, widzę jak prawy kącik jej ust unosi się do góry, a pięć sekund później, całe usta wykrzywiają się w uśmiechu.

- Dlaczego chcesz to wiedzieć? – pyta.

- Bo też chciałbym, aby moje włosy tak lśniły. – po raz kolejny wybucham śmiechem, ona tak samo.

- Jesteś szalony. – mówi. Jeszcze bardziej zmniejszam odległość między nami. Nasze twarze dzielą raptem cztery milimetry. Choć muszę przyznać że sprawia mi naprawdę ogromną radość, to muszę szybko zadziałać, żeby nie pomyślała że znowu chcę ją pocałować, bo wtedy sytuacja zrobi się nie zręczna. Nachylam się nad jej uchem i szepczę.

- Wiem, myszko. – zaraz potem nie czekam ani chwili dłużej, szybko całuję ją w policzek i nie mówiąc już nic więcej, po prostu wychodzę.

Diego

Diana siedzi na moich kolanach. Znajdujemy się w salonie, tulę ją do siebie i oddycham głęboko. Choć ja jeszcze nie do końca się otrząsnąłem, ona jest spokojna, albo tylko tak mi się zdaje. Wszystko jedno, ważne że nie płaczę. Panuje między nami cisza, przez to słyszę bicie jej maleńkiego serduszka. Rozmawiałem z chłopakami, ale jakoś nie udało nam się nic ustalić. Jestem oczywiście pewien, że to sprawka Jacksona, tylko on jest do tego zdolny. Marszczę lekko brwi, zastanawiając się, co zrobić. Nie mogę tego tak zostawić, bo nie mam zamiaru dać mu odpowiedzi, która go zadowoli, a wiem że jeśli tego nie zrobię on zrobi to czego obawiam się najbardziej. Dlatego szybko muszę coś wymyślić, by temu zapobiec. najbardziej w tym wszystkim, oczywiście martwię się o Dianę, ja bym sobie jakoś poradził, ale ona? Oczywiście, chroniłbym ją przed wszystkim którzy chcieliby sprawić jej ból, ale tylko poza szkołą. A tam, nie wiem co by się działo, nie byłbym w stanie jej pomóc. Myśląc o tym, co będzie jeśli dojdzie do najgorszego, w pewnym momencie spojrzałem na nią. Miała zamknięte oczy, zasnęła. Bardzo ostrożnie, wziąłem ją na ręce, wstałem i zaniosłem do naszej sypialni. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kocem. Przykucnąłem i spojrzałem na jej twarz, wyglądała łagodnie, co sprawiło że jeszcze bardziej się uspokoiłem. Szczerze? Jestem w szoku, że udało jej się zasnąć po tym co się stało, ale to dobrze, przynajmniej nie będzie się zamartwiać.Ona wygląda tak słodko kiedy śpi… mój kochany aniołek. Pogłaskałem ją po policzku.

- Kocham cię, księżniczko. – po tych słowach, pocałowałem ją lekko w czoło. Uśmiechnąłem się, wstałem i wyszedłem po cichu zamykając drzwi. Kiedy z powrotem znalazłem się w salonie, wyjąłem z kieszeni spodni paczkę papierosów. Usiadłem ponownie na kanapie, i zapaliłem od raz mocno zaciągając się dymem. Diana nie lubi tego, kiedy palę papierosy, nie chodzi o to że robię to przy niej i drażni ją zapach dymu, martwi się o moje zdrowie. Mówiłem jej że wszystko jest w porządku, ale nadal chcę mi na to pozwolić. Dlatego robię to tylko wtedy kiedy nie ma jej obok. Wiem że nie powinienem, ale to jest nałóg, ja nie umiem z tym walczyć. Dy tak siedziałem, poczułem coś dziwnego w okolicach pulsu, to przeważnie dzieje się wtedy kiedy sobie o czymś przypomnę, albo wpadnie mi do głowy pomysł. Tym razem, to było, to drugie. I to nie był głupi pomysł, mianowicie, w mojej głowie zrodziła się pewna myśl. „A gdybym zgłosił to na policję?” Nie udawało mi się wybić tego z głowy, to było zbyt dobre. Nie obawiam się tego, że nic z tym nie zrobią, bo już raz poszukiwali Jacksona, a jeśli powiem im, że zrobił coś jeszcze i na dodatek, że wiem gdzie go znaleźć, ma pewno go złapią. Na samą myśl o tym, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie będę tego żałował nawet przez chwilę, nie będę miał żadnych pieprzonych wyrzutów sumienia, bo on zrobił mi to samo. Ja po prostu odpłacę mu pięknem za nadobne. Aczkolwiek na razie nie mogę tego zrobić, muszę porozmawiać o tym z Dianą, wiedzieć co ona o tym myśli. Wtedy zadziałam, już nie mogę się doczekać.

