Mundo Misterioso cz.25

Diego

- No proszę kochanie… nie bądź taka. – mówiłem trzymając na dłoni papierowy talerzyk na którym był kawałek tortu. Już nie wiem od kiedy próbuję ją namówić aby zjadła choć trochę, cały czas odmawia. – Nie rób mi tego misiaczku… – mój głos był łagodny i pieszczotliwy, miałem nadzieje że jak będę tak mówił to może uda mi się ją przekonać.

- Nie. Diego naprawdę, nie mam ochoty. – powiedziała po chwili z uśmiechem na ustach. Westchnąłem i zaraz potem odłożyłem talerz na stolik który był obok. Objąłem rękoma jej brzuch i jeszcze bardziej przytuliłem do siebie. Ona położyła głowę na moim ramieniu i zaraz potem splotła nasze dłonie. Nawet nie wiecie jak cieszy mnie to że w końcu jest między nami dobrze. Wiem ze jeszcze będę musiał porozmawiać z nią na temat Briana i Emmy, czego się boje, ale nie mam wyjścia. W pewnej chwili dziewczyna podniosła głowę, kiedy przechodził obok nas Ruggero, spojrzała za nim i po tym wlepiła wzrok w moje dłonie. Zastanowiło mnie jej zachowanie.

- Wszystko w porządku skarbie? – zapytałem z nadzieją że dostanę dobrą odpowiedź. Ona tylko spojrzała na mnie, widziałem że chciała coś powiedzieć, jednak w ostatniej chwili powstrzymała się, uśmiechnęła się słabo i lekko pokiwała głową. Chwilowo moją głowę zapełniły myśli dotyczące tej sytuacji, co to miało znaczyć? Nie wiem, i szczerze, nie jestem pewien czy chcę o tym myśleć. – Kotku… zobacz, ktoś do ciebie przyszedł… – powiedziałem. Skinąłem głową delikatnie do góry pokazując jej żeby odwróciła się do tyłu, kiedy to robi, od razu schodzi z moich kolan i biegnie do swojej biologicznej matki, która stoi nieopodal wraz z ojcem. Uśmiecham się na widok mojej ukochanej ściskającej z całej siły swoją rodzicielkę. Postanowiłem dać im trochę czasu i odszedłem. Skierowałem swoje kroki ku małemu strumykowi nad którym znajdował się mostek. Wszedłem na niego i oparłem się o barierkę. Stoję tak wpatrując się w odbicie które widzę w wodzie. Jestem idiotą. Totalnym debilem, który nie zasługuje na to aby żyć. Dziwne, nic jeszcze nie piłem a mam takie myśli… nie ważne. W jednej chwili, dokładnie wtedy kiedy spojrzałem na swoje odbicie, zdałem sobie sprawę ze wszystkiego. Z tego jak kiedyś wyglądało moje życie, i jak wygląda teraz. Gdybym nie poznał Diany, wszystko byłoby inne. Zmieniłem się. Bardzo. Fakt, czasami nadal potrafię być jednym z najgorszych ludzi którzy żyją na tym świecie, ale i tak jest lepiej niż kiedyś. Właśnie wtedy przed oczami ukazał mi się piętnastolatek w skórzanej kurtce, palący papierosa. Przechodząca bok niego starsza kobieta. Jego wredny śmiech kiedy widzi ją leżącą na podłodze, wywróciła się, ale on nic sobie z tego nie robi, podchodzi. Zabiera portfel, i odchodzi. Poczułem jak łzy zbierają mi się w oczach. Jednak nie pozwoliłem na to aby spłynęły po mojej twarzy. Przeszłość. Nienawidzę tego słowa, przywołuje tyle wspomnień, które nawet w najmniejszym stopniu nie są dobre. Ciągle staram się o tym zapomnieć, ale nie daję rady. To jaki byłem, te wszystkie kradzieże, bójki… Z tych rozmyślań, nagle wyrwał mnie głos Diany.

- Diego, tutaj jesteś… szukałam cię. – usłyszałem słowa wydobywające się z jej ślicznych różowych ust. Zauważyłem że dokładnie analizuje wygląd mojej twarzy. Strach. To wtedy czułem, bałem się że zorientuje się że jestem bliski płaczu. Rozchyliła lekko wargi musiałem szybko zareagować by nie dopuścić do najgorszego. Przytuliłem się do niej tak mocno jak tylko było to możliwe.

