Mundo Misterioso cz.26

Diana

Po usłyszeniu dzwonka na przerwę, nie czekałam dłużej. Wstałam spakowałam książki i ruszyłam w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Gdy byłam już w progu usłyszałam jak mój telefon wydaje z siebie dźwięk, wyszłam z klasy i oparłam się o ścianę. Jak się okazało był to SMS, a raczej MMS od Diego bo było do niego dołączone zdjęcie. Uśmiechnęłam się i zaraz potem otworzyłam go, moim oczom ukazało się zdjęcie Diega bez koszulki, z tekstem „Tęsknię :*”. Zaśmiałam się i zagryzłam delikatnie dolną wargę, muszę przyznać że bardzo mi się to spodobało. Po tle mogę się domyślać że jest właśnie na siłowni. Ma szczęście że nie wysłał mi tego pięć minut wcześniej bo SMS doszedłby na lekcji a znając naszego nauczyciela od historii, który słynie ze swojego wspaniałego poczucia humoru i odwagi, zabrałby mi telefon i odczytał, a w tym przypadku zobaczył co zostało przysłane. Nie jestem pewna czy wtedy tak by mi się to podobało. Kiedy już schowałam telefon z powrotem do plecaka, podążyłam do stołówki. I znowu to samo, kompletny brak apetytu, w tamtej chwili przypomniałam sobie że po raz kolejny zapomniałam wziąć tabletki. Lekarz kazał mi je brać na godzinę przed jedzeniem. Znowu, cholera. – powiedziałam do siebie i po tym wyjęłam ją włożyłam do ust i połknęłam bez popijania.

Lekcje minęły mi dosyć szybko, o godzinie 14.25 mogłam już opuścić szkołę. Diego powiedział mi że po mnie przyjedzie, mówiłam mu że nie musi tego robić, ale nalegał. Zastanowiło mnie to przez chwilę aczkolwiek nie kłóciłam się bo wiedziałam że i tak nie wygram. Kiedy znalazłam się przed budynkiem ujrzałam samochód i jego opartego o drzwi od strony kierowcy. Uśmiechnął się do mnie gdy tylko podeszłam bliżej. Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta.

- Wiesz że nie musiałeś. Równie dobrze mogłam się przejść. – powiedziałam zaraz potem po raz kolejny tego dnia wybuchając cichym śmiechem.

- No wiem. – po tym jak odwzajemnił mój wesoły grymas wsiadłam do auta. W trakcie drogi odbyliśmy rozmowę na której bardzo mi zależało. Powiedziałam Diego o tym że zanim nie powiem rodzicom o tym że uprawiałam już seks, nie chcę robić tego drugi raz. Zaskoczyło mnie to co powiedział, zaproponował mi abyśmy powiedzieli im teraz. Teraz? I co tak po prostu wejdę i im o wszystkim powiem? Ten pomysł wydawał mi się absurdalny i kompletnie szalony. Jednak po dłuższym zastanowieniu, może jednak nie taki zły? Zapytałam się Diego czy nie boi się reakcji mojego taty, mówił że da sobie radę i żebym się o nic nie martwiła, a jednak. Strach cały czas przeszywał moje ciało. „Będzie dobrze” – powtarzałam to sobie do momentu kiedy nie znaleźliśmy się w salonie.

Pól godziny później

- Mamo, tato… ja i Diego, chcielibyśmy o czymś z wami porozmawiać. – Diego siedział cały czas obok mnie, ściskałam jego dłoń tak mocno jak tylko było to możliwe. Spojrzałam na niego, miał minę mówiącą „Nie bój się” . Niestety, to nie pomagało, z powrotem spojrzałam na rodziców którzy cierpliwie oczekiwali kolejnych słów z mojej strony. Przełknęłam ślinę i  kontynuowałam. – Sprawa jest dosyć delikatna… i proszę was, kiedy wam o tym powiem nie denerwujcie się…

- Postaramy się… ale o co chodzi? – zapytała coraz bardziej ciekawa mama. Serce biło mi tak mocno, że myślałam że zaraz wyskoczy.

- My… – wiedziałam że nie dam rady, to jest zbyt trudne. Zamknęłam oczy i wtedy usłyszałam słowa dobiegające z ust Diega.