Jorge

- Zamknij oczy… – wyszeptałem do jej ucha. Po tak jak obdarzyła mnie uśmiechem, odwzajemniłem go. Gdy już upewniłem się że nic nie widzi, wyciągnąłem z tylnej kieszeni prostokątne pudełko. Otworzyłem i wyjąłem srebrny naszyjnik i wygrawerowanym napisem „Te amo”, po czym położyłem go jej na dłoni i zacisnąłem w pięść. – Teraz możesz otworzyć. – gdy to powiedziałem, zrobiła to. I od razu zwróciła uwagę na swoją lewą dłoń która jest zaciśnięta w pięść. Otworzyła ją, spojrzała na mnie i zaraz potem drugą dłonią delikatnie uniosła. Jeszcze raz skierowała na mnie swój wzrok i wtedy usłyszałem.

- Jest piękny. Kochanie… jest cudowny, ale ja nie mogę go przyjąć. – gdy tylko te słowa wypłynęły z jej ust, uśmiech z mojej twarzy zniknął. Zmarszczyłem lekko brwi ze zdziwienia. Patrzę na nią i pytam.

- Dlaczego? – jestem tego bardzo ciekawy. Co jest powodem, przez który nie może przyjąć ode mnie naszyjnika? Od swojego chłopaka? Nie rozumiem, ale mam nadzieję że zaraz się dowiem.

- Jestem pewna, że był bardzo drogi… A przecież oboje dobrze wiemy, że tymczasowo nie masz pracy, więc musiałeś wydać na niego, wszystko, co miałeś… Nie chcę abyś robił coś takiego. Przepraszam, ale nie mogę. – nie chciałem tak łatwo odpuszczać, to dla mnie zbyt ważne.

- Selena, skarbie… Kocham cię. Tak, faktycznie może i był drogi, ale to nie ważne. Ty na to zasługujesz, widzę że ci się podoba, więc weź go. Proszę. – powiedziałem, westchnęła i w dalszym ciągu wpatrywała się we mnie. Nie lubię tego, kiedy rozmawiamy o mnie. Nie chcę mówić o mojej sytuacji, o tym jak się czuję a zwłaszcza o pieniądzach. Ja i Selena, jesteśmy na takim etapie związku, że jeszcze nie myślimy o tym żeby założyć wspólne konto. Znaczy, ja nie myślę, ona proponowała mi to już kilka razy, ale odmawiałem. To są jej ciężko zarobione pieniądze, i uważam że tylko ona ma do nich prawo. Czasami dzieje się tak, że zaczynamy się kłócić, gdy rozmawiamy na ten temat, co nie jest dobre. Dlatego staram się go unikać, o wiele bardziej wolę słuchać tego, jak ona się czuje. Patrzymy sobie w oczy nic nie mówiąc, ta cisza zaczyna mnie przerażać aczkolwiek żadne z nas, się nie odzywa. W końcu nie wytrzymuję tego, biorę naszyjnik i proszę o to aby dała mi dostęp do swojej szyi. Wzdycha ciężko i po pięciu minutach, robi to. Zawieszam wisiorek na jej szyi, i z powrotem przyglądam się jej z uśmiechem. Dalej nic nie mówi, bez słowa przytulam ją do siebie. Odsuwam się na niewielką odległość, chwytam ją ostrożnie za prawą dłoń, unoszę na wysokość ust i całuję. Po tym, dzieje się to na co czekałem, jej usta wykrzywiają się w uśmiechu. Staje na palcach i dotyka wargami mojego prawego policzka. Splatam ze sobą place mojej prawej, a jej lewej ręki i idziemy razem przez piękną polanę pełną kwiatów.