- Wiesz, że cię kocham? – mój głos był drżący i nie spokojny, jednak ona już odpuściła. A może to tylko chwilowe? Oby nie, nie chcę rozmawiać z nią na temat mojej przeszłości, nie chcę do tego wracać. Uśmiecham się do niej i całuję w czoło, jak gdyby nigdy nic.

Godzina 22.30

Diana

Rodzicie zgodzili się bym została. Prawie wszyscy już poszli, zostaliśmy tylko ja, Diego, Ruggero, Alex, Xabi, Jorge, Selena i Katie. Siedzieliśmy właśnie przy ognisku które niedawno rozpaliliśmy. Po raz kolejny tego dnia znajdowałam się na kolanach swojego chłopaka, który tulił mnie do siebie i ostrożnie kołysał na boki. To było naprawdę przyjemne, lubię takie chwile. Między nami trwa cisza, oparta o klatkę piersiową Diego, słyszę jego spokojne bicie serca. Zaciągam się zapachem jego cudownych perfum który powoduje że moje powieki zamykają się a na ustach pojawia się uśmiech. O takich urodzinach właśnie marzyłam, spędzić je w spokoju, z rodziną, przyjaciółmi i mężczyzną który mnie naprawdę kocha. Brakowało mi tego, tej bliskości między nami. W pewnej chwili cisza zostaje przerwana przez Ruggero. Chłopak patrzy na nas zaraz potem mówiąc:

- No, Diego… dzisiaj, Diana skończyła osiemnaście lat. A co wiąże się z tym że… masz duże szanse na seks. – jego śmiech odbija się od moich uszu. Wszyscy dookoła wybuchają cichym śmiechem, Diego tak samo. Ja zaś czuję jak moje policzki pieką mnie niemiłosiernie. Podnoszę głowę i patrzę na niego piorunującym wzrokiem. Chwilę później czuję jak silne ramię Diega przyciąga mnie bardziej do siebie. Patrzę na niego, jest rozbawiony, co powoduje że na mojej twarzy również pojawia się uśmiech. Nachyla się i po sekundzie słyszę jak szepcze mi do ucha.

- Wiem że tego chcesz. – No i co ja mam z nim zrobić?! Jak to się dzieje, że on zawsze wie co mi chodzi po głowie. Tak, to prawda że gdzieś tam w głębi o tym myślę. Wtedy kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy, było cudownie. Więc nie powinno nikogo dziwić to że chciałabym to powtórzyć. Jest jednak jedna mała rzecz która mnie przed tym powstrzymuje. Rodzice. Nie powiedziałam im jeszcze o tym, że wkroczyłam w życie seksualne, dwa tygodnie temu. Dlatego uważam że powinniśmy się wstrzymać z pójściem do łóżka po raz drugi do momentu aż nie powiem rodzicom. Poinformuję go o tym później, bo jeśli tego nie zrobię, będzie dziwiło go to że nie chcę uprawiać seksu. Nie chcę żeby zaczął wymyślać własne powody. Choć, przed sobą nie ukrywam tego że tak strasznie tego pragnę, jakaś część mnie nie pozwoliła by inni się zorientowali. Dlatego zaczęłam się śmiać, spojrzałam jeszcze raz na niego i powiedziałam.

- Mylisz się misiu. – Wiedział że kłamię, przed nim tego nie ukryję. Zna mnie.