- Uprawialiśmy seks. – po tych słowach tak samo jak ja zamknął oczy. Po chwili otworzyłam je by zobaczyć reakcję rodziców. Mama przykładała dłoń do ust wyraźnie bardzo zszokowana a tata wytrzeszczył oczy. Bałam się tego co zaraz nastąpi, tata wstał. Patrzył na Diego tak jakby chciał go zabić. Zaczął krzyczeć, był bardzo zdenerwowany, oskarżał Diego o molestowanie seksualne. Nie mogłam tego znieść, nie mogłam pozwolić na to żeby mówił takie rzeczy. Stanęłam pomiędzy nimi i powiedziałam że sama tego chciałam. Nie mógł, a raczej nie chciał mi w to uwierzyć. Trudno było mu przyjąć do wiadomości to że jego córeczka już nie jest małą dziewczynką. Wiedziałam że to będzie dla niego ciężkie, ale musiałam, prędzej czy później prawda i tak wyszłaby na jaw. Teraz przynajmniej mamy to za sobą, stałam wtulona w klatkę piersiową Diega, a tata chodził w te i z powrotem nie wiedząc co ze sobą zrobić. Pytał się jak i kiedy do tego doszło, nie ukrywaliśmy już niczego i po prostu wyznaliśmy mu całą prawdę. Trochę mu zajęło zanim się uspokoił, ale w końcu się udało. Mam też jakoś dawała radę, zakańczając tą całą rozmowę, pogodził się z tym faktem ale błagał nas o to abyśmy uważali bo nie chcę w tak młodym wieku zostać dziadkiem. Te słowa trochę rozładowały napięcie, to dla wszystkich było dobre ponieważ przez poprzednie dwadzieścia minut nie było zbyt wesoło.

Alex

Siedziałam na ławce w parku i czekałam. Bałam się, i nawet nie wiecie jak bardzo. Nie widziałam się ze swoim bratem już od dosyć długiego czasu. Nie wiem jak mam się zachować kiedy go zobaczę, co mam mu powiedzieć? Nie poinformował mnie jaki jest powód naszego spotkania, co powoduje u mnie jeszcze większy strach. Wcześniej się mną nie interesował, i teraz, tak nagle? Coś mi tu nie pasuje, no ale nie będę myśleć ciągle o złych rzeczach, a może ma dla mnie jakąś dobrą wiadomość? Nie wiem. Wszystko okaże się w swoim czasie. Rozglądam się po parku, w końcu dostrzegam idącego w moją stronę mężczyznę. Jest wysoki, jego brązowe włosy są lekko rozczochrane a na twarzy ma kilkudniowy zarost, jest dokładnie taki jakiego go zapamiętałam. Cieszył mnie fakt że się nie zmienił. Podchodzi do mnie, patrzy ale nic nie mówi, ja tak samo. Nie wiem, co powiedzieć. Jednak po dłuższej chwili ciszy która panowała między nami słyszę jego głos.

- Cześć. – brakowało mi tego, taka jest prawda. To że mnie zranił, to nie zmieniło togo że tak bardzo za nim tęskniłam to w końcu mój brat. Kiedy w dalszym ciągu jego wzrok skierowany jest na moją twarz, czuję jak oczy zachodzą mi łzami. Nie potrafię, nie dam rady powstrzymać się od emocji, to jest silniejsze ode mnie. Przestaję nad tym panować, zaczynam płakać a zaraz potem jestem już w jego ramionach.

- Tak bardzo za tobą tęskniłam… – mówię przez łzy. Chłopak tuli mnie do siebie i głaska po włosach, teraz czuję się o wiele lepiej. Peter, bo tak ma na imię mój brat, jest ode mnie straszy od cztery lata, zawsze był dla mnie ważny. Przy nim czułam się bezpiecznie, wiedziałam że ja też wiele dla niego znaczę, tylko jeśli tak było, to dlaczego mnie wtedy opuścił? Gdy już się od niego odsunęłam spojrzałam na niego, miał dosyć poważną minę,co mnie zaniepokoiło. – Coś się stało? Powiedz mi, dlaczego chciałeś się spotkać, o co chodzi… – to nie dawało mi spokoju, musiałam się tego dowiedzieć.

- Przepraszam. Wybacz mi… wiem że czynisz do mnie urazę za to, że ci wtedy nie pomogłem, ale nie mogłem. Jesteś moją siostrą i, kocham cię ale… wtedy nie miałem wyjścia. Bałem się…  - nie rozumiałam nawet słowa z tego co do mnie mówił, dlaczego nie miał wyjścia? O co tu chodzi do jasnej cholery! Czego się bał, mnie?!