Xabiani

- Kurwa mać! Zawsze czepiasz się tego samego! Co z tego z nią rozmawiałem, to nie oznacza, że od razu się zdradzam, opanuj się do jasnej cholery! – krzyczę. Katie patrzy na mnie, widzę że naprawdę jest zdenerwowana. Nie wiem ile jeszcze to wytrzymam, za każdym razem to samo. Wystarczy że tylko zobaczy, że rozmawiam z jakąkolwiek dziewczyną, myśli że ją zdradzam. To jest chore, powiedzmy sobie szczerze, to jest chore. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak ja się z tym męczę. Podchodzi mnie w dalszym ciągu z poważną miną.

- Wiesz co? Jeżeli tak jej bronisz, i uważasz że ciągle się czepiam, to proszę bardzo! Idź sobie do niej! Droga wolna! – nie wytrzymałem, wstałem z kanapy na której siedziałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Byłem tak cholernie wkurwiony, że wiedziałem co się zaraz stanie, byłem pewien że to nieuniknione. Pobiegłem w stronę najbliższego lasu, nie miałem zbyt wiele czasu. Gdy już tam dotarłem, stanąłem, oparłem się o drzewo i czekałem. Czułem jak wszystko rozrywa mnie od środka, nie próbowałem tego powstrzymywać. Kiedy się denerwuję, tak już jest a ja nie mogę z tym walczyć. Dziesięć minut później było już po wszystkim, chwilowo stałem w miejscu, rozglądając się na boki, w końcu zacząłem biec.

Pół godziny później

Udało mi się uspokoić na tyle, by wrócić do rzeczywistości. Leżałem na trawie, mój oddech był bardzo ciężki, zawsze tak jest. Miałem zamknięte oczy, słyszałem tylko szelest liści na drzewach i ptaki. W pewnym momencie jednak, usłyszałem coś jeszcze, kroki. Powoli wstałem i ponownie rozejrzałem się dookoła. Nikogo nie było, wtedy usłyszałem zza pleców głos, który był dziwnie znajomy…

- Xabi? – odwróciłem się, a moim oczom ukazał się chłopak. Mierzył tyle samo co ja, jego włosy wyglądały tak jakby nie czesał ich od bardzo dawna, ubrania miał brudne, porwane, a oczy ciemne, prawie że czarne. Wtedy wszystko do mnie dotarło, już wiedziałem kto to jest. Podszedłem bliżej i zapytałem.

- Josh..? – Z początku nie mogłem w to uwierzyć, jednak wszystko się potwierdziło. Josh i ja, jeszcze w czasach liceum byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nikt nie był w stanie nas rozdzielić. Był dla mnie jak brat, tak samo jak ja dla niego. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Łączyło nas więcej, niż kogokolwiek innego. Może to że tak dobrze się dogadywaliśmy, zawdzięczamy temu że on tak samo jak ja ma wilczą krew. Tylko różnimy się tym, że on jest dziki. To właśnie dlatego nasze drogi się rozeszły, on musiał uciec. Miał ku temu naprawdę dużo powodów. Ale nie chcę o tym mówić, nawet w myślach. Nie wiem kiedy ostatnio byłem tak szczęśliwy. Nasze ostatnie spotkanie, miało miejsce trzy lata temu. Tak jak mięliśmy to w zwyczaju, przytuliliśmy się. To wcale nie jest dziwne, przynajmniej dla nas. Zaczęliśmy rozmawiać o tematach które były dla nas najważniejsze. Czyli na przykład o tym jak ułożyliśmy sobie życie. Opowiedziałem mu o tym że dalej spotykam się z Katie, a potem spytałem dlaczego nie postarał się o to aby znaleźć dom. Mówił że to byłby bardzo zły pomysł. Wspominał coś o stadzie. Ulżyło mi kiedy powiedział, że nie jest sam, że ma przyjaciół który go wspierają. Nie proponowałem tego, żeby do nas wpadł bo ja wiem że nie skończyłoby się to dobrze. Nie potrafiłby nad sobą zapanować, kiedy mieszka się tyle czasu w lesie, potem trudno przywyknąć do normalności. Miałem nadzieje że jeszcze kiedyś się zobaczymy, po tym jak mu o tym powiedziałem, odszedłem.

Następny dzień, rano.