- No ale jeśli ty nie chcesz… to ja się piszę! – te słowa ze strony Ruggero były dla niego nie zbyt dobre w skutkach. Nie minęła nawet chwila a dostał od Alex w głowę. Po raz kolejny w naszym kręgu rozległ się głośny grupowy śmiech. Od chwili w której Ruggero przekroczył moją barierę, zniszczył moją przestrzeń osobistą, całując mnie, nie wiem jak mam się wobec niego zachowywać. Wiem że on ma ze sobą wiele różnych problemów, czasami trudno mu się pohamować. To co zrobił możliwe, iż wiąże się z jego uzależnieniem. Nie wiem, ale wiem na pewno to, że szkoda mi Alex. On musi jej o tym powiedzieć, a jak nie on to ja. Nie może o niczym nie wiedzieć, ale boję się tego jak zareaguje. Teraz zastanawia mnie to dlaczego mu w tym nie przeszkodziłam. Powinnam, ale nie dałam rady, co on ma w sobie że tak działa na wszystkie kobiety? Hm, to samo mogę powiedzieć o Diego. Ale Diego się zmienił, przynajmniej mam nadzieję. Te myśli bardzo szybko spowodowały zniknięciu uśmiechu z mojej twarzy. Nie. Nie chcę teraz o tym myśleć. – powiedziałam w głowie stanowczo i zaraz potem schyliłam się nad twarzą Diego. Objęłam jego twarz dłońmi i bardzo delikatnie cmoknęłam w usta. Odsunęłam się o kilka milimetrów uśmiechając się. Odwzajemnił to. Jego lewa dłoń ostrożnie łapie mnie za podbródek, przyciągając do siebie minimalnie. Ponownie nasze usta się spotykają. Muska je, a po chwili pogłębia pocałunek. Nasze języki złączają się w pięknym tańcu, kocham kiedy to robi, a on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Dochodzi północ, Diego wjeżdża samochodem na podjazd do swojego domu. Z rodzicami ustaliłam, że zostaję na noc u niego. A właśnie, koniec końców, nie dowiedzieli się o tym że Diego ma dziecko, zdecydowałam że im o tym nie powiem. Nie zrobiłam tego z jednego powodu, nie chciałam żeby znowu zabronili mi się z nim spotykać. Wchodzę do środka, i od razu opadam na kanapę. Diego jeszcze został na dworze by wyjąć z bagażnika auta to co dzisiaj dostałam. Kiedy drzwi po raz kolejny się otwierają, widzę w nich jego, stawia wszystko na podłodze i po chwili siada obok mnie. Wstaję i momentalnie kładę głowę na jego udach. Spoglądam na niego z dołu z uśmiechem który odwzajemnia.

- Jesteś taka piękna… – powiedział i zaczął delikatnie bawić się moimi włosami, na co nie narzekam ponieważ jest to bardzo przyjemne. Zapada cisza, patrzymy sobie w oczy nic nie mówiąc , takie chwilę są dla mnie naprawdę wyjątkowe. Wtedy zdaję sobie sprawę z tego że nie potrzebujemy słów do tego aby się porozumieć, on doskonale wie co teraz czuję, a ja wiem co on chciałby mi powiedzieć. Tak już jest kiedy spotka się kogoś kogo się naprawdę kocha. Po chwili Diego wzdycha i na sekundę zerka w inną stronę. Chciałam się zapytać o co chodzi, lecz wyprzedził mnie słowami: – Diana… mogę z tobą o czymś porozmawiać? – zaniepokoiło mnie to, ale nie na tyle abym się wystraszyła. Podniosłam się do pozycji siedzącej.

- Ze mną możesz porozmawiać o wszystkim. – po tych słowach po raz nie wiem który ozdabiam swoją twarz w uśmiech. Odwraca głowę w moją stronę, nie wiem co się dzieje, ale pewnie zaraz się dowiem. Słyszę jak przełyka ślinę, jego serce zaczyna bić mocniej. W końcu wypuszcza powietrze z płuc które wstrzymywał przez poprzednie 10 sekund i pyta:

- Myślałaś o mojej propozycji? – przyznam że nie do końca zorientowałam się o co mu chodzi. Jednak po nie długim czasie zastanowienia, dotarło do mnie że chodzi mu o propozycję dołączenia do nich. Teraz się wystraszyłam, bo nie myślałam o tym wcale. Nie robiła tego, bo nie wiem co mam o tym myśleć. To nie jest proste, ani trochę. Wesoły grymas znika z mojej twarzy a na jego miejsce wstępuje zmieszanie i niepewność. Wlepiłam wzrok w swoje dłonie, nie wiedząc co mu odpowiedzieć. Zamykam oczy i biorę głęboki oddech.

- Nie. Prawda jest taka, że nie. Przepraszam, wiem że dałeś mi czas na zastanowienie się ale, ja nie daję rady… – powiedziałam na jednym wydechu. Wzięłam się na odwagę i spojrzałam na niego. Nie wyglądało na to aby się zdenerwował, a może tylko udaje? Przez dłuższy czas nic nie mówi, dlatego ja kontynuuję. – Proszę, nie bądź na mnie zły ale… taka decyzja wymaga czasu, i to sporo. Zrozum mnie…

- Rozumiem. Nie jestem zły, wszystko w porządku. Dam ci jeszcze czas, nie martw się, poczekam. – Kiedy usłyszałam te słowa kamień spadł mi z serca, nie zdajecie sobie sprawy z tego jaką ulgę wtedy odczułam. W geście podziękowania przytulam się do niego. Objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy. – Idziemy spać? – zapytał. Nie wahałam się, zgodziłam się szybko ponieważ byłam naprawdę zmęczona. Tak jak wtedy, czekał na mnie w sypialni aż wrócę bo poszłam się wykąpać. Bardzo zadowala mnie fakt że śpię z nim, bo gdyby nie było go obok mnie, nie miałabym się do kogo przytulić. - Słodkich snów,kochanie. – poczułam jak dokładniej okrywa mnie kołdrą, chowam twarz w jego szyję i zasypiam.