- Bałeś się… mnie? – zapytałam, nie wiedziałam czy to brzmi dobrze, ale nie wiedziałam jak inaczej dobrać to w słowa,chciałam być pewna. Mężczyzna spojrzał na mnie, powaga z jego twarzy nie znikała nawet na moment. Podszedł o krok bliżej, wziął mnie za ręce po czym spojrzał głęboko w oczy. Szczerze? Spodziewałabym się wszystkiego, ale nigdy tego co mi wtedy powiedział.

- Został mi tylko tydzień. Ja umieram.

Diego

Dianie nie zależało na tym abym po nią przyjeżdżał, wtedy pod szkołę. Ale mi bardzo zależało, powodem tego był mój pieprzony brat. Myślałem że nie będę aż tak bardzo się tego bał, a jednak. Po tak jak powiedział, że jeśli mu nie pomogę ona będzie cierpieć, nie mogłem spać. Muszę uważać, mieć oczy dookoła głowy, bo jeśli naprawdę on jej coś zrobi, nie daruję sobie tego, i jemu rzecz jasna. Idę właśnie do Ruggero, chcę z kimś o tym porozmawiać, może on będzie w stanie mi pomóc. Siedzieliśmy razem w salonie pijąc piwo, opowiedziałem mu o wszystkim, o całej zaistniałej sytuacji.

- Jasne. Rozumiem, mogę ci pomóc. Tylko nie jestem pewien, czy ona się nie wystraszy kiedy zacznę jej tak nagle pilnować… – zmarszczyłem lekko brwi. Dlaczego miałaby się wystraszyć? On jej coś zrobił? – zadałem sobie te pytania i bardziej mu się przyjrzałem mając w głębi jakąś nadzieję że uda mi się rozszyfrować jego minę. Ale na nic to się nie zdało, nadal niczego nie wiedziałem, nawet nie zacząłem nic podejrzewać. Kiedy już chciałem zadać konkretne pytanie, zauważył że go obserwuję i ponownie zaczął mówić. – Em… bo wiesz, przecież każdy by się zaniepokoił gdyby ktoś, tak z niczego zacząłby spędzać przy nim więcej czasu, co nie…? – po tym pytaniu spojrzał na mnie, jeszcze raz. Przyznam, że zbił mnie z tropu, nie wiedziałem co powiedzieć.

- Masz, rację… ale tak trzeba. Dasz radę. – powiedziałem w dalszym ciągu będąc zmieszany. Nie wiem do końca dlaczego to właśnie jego proszę o to aby sprawował dodatkową opiekę nad moją dziewczyną. Może dlatego że jest moim bratem? On jako jedyny z naszej trójki, mnie, jego i Jackson’a  był najrozsądniejszy. Trochę trudno mi w to uwierzyć, ale tak było. To on był tym bratem któremu mogłem ufać, tym z którym mogłem rozmawiać.

- Okey, a teraz pogadamy na inny temat. Jutro wieczorem jest zajebista impreza, może zabierzesz Dianę i pójdziecie co? Wszyscy mają w planach iść co ty na to? – powiem szczerze że propozycja wydała mi się być kusząca, zwłaszcza po tym co się ostatnio działo. Zgodziłem się, powiedziałem jeszcze tylko że muszę zapytać Dianę czy chciałaby iść. Mam nadzieję że tam nic się nie wydarzy, że ta impreza nie okaże się być jedną z najgorszych w całym moim życiu.

Jorge

Już od samego rana chodzę przybity, znowu. 14 czerwca, dzień w którym zmarła moja mama. Zawsze kiedy budzę się właśnie tego dnia, nie jestem w stanie się uśmiechać, choć bardzo się staram, nie daję rady. Wszystko staje się takie same jak kiedyś, szare i puste. Postanowiłem wybrać się na cmentarz, droga nie była długa, nie minęło całe pięć minut a już znalazłem się przy ogromnej żelaznej bramie. Kiedy ją przekroczyłem, stałem na prostej dróżce wyłożonej marmurowymi kafelkami, ten cmentarz jest piękny, zwłaszcza o tej prze roku. Trzymając w rękach kwiaty poszedłem prosto do rodzinnego grobu, oprócz mamy, byli tam też pochowani, mój brat wraz z tatą. Ja też pewnie za jakiś czas się tam znajdę, może nie tak krótki jak przewidywałem na początku, ale prędzej czy później… Podszedłem tam i spojrzałem na grób. Tylko ja tutaj przychodziłem, a i tak robiłem to bardzo rzadko więc nie zdziwił mnie fakt że był zaniedbany. Gdy już udało mi się w miarę wszystko uporządkować, płożyłem kwiaty, przeżegnałem się i zacząłem:

- Mamo… byłaś dzielna. Byłaś  najsilniejszą kobietą jaką znałem, walczyłaś do samego końca. Choć było ci tak ciężko, nie poddawałaś się. Miałem nadzieję na to, że wygrasz jednak Bóg zaplanował dla ciebie inny los. Nadal nie potrafię się z tym pogodzić, ale wiem, że muszę. Nigdy o tobie nie zapomnę, wiedz o tym, nigdy. – Po tym wziąłem głęboki oddech i kontynuowałem. – Daniel… cały czas zadaję sobie to pytanie, dlaczego to zrobiłeś? Wiem że byłeś bardzo zżyty z tatą, ale byłeś świadom tego że cię kocham, a co dopiero mama… Dlaczego nas opuściłeś? Nawet nie wiesz ile bym oddał żebyś był teraz tutaj, ze mną. Mogę powiedzieć tylko tyle że… byłeś najlepszym bratem jakiego można było sobie wymarzyć. A ty tato? Eh… prawdą jest to że nie dogadywaliśmy się najlepiej. Ale… pomimo tych ciągłych naszych kłótni lub, twoich i mamy… byłeś dla mnie ogromnym wsparciem, i choć nie okazywałem ci tego tak bardzo, kochałem cię… Was wszystkich. Tęsknię, ale wiem że… kiedyś na pewno się spotkamy. Nie wiem jeszcze, ile będę tutaj siedział ale obiecuję, że, znowu…będziemy razem. Jestem tego pewien. – po tych słowach, poczułem jak łzy spływają mi po policzkach. Pociągnąłem lekko nosem, otarłem je po czym wstałem i opuściłem cmentarz.

Wieczór

Diana

To był jeden z najnudniejszych wieczorów w moim życiu. Leżę na łóżku zastanawiając się nad tym co mogłabym porobić by zwalczyć tę cholerną nudę. Siedzę w domu sama, rodzice gdzieś wyszli, ponownie. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W pewnej chwili jednak humor znacznie mi się poprawił gdy przypomniałam sobie moją ostatnią rozmowę z rodzicami. I nie, nie była to ta w której oznajmiałam im iż między mną a Diego doszło do stosunku. Rozmawialiśmy na temat wakacji, mówili mi że dobrze by było gdybyśmy wyjechali nad morze. Wtedy pomyślałam że to byłaby świetna okazja do zapytania ich o możliwość wyjechania razem z Diego i resztą. Wiedziałam że nie będzie to zbyt trudne, ponieważ skoro zgodzili się żebym jechała sama z Diego na weekend, teraz na pewną się zgodzą. Miałam rację, po tym kiedy upewnili się że chłopaki nie będą wariować, godzili się. Byłam prze szczęśliwa, od razu powiedziałam o tym Diego, już nie mogę się doczekać. Najlepsze jest to że wyjeżdżamy już za dwa tygodnie! Nie wiem co prawda dokąd, żadna z dziewczyn nie wie, tylko chłopaki, Podobno chcą nam zrobić niespodziankę, jestem tego naprawdę ciekawa. Nie wiem kiedy ostatnio byłam im tak wdzięczna. Kiedy tak rozmyślałam o tym co wydarzy się w niedalekiej przyszłości, usłyszałam pukanie do drzwi. Gdy podniosłam głowę moim oczom ukazał się Diego. Uśmiechnęłam się do niego, odwzajemnił to i już po chwili siedział obok mnie na łóżku.

- Twoich rodziców nie ma? – zapytał. Pokiwałam głową, nie mówiłam mu że gdzieś wyszli bo to było raczej oczywiste.

Teraz oboje leżeliśmy na łóżku, byłam ubrana w spódnicę dlatego Diego miał łatwy dostęp do moich ud. Delikatnie przesuwał opuszkami palców po jednym z nich, co było dla mnie bardzo przyjemne. W pewnej chwili, nachylił się nad moim uchem i wyszeptał.

- Podoba ci się?

