Mundo Misterioso cz.23

W tamtej chwili zupełnie nie wiedziałem co mam robić, co powiedzieć.

- Masz dziecko z inną kobietą?! Co?! – krzyczała zdenerwowana, nie dziwię jej się. Byłem tak wystraszony że nie potrafiłem wydusić z siebie nawet słowa.Emma spoglądała raz to na mnie raz na Dianę która patrzyła na mnie wzrokiem mówiącym że nie wierzy w to co się teraz dzieje. Po chwili Brian znalazł się ponownie w ramionach matki a ja z całych sił starałem się nie wybuchnąć. Skierowałem spojrzenie na moją dziewczynę, w końcu odważyłem się i zacząłem.

- Kochanie, to nie tak. Wiem jak to wygląda ale nie… – głos mi się załamał gdy ujrzałem w jej cudownych oczach łzy. Nienawidziłem tego jak płakała, na dodatek z mojego powodu.

- Jasne! – krzyczała drżącym głosem. – Okłamałeś mnie. Myślałam, że wiem o tobie wszystko, a tym czasem nie wiem nic. Nie rozumiem, dlaczego mi to zrobiłeś? Nie mam pojęcia dlaczego ci zaufałam, skoro nie jesteś tego wart. Jak ja mogłam być tak bezmyślna, nienawidzę cię. – te słowa bardzo mnie zabolały, ale najgorsze w nich było to, że  były prawdą. Nie zdążyłem już nic więcej powiedzieć, bo jej nie było już w zasięgu mojego wzroku. Stałem tam jak wryty a przez moją głowę przelatywały miliony myśli. Miałem wrażenie, że zaraz opadnę na podłogę, uderzając o betonowy chodnik. Usiadłem na ławce ze wszystkich sił starając się, nie pozwolić moim łzom wypłynąć. Tak bardzo ją skrzywdziłem. Nie zasłużyła na to. Jestem potworem.

- To była ona, ta dziewczyna… tak? – nie patrząc na nią pokiwałem szybko głową.

- Tak… – byłem słaby, emocje rozsadzały mnie od środka. Czy rozsądnym byłoby rozpłakać się przy byłej kochance? Nie wiem. W tamtej chwili o tym nie myślałem, nie miałem siły udawać, że jestem silny. Pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach, schowałem twarz w dłoniach. Zrobiłem to po to by oszczędzić tak przykrego widoku, swojemu synowi.

- Diego, za kilka godzin mam samolot, bardzo mi przykro, ale ja muszę już iść. – w dalszym ciągu nie patrzyłem na nią, za bardzo byłem pochłonięty tym, że moje życie zaczyna się rozpierdalać. Okropne uczucie.

- Wiem, załatwię wszystko, nie martw się. Najpóźniej za dwa dni będziesz miała zaległe pieniądze. – Dopiero teraz podjąłem decyzję a spojrzeniu w jej stronę. Widziałem w jej oczach smutek i współczucie. Ale czy były one szczere? Czy tylko udawała, bo zależało jej wyłącznie na pieniądzach? Od tego myślenia rozbolała mnie głowa, dlatego przestałem. Ostatni raz przed ich odejściem, przytuliłem synka do swojej piersi. Nie wiem kiedy znowu go zobaczę, nie wiem czy kiedykolwiek to się jeszcze wydarzy.

- Pa, tato. – kocham ten słodki piskliwy głosik. Choć byłem wtedy na skraju załamania, po tym poczułem przyjemne ciepło. Uśmiechnąłem się przez łzy i chwilę później patrzyłem na nich jak odchodzą.  Kiedyś nie umiałem wybrać najgorszego dnia w życiu, teraz jestem pewien, że to ten.