Diana

Otworzyłam oczy, ale nie z własnej woli. Obudziły mnie krople deszczu, które z ogromną siłą uderzały o okna. Pięknie, jeszcze tylko deszczu mi brakowało. Nie miałam ochoty wychodzić z łóżka, a przekonałam się jeszcze bardziej kiedy poczułam jak ramię Diego oplata mój brzuch. Uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego, nadal spał jednak gdy jeszcze bardziej wtuliłam się w jego nagi tors, poruszył się. Poczułam jak całuje w czubek głowy. Odsunęłam się na pewną odległość i spojrzałem w jego śliczne brązowe oczy, które za każdym razem sprawiają że się zatracam. Po chwili na jego ustach pojawia się słaby uśmiech, odwzajemniłam go ale zaraz potem wróciły do mnie wszystkie wspomnienia z wczorajszego dnia. Przypomniałam sobie wszystko co się wydarzyło, moja mina ponownie zrobiła się smutna i zmartwiona. Mrugam delikatnie powiekami, w końcu pytam.

- Co z tym zrobimy? – mój głos jest tak cichy, że praktycznie można go zaliczyć do szeptu. Chłopak przez nieokreśloną ilość czasu patrzy na mnie, jednak nic nie mówi. Z powrotem przytula mnie do swojego nagiego torsu i głaszcze po głowie.

- Będzie dobrze. – słyszę. Chcę mu wierzyć, to jedyne co mi teraz pozostało. Gdy po raz kolejny patrzę mu w oczy, widzę iskierkę mówiącą mi że on wie, co robić. Ma plan, ale nie pytam go o to, jeśli będzie chciał, sam mi o tym powie. Cisza która jest między nami, tak jak kiedyś, jest dobra i przyjemna. Zbliża się do mnie, i bardzo lekko muska moje usta swoimi. Kocham to kiedy jest taki ostrożny, to kiedy traktuje mnie jakbym była maleńkim piórkiem. Odsuwa się, bierze swoją prawą dłoń i prawie niewyczuwalnie przeze mnie, dotyka kciukiem mojej dolnej wargi. – Diana, wiem, że teraz nie jest łatwo… Dla nas obojgu, to trudne, ale damy radę. Chcę abyś wiedziała że, nie ważne jest to co się wydarzy, ja zawszę będę przy tobie. – prawda jest taka że zaniepokoiły mnie te słowa. Objęłam jego twarz dłońmi, spojrzałam głęboko w oczy i zapytałam.

- Misiu… wszystko w porządku? – on tylko wykrzywił usta w uśmiechu i pokiwał głową twierdząco. Po tym ponownie, nasze usta spotkały się ze sobą, na początku robił to bardzo delikatnie. Jednak po czasie liczącym trzy minuty, zaczął pogłębiać pocałunki. W jednej chwili, znalazł się nade mną, opierał się przedramieniem o łóżko po mojej prawej stronie. Zawiesiłam rękę na jego szyi i pozwoliłam na to by jego język, złączył się z moim. Było mi tak dobrze, chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Moje prośby, nie zostały wysłuchane, Diego podniósł się lekko do góry i patrzył na mnie. Mimo tego, iż widział że mam bardzo zawiedzioną minę, zaśmiał się.

- Hm… wtedy, odmówiłaś mi wspólnej kąpieli,a teraz? – to pytanie wywołało u mnie zaskoczenie, ponieważ naprawdę nie spodziewałam się że je zada. Już nie wiem który raz w ciągu tej godziny, kiedy leżymy w łóżku, uśmiecham się. Nie zastanawiam się długo, kiwam głową i obje wstajemy. Bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę toalety. Gdy już jesteśmy w środku, robimy to co nie zajmuje nam długo, z powodu niewielkiej ilości ubrań, rozbieramy się. Kiedy zdejmuję z siebie koszulkę Diego, i stoję przed nim w samych majtkach, przygląda mi się uważnie po czym podchodzi. Jego dłonie, od razu obejmują moje biodra. Patrzy się przez chwilę, nachyla do mojego ucha i szepcze.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie pociągasz… – na te słowa reaguje cichym chichotem, a on przygryza płatek mojego ucha, co powoduje przyjemny dreszcz. Pozbyłam się ostatniej części mojego nocnego stroju, i razem weszliśmy do kabiny prysznicowej. Diego włączył wodę, która zaczęła spływać na nas z dość dużą prędkością. Stałam do niego tyłem, w pewnym momencie podszedł i objął ramieniem mój brzuch. Gorące krople ściekają po naszych ciałach, jest świetnie. Nigdy jeszcze nie kąpaliśmy się razem, to jest dla mnie nowe i jak się okazuje bardzo przyjemne. Mogę odnotować w pamięci nowe wspomnienie: pierwszy wspólny prysznic z chłopakiem. Opieram głowę o jego klatkę piersiową i zamykam oczy. Nic nie wiedzę, ale czuję jak jego dłonie błądzą po moim ciele jednocześnie wcierając w moją skórę balsam do ciała. Docierają do każdego miejsca, tego mi właśnie było potrzeba. Czuję jak zalewa mnie fala spokoju, a zarazem rozkoszy, gdy prawa dłoń mojego chłopaka dotyka najbardziej intymnego miejsca. Przygryzam mocno dolną wargę, on wie że to mi się podoba. Wiem, że teraz się uśmiecha, choć go nie widzę. Po chwili zaciskam wargi, tym samym powstrzymując się od jęku.