- Yhym… – wymruczałam zaraz po tym cicho chichocząc. Wtedy poczułam na swojej szyi jego usta. Zacisnęłam wargi i zamknęłam oczy tym samym oddając się uczuciu szczęścia i rozkoszy. Rodzice wrócą późno, więc nie mam nic przeciwko temu żebyśmy się trochę zabawili. Wiecie, raczej nie powinno nikogo dziwić to że teraz, kiedy skończyłam osiemnaście lat i mam już za sobą pierwszy raz, ochota na seks jest większa. Pięć minut później Diego wyjął wkasaną w spódnicę koszulkę a jego dłonie zetknęły się z moim rozgrzanym ciałem. Składał bardzo delikatne pocałunki na moich nagich ramionach, dwie sekundy temu pozbył się moich ubrań zostawiając mnie tylko w bieliźnie. On też był już tylko w spodniach i właśnie próbował rozpiąć pasek jedną ręką.

- Pozwól że ja się tym zajmę… – powiedziałam. Mój głos był niski i jak zauważyłam, dla niego bardzo pociągający. Gdy już zrobiłam to co zamierzałam, jego spodnie znalazły się tam gdzie reszta naszych ubrań, czyli na podłodze. W pewnej chwili do głowy przyszedł mi pewien pomył. „A może by tak zmienić zasady gry?” – po zadaniu sobie tego pytania, Diego nawet nie zorientował się kiedy to on leżał pode mną a ja siedziałam na nim okrakiem. Przesuwałam dłońmi po jego klatce piersiowej i dopiero wtedy zauważyłam że ma naprawdę umięśniony brzuch, chyba sporo czasy spędza na tej siłowni. Mój język błądził ostrożnie po jego szyi, co powodowało że z jego ust dochodziły ciche jęki. Widziałam wyraźnie że ta cała zabawa wywierała na nim nie mały stres, ponieważ doskonale wiem że bardzo chciałby już przejść do rzeczy. Złączyłam ze sobą nasze wargi a po chwili przygryzłam jego dolną wargę.

- Jesteś po prostu cudowna… – wysapał, kiedy odsunęłam się od niego dosłownie na odległość trzech milimetrów. Gdy już miałam po raz kolejny go pocałować, usłyszałam trzask zamykanych drzwi.

- Diana, już jesteśmy. – słyszę.

- O cholera. – mówi Diego a ja od razu zeskakuje z niego i w bardzo szybkim tempie schodzę z łóżka. Chłopak stara się jak najszybciej z powrotem założyć na siebie spodnie, a ja wiem że już nie zdążę i uciekam do łazienki. Serce wali mi tak mocno jak tylko to możliwe. Dziesięć sekund później słyszę głos mojej mamy w pokoju. Pyta się gdzie jestem, a Diego ze spokojem odpowiada że poszłam do toalety. Odetchnęłam z ulgą kiedy dźwięk zamykanych za mamą drzwi dobiega do moich uszu. Ubieram się i wychodzę. Od razu widzę że jednak, Diego uporał się z czasem, co bardzo mnie cieszy. Podchodzę do niego i siadam bokiem na jego kolanach.

- Nie wiele brakowało. – mówię w dalszym ciągu przepełniona ulgą że nas nie przyłapali.

- No tak, ale i tak jestem smutny, bo cały czas mam na ciebie ogromną ochotę. – patrzy na mnie i tym razem to on się śmieje. Robię to samo a potem dostaję buziaka w czubek nosa.

Następny dzień, wieczór.

Diego

Czekam w samochodzie na Dianę, zgodziła się iść a tą imprezę jeśli obiecam jej że tym razem się nie upiję. Przystałem na jej warunki, mam nadzieję że uda mi się dotrzymać słowa. W końcu drzwi od jej domu się otwierają i widzę jak wychodzi. Wygląda przepięknie, jest ubrana w fioletową sukienkę przed kolano, bez ramiączek, lekko rozkloszowana, do tego czarne baleriny, włosy związane w ślicznego warkocza i do tego nie wielka ilość makijażu. Który według mnie i tak jest zbędny bo ona tego nie potrzebuje żeby być piękna. Wsiadła do samochodu a ja jeszcze raz się jej przyjrzałem.