Rano

Ruggero

Wracam właśnie do domu, z pustymi rękami, znowu. Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam, ale zaczynam wariować. Już od paru dni nie mam żadnego dostępu do krwi, ani ja ani Alex. Po mojej ostatniej kradzieży w szpitalu, zatrudnili więcej ochroniarzy i zamontowali kamery. Nie mogę zabijać ludzi, bo Alex tego nie chcę, a ja nie chcę jej ranić. Prawda jest taka że ja wcale ni martwię się o siebie, tylko o nią. Widzę jak się męczy, dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć? Na dodatek, nie długo przyjeżdża jej brat z którym ma się spotkać, muszę coś szybko wykombinować. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Dziewczyna siedziała właśnie na kanapie, gdy mnie zobaczyła wstała i podeszła. Ponownie mam przed oczami ten sam widok, jej poszarzałe oczy… mam ochotę się rozpłakać. Objęła rękoma moją szyję, a ja położyłem dłonie na jej biodrach. Delikatnie cmoknęła mnie w usta, a zaraz potem oparła czoło o moje ramię.

- Jestem głodna. – powiedziała, jej głos był słaby i cichy. Zaprowadziłem ją na kanapę, nic nie mówiąc jeszcze bardziej przytuliłem ją do siebie. Mam nadzieję że to nie będzie trwało długo, bo nie damy rady. W pewnej chwili do głowy przychodzi mi pomysł który jest trochę ryzykowny, dla mnie, ale nie mam wyjścia. Spojrzałem na nią i po krótkim czasie który przeznaczyłem na przemyślenie tego, wyciągnąłem lewą dłoń w jej stronę. Nie rozumiała o co mi chodzi.

- Wiesz co masz zrobić. – mówiłem.

- Ty… ty chyba oszalałeś. – usłyszałem po chwili, wiedziałem że tak zareaguje, ale ja nie mam zamiaru odpuszczać. Patrzyłem na nią w dalszym ciągu, widziałem że chciała coś powiedzieć, ale jej na to nie pozwoliłem.

- Zrób to. – mój ton był bardzo stanowczy, chciałem żeby to zrobiła. Jej oczy były pełne niepewności i strachu. W końcu jednak zdecydowała się, wzięła moją dłoń w swoje obie, i zwróciła na nią swój wzrok. Nie całą minutę później dostrzegłem jej piękne, białe i na pewno ostre jak brzytwa kły. Rzadko je widuję, bo Alex stara się jak najbardziej je ukrywać. Co bardzo dobrze rozumiem, bo sam nie chciałbym aby coś się stało. Wpatruję się w nią jak w obrazek, jest taka piękna… Zawsze, kiedy widzę ją na co dzień, jest tą samą dziewczyną jaką ją poznałem. Taką niewinną, grzeczną, ale kiedy ukazuje kły, staje się dla mnie kimś zupełnie innym. Dziewczyną która nie wie co to strach, dziewczyną pełną odwagi. Za to ją właśnie kocham. Czuję jak moje serce zaczyna bić mocniej, to pewnie przez ekscytację spowodowaną świadomością że za chwilę zatopi je w moim ciele. Stało się. Nachyliła się i ostrożnie wgryzła w moją dłoń. Syknąłem przez zaciśnięte zęby, a jakiś czas potem oparłem głowę o zagłówek kanapy. Z każdą chwilą ubywało mi coraz więcej krwi, ale nie myślałem o tym zbyt wiele. Było mi tak dobrze. Wampiry mają w swoim jadzie substancje która po ugryzieniu, wprowadza ofiarę w stan ekstazy. Tak właśnie się wtedy czułem, poddałem się podnieceniu które zapanowało moim ciałem. Mogę teraz powiedzieć tylko tyle, to jest chyba nawet lepsze od seksu. takie same słowa zostały napisane w ulubionej książce Alex. A ja w stu procentach się z nimi zgadzam. Minęło już pięć minut a ona nadal pije. Byłem już bardzo słaby, ale nie przerywałem jej, jeśli nadal to robi to znaczy że tego potrzebuje. Po chwili jednak, przestaje. Robi tą samą czynność, opiera się o tył kanapy. Rozchylam bardzo lekko powieki i widzę jak oblizuje usta z bordowej cieczy. Dwie małe rany zagoiły się w błyskawicznym tempie, co raczej nie powinno was dziwić. Splotła ze sobą nasze palce i po chwili usłyszałem:

- Dziękuje. – na te słowa uśmiecham się do niej słabo i bardzo delikatnie gładzę jej dłoń kciukiem.

Jorge

Siedziałem w domu, sam. Selena wyszła na zakupy, nie wiem kiedy wróci. Myśli nie dawały mi spokoju, cały czas zaprzątały moją głowę. Nie mogłem przestać zastanawiać się nad tym, jak teraz będzie wyglądało moje życie. Jeśli mam je dzielić razem z nią, nie chcę umierać. Zostanę z nią do końca. W pewnej chwili przestaję analizować w głowie swoją przyszłość i skupiam wzrok na akustycznej gitarze leżącej w rogu pokoju. Przyglądam się, oglądam każdy szczegół, jest piękna. Zaraz po tym stwierdzeniu usiadłem na brzegu łózka. Kiedy ja ostatnio grałem? – zapytałem siebie. Gdy byłem młodszy, zawsze marzyłem o tym by nauczyć się grać na gitarze, rodzice spełnili moje marzenie. Zapisali mnie na lekcje, uczyłem się kilka lat. Stało się to moją pasją, kochałem to. Ale kiedy wydarzyło się to, przez co cierpiałem tak długie lata, skończyłem z tym. Nie chciałem już więcej się do tego dotykać bo to tylko przywracało wspomnienia. W końcu jednak odważyłem się, wstałem i wziąłem ją do rąk. Z powrotem usiadłem na łóżku i układając ją w dłoniach. Gdy moje palce powoli przesunęły się po pięciu strunach, usłyszałem ten piękny dźwięk. Tęskniłem za nim, tak bardzo… Chwilowo się wahałem, ale nie trwało to długo. Po nie długim czasie, zacząłem grać melodię ukochanej piosenki mojej mamy. Łzy zaczęły zbierać mi się w kąciakach oczu, ale nie przestawałem.

- Cudowne. – gdy tylko to usłyszałem, moja dłoń zatrzymała się a głowa przekręciła w prawą stronę. W progu stała Selena, podeszła do mnie i usiadła obok. – Nigdy nie wspominałeś o tym że potrafisz grać, dlaczego? – zapytała. Nigdy o tym nie mówiłem, bo nie chciałem. Wolałem zachować to tylko dla siebie, traktować jaką swoją osobistą tajemnicę.

- To, samo jakoś wyszło… Tak w ogóle, to przepraszam, nie powinienem, jej dotykać… – wtedy chciałem wstać by odłożyć ją na miejsce, jednak ona mnie powstrzymała.

- Nie. Zostań… to co słyszałam, było piękne. Zagraj coś jeszcze, dla mnie, dobrze? – jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej kiedy wypowiedziała te słowa. Odwzajemniłem go i po raz kolejny usiadłem układając gitarę. Wziąłem głęboki oddech, spojrzałem jej głęboko w oczy i po chwili zacząłem grać.

Xabi

Siedziała skulona na kanapie, a ja chodziłem w te i z powrotem. Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć, to było zbyt trudne. Stanąłem patrząc na roztrzęsioną dziewczynę. Podszedłem do niej i usiadłem obok, chciałem ją przytulić, ale odsunęła się. Ani trochę nie dziwi mnie to że tak się zachowuje, boi się.  Westchnąłem. 

- Kochanie, zrozum mnie… nie mogłem ci tego powiedzieć. – to były moje pierwsze słowa od paru godzin. Wcześniej rozmawialiśmy wcale, była w zbyt wielkim szoku. 

- Przez cały czas mnie okłamywałeś. 