Kilka dni później

Nie do końca jestem w stanie, opisać wydarzenia sprzed kilku dni. Jestem właśnie w samochodzie, który prowadzi Ruggero, wracamy do domu. Ostatnie chwile we Włoszech, tak naprawdę były najwspanialsze, ekscytujące. Diego, powiedział mi o wszystkim, o całym planie. Zadzwonił na policję, wiedziałam od początku kiedy tylko to usłyszałam, że to najlepszy pomysł na jaki mógł wpaść. Jak się potem okazało, złapali Jacksona wczoraj o godzinie osiemnastej. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak mi ulżyło. Poza kłótnią z Diego i tym okropnym wydarzeniem, muszę przyznać że ten wyjazd dobrze mi zrobił. To były jedne z najlepszych wakacji, na jakich byłam. Ale choć Włochy to naprawdę wspaniały kraj, cieszę się że już wracamy. Jesteśmy już w Buenos Aires, zostaje tylko dojazd do domu. Razem z rodzicami ustaliłam, że tą noc spędzę u Diego. Zgodzili się mimo tego, iż teraz są w pełni świadomi że może między nami dojść do seksu. Zauważyłam, że ostatnio bardzo często tam bywam, co oczywiście sprawia że jestem szczęśliwa. Siedzę w aucie, pomiędzy Xabim a Diego, w końcu dostrzegam jego dom. Wjeżdżamy na podjazd, Xabi otwiera drzwi i wysiada. Odległość między podłogą w samochodzie a ziemią jest dosyć spora, co zostaje przez niego zauważone. Uśmiecha się do mnie i mówi.

- No chodź tu do mnie. – Wyciąga ręce, łapie mnie za biodra, uno i odstawia na ziemię. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że dla osób dookoła wyglądało to tak jakby ojciec pomagał swojej pięcioletniej córeczce. Jednak nie przejęłam się tym zbytnio, wręcz przeciwnie to było urocze. Gdy już stoję na ziemi i podnoszę z niej kluczyki do domu które wypadły mi z dłoni słyszę głos Diego.

- Emma, Brian! – prostuję się i patrzą w stronę z której dobiegają te słowa. Wtedy zauważam kobietę z dzieckiem na rękach stojącą przy drzwiach. Diego podchodzi do nich, całuje dziewczynę w policzek i bierze na ręce chłopca. Rozmawia z nią o czymś i mówi coś do dziecka, ale nie słyszę. Moje serce bije zbyt głośno. Nie wiem jak mam się zachować, obserwuję ich i nie wiem. Widzę, że jest naprawdę szczęśliwy, uśmiecha się i tuli do siebie chłopca. Przełykam ślinę i spuszczam wzrok na swoje dłonie, tym samym orientując się że przez cały czas wbijałam paznokcie w prawą dłoń. W tym samym czasie, czuję jak Xabi obejmuje mnie w pasie.

- Wszystko w porządku skarbie? – pyta. Odwracam głowę i kiwam głową prawie niezauważalnie. On jednak wie że to nie prawda i jeszcze mocniej przytula mnie do siebie. Wzdycham cicho, i wtedy zdaję sobie sprawę z tego, że mężczyzna który jest miłością mojego życia, ma rodzinę.

 

 

I jak??

Podobało się?? :)

Mam nadzieję :) Jak ocieniacie zakończenie? :)

Następna część, nie wiem kiedy będzie, może w weekend ale tak szczerze to wątpię bo będę zajęta :)

W każdym razie mam nadzieję że poczekacie :)

No to chyba tyle, do zobaczenia :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>