- Wyglądasz obłędnie. – powiedziałem i po tych słowach połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku, Powiem wam, że gdybyśmy tylko nie stali przed jej domem i nie szli na tę imprezę, to nic nie stałoby mi na przeszkodzie żebym zabrał ją na tył samochodu i zrobił to o czym oboje pragniemy od nie całych trzech tygodni. Chociaż, jest jeszcze jedna rzecz. Diana jest dla mnie zbyt ważna, za bardzo mi na niej zależy. Co prawda, przeżyła już swój pierwszy raz ale w dalszym ciągu uważam ją za moją najukochańszą księżniczkę i wiem że ona zasługuje na coś więcej niż zwykły seks w samochodzie. Ona nie jest jedną z tych dziewczyn z które mógłbym pieprzyć gdzie popadnie, o nie. Gdy już przestałem fantazjować na temat Diany i naszego życia seksualnego, odpaliłem auto. Wszyscy byli już na miejscu, dlatego nam zostało tylko dojechać do klubu. Kiedy już jesteśmy w środku, rozglądam się i po jakimś czasie dostrzegam w rogu sali całą naszą ekipę, tak dla jasności, to byli ci co zostali do końca imprezy urodzinowej Diany. Podeszliśmy do nich, przywitałem się i razem z moją dziewczyną usiadłem na narożniku tuż obok Xabiego i Katie. Chwilę później wspomniany wcześniej chłopak odszedł od nas i poszedł do baru zamówić alkohol. Nie musieliśmy długo czekać, po upływie czasy który liczył dosłownie trzy minuty, pojawiła się przy nas kelnerka która swoją drogą wyglądała dosyć atrakcyjnie, ale mimo wszystko nie zwróciłem na nią uwagi. Na tacy stały cztery kufle z piwem, szklanka wody i trzy różnego rodzaju drinki. Diana oczywiście chciała wodę bo ona nie pije. Powiedziałem sobie że dzisiaj wypiję tylko jedno, góra dwa piwa. Tak jak prosiła mnie Diana, ograniczam się. Po chwili mój wzrok kieruje się na Ruggero, który też się do mnie odwraca. Patrzę na niego z miną mówiącą „Nie spuszczaj jej z oczu” , kiwa głową na znak że rozumie i zajmuje się rozmową z Jorge. Gdy w tle słyszę ulubioną piosenkę Diany, jestem już przekonany że zaraz wyciągnie mnie na parkiet. Nie mylę się, łapie mnie za rękę i prosi o to abyśmy poszli tańczyć. Nie sprzeczam się z nią i idę.

Godzinę później

Jorge i Xabi są już trochę wstawieni, Ruggero też się ogranicza bo ma bardzo ważne zadanie. Poszedłem na chwilę na dwór zapalić papierosa, nie bałem się bo wiedziałem że on jej pilnuje. Obserwowałem ludzi przechadzających się po chodniku i samochody co chwilę przejeżdżające po ulicy. Wróciłem do środka zaraz po tym jak wypaliłem dwa papierosy. Zaskoczyło mnie trochę to że nie zastałem nikogo przy stoliku, nawet Diany. Rozejrzałem się i podszedłem do Katie która siedziała ze swoim chłopakiem przy barze.

- Wiecie może gdzie jest Diana? -  zapytałem jednak pokręcili przecząco głowami. Zmarszczyłem brwi i usłyszałem.

- A nie, czekaj… widziałem ją. Była z jakimś chłopakiem. – te słowa od razu wyprowadziły mnie z równowagi.

- A Ruggero? – zadaję kolejne pytanie, bardzo mnie to ciekawi, gdzie jest ten debil! Przecież kazałem mu nie spuszczać jej z oka z tym czasem co?On gdzieś polazł a po niej ani śladu! Zabiję tego gnoja jak tylko go znajdę. Powiedzieli mi że podobno poszedł z Alex do łazienki. No świetnie, ona zniknęła a on poszedł się bzykać! Kurwa, czy może być gorzej? Moje obawy się potwierdziły, ta impreza to jedno wielkie dno. Szukałem jej wszędzie, jednak nigdzie jej nie było. Ostatnim miejscem, do jakiego jeszcze nie zajrzałem była damska toaleta. Skierowałem ku niej swoje kroki, gdy już znalazłem się przy drzwiach otworzyłem je, a tam zobaczyłem coś czego nigdy nie chciałbym zobaczyć…

I jak??
Podoba się??
Mam nadzieję :D
Następna część być może w sobotę, o ile nie zrobię sobie przerwy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>