- Za bardzo mi na tobie zależy, nie mogłem cię stracić, przecież wiesz. – Wtedy pozwoliła mi na to aby dotknąłem jej dłoni. Patrzeliśmy sobie w oczy, wdziałem że nadal jest zła, wystraszona. Nie wiedziałem jak mam ją uspokoić, nie chciałem się z nią kłócić, nie po ostatniej kłótni. Wtedy prawie ze mną nie zerwała. – Wybacz mi to, wiem że teraz się mnie boisz, ale ja cię nie skrzywdzę, nigdy. – po tych słowach nachyliłem się i połączyłem nasze usta w bardzo czułym pocałunku. Dziwiło mnie to że tak szybko mi wybaczyła, albo mi się tylko wydaje. jednak wolałbym aby to była prawda. W tamtej chwili byłem bardzo szczęśliwy, nie tylko dlatego że mi wybaczyła. Po tych czułościach na kanapie, czekało nas kilka kolejnych upojnych godzin w sypialni.

Diego

Wyszedłem właśnie od Diany, wyszedłem na spacer. Tym razem, zamiast zaciągać się dymem papierosa, wciągałem do płuc świeże i czyste powietrze. Pogoda była wspaniała, nie przeszkadzały mi nawet odgłosy samochodów dobiegających z autostrady która była niedaleko. W pewnej chwili usłyszałem za sobą jakiś szelest, odwróciłem się jednak nikogo tam nie było. Przyznam, trochę mnie to zdezorientowało, ale nie na długo. Kontynuowałem przechadzanie się po parku. 

- No proszę proszę! Kogo ja tu widzę. – odwróciłem się, a tam zobaczyłem kogoś kogo ani trochę się nie spodziewałem i za żadne skarby nie chciałem widzieć. Chłopak podszedł do mnie i z uśmiechem na twarzy powiedział. – Długo się nie widzieliśmy, prawda, braciszku? – Jackson, to jest ten członek rodziny którego najbardziej nienawidzę. Jest ode mnie starszy  o trzy lata, a dlaczego pałam do niego nienawiścią? Zaraz się dowiecie. 

- Co ty tu robisz? – zapytałem agresywnie, już sam jego widok działał mi na nerwy. To przez niego miałem tyle problemów, to przez niego, trafiłem do więzienia. 

- A co ty taki zdenerwowany? – jego śmiech doprowadza mnie do szału. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Od chwili kiedy sprzedał mnie policji, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Ten skurwiel, zniszczył mi życie. Przez niego robiłem rzeczy który teraz, nie ruszyłbym nawet gdyby zależało to od mojego życia. Patrzyłem na niego z wściekłością w oczach, prawda jest taka że nigdy nie przychodził do mnie tak po prostu, zawsze czegoś chciał, miał jakiś chujowy interes. Pewnie teraz też coś szykuje i chcę abym mu w tym pomógł. Nie odzywałem się, nie miałem na to najmniejszej ochoty. Rozmowa z nim jest teraz ostatnią rzeczą jakiej chcę. W końcu chyba to załapał i po raz kolejny zaczął mówić. – Dobra, przejdę do rzeczy. Mam dla ciebie propozycję. – No skąd ja to wiedziałem! Boże, czy on nie może raz na zawsze się ode mnie odwalić?! Westchnąłem zdenerwowany.

-  Chyba cię pojebało.

- Posłuchaj mnie przez chwilę. Musisz mi pomóc. Bo jeśli tego nie zrobisz, poniesiesz bardzo bolesne konsekwencje, a raczej nie ty, tylko twoja, dziewczyna. – kiedy tylko to powiedział od razu ogarnęła mnie wściekłość. Powiedziałem mu że jeśli tylko spróbuje się do niej dotknąć, zabiję go. Nie będę wtedy zwracał uwagi na to, co może się ze mną stać, zamorduje go własnymi rękoma. – Wiesz, że ze mną nie ma żartów. Sprawa jest prosta, mam do rozprowadzenia towar, potrzebuję kogoś, kto jest w tym dobry, a więc? – nie wierzyłem w to co usłyszałem. On znowu się w to wpakował, co jest z nim nie tak? 

- Nie ma mowy, nie wrócę do tego. Tobie, też nie radzę, a od Diany trzymaj się z daleka. – powiedziałem, spojrzałem na niego raz jeszcze i odszedłem. 

 

I jak?? 

Podoba się?? 

Mam nadzieję :D

Wiem że zakończenie takie sobie… bo chyba że wam się podobało bo to dobrze :D

Następna część może w tygodniu bo w końcu wolne :D

Proszę o dużą ilość komentarzy, przynajmniej 7, tak jak wtedy mogę na was liczyć? 

Z góry dziękuje :D 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>