Diana

Wystarczyła jedna chwila na mój świat legł w gruzach. Nigdy nie sądziłam, że znajdę w swoim życiu kogoś kto będzie w stanie sprawić, że wszystko stanie się takie piękne i beztroskie. Ale zarazem, tak szybko da radę zmieszać mnie z błotem. Teraz to widzę, wiem, że wszystko jest możliwe, aczkolwiek nie myślałam że przekonam się o tym w taki sposób. Ja go tak bardzo kochałam, oddałam mu swoje ciało, pozwoliłam mu na to aby pozbawił mnie niewinności, a on mnie tak podle okłamał. Nie powiedział mi tego co jest najważniejsze. Czyli jednak mi nie ufał. Tak naprawdę, nie zależało mu na mnie. Traktował mnie tak jak każdą inną, rozkochał, zaciągnął do łóżka, i pewnie niedługo zakończy ten „związek” . Prawda jest taka, że nie byłam pewna czy chcę się z nim rozstać, byłam wściekła, ale jakaś część mnie w dalszym ciągu darzyła go uczuciem, tak silnym, tak pięknym…Dlaczego?!

Dlaczego akurat ja?! Czym sobie na to zasłużyłam? Pokochałam go tak mocno a teraz cierpię dwa razy bardziej.

Rodzicie nie wiedzieli co się ze mną dzieje. Nie czekając ani chwili pobiegłam do siebie, i zatrzasnęłam drzwi. Miałam ochotę krzyczeć, płakać, wszystko na raz. Chciałam w jakiś sposób dać upust emocją, które tkwiły we mnie jak cholerny nowotwór. Usiadłam na krawędzi łóżka starając się opanować dłonie które bezustannie bardzo się trzęsły. Oddychałam wolno, głęboko, ze spokojem, z nadzieją że to pomoże. Jedyne czego teraz najbardziej się bałam to rodziców, próbujących ze mną rozmawiać. Musiałabym powiedzieć im całą prawdę, a to jest ostatnia rzecz, jaką chciałabym teraz zrobić. Nagle wróciły do mnie wspomnienia naszej wspólnej nocy. Kiedy odtwarzałam w głowie to co się wtedy działo, to jak mnie dotykał, całował… miałam ochotę zwymiotować. Czułam wstręt do siebie, obrzydzało mnie to co zrobiłam. Naiwna. Głupia. Szmata. To były trzy słowa jakimi mogłam się wtedy określić. Chcę o tym zapomnieć, trzymać się od niego z daleka. Mimo tego, że jest kimś bez kogo teraz, trudno mi żyć. Opadłam na łóżko, miałam dość. Nie wychodziłam z pokoju już do końca dnia. A kiedy stwierdziłam że już więcej nie dam rady normalnie funkcjonować, położyłam się spać.

Rano, wiedziałam że muszę iść do szkoły choć prawda jest taka, że jedyne o czym teraz marzyłam to zostać w domu i nie pokazywać się nikomu na oczy. Jednak część mnie, była temu kompletnie przeciwna. Zwlokłam się z łóżka i ociężałym krokiem poszłam do toalety. Po spojrzeniu w lustro, przeszedł mnie dreszcz przerażenia, wyglądałam jak sto nieszczęść. Zaraz po tym jak skończyłam przyglądać się swojemu masakrycznemu odbiciu, doprowadziłam się do porządku. Tak jak kilka dni wcześniej, uczesałam włosy w luźny warkocz, i przełożyłam go na bok. Nałożyłam na rzęsy niewielką ilość tuszu, a usta potraktowałam malinowym błyszczykiem. Dzisiaj pogoda nie była najlepsza, szare niebo, wiatr. Dlatego mój ubiór składał się z czarnych rurek i szarej bluzy bez kaptura z napisem „Hug me” . Na nogach już po chwili miałam białe conversy. Wzięłam plecak i zeszłam do kuchni. Mama będąc ze mną w pomieszczeniu, wyraźnie widziałam, że chciała zacząć mnie wypytywać o wczorajszy dzień. Chcąc uniknąć drażliwego dla mnie tematu, szybko powiedziałam, że muszę iść.

Weszłam do budynku szkoły w nastroju niezbyt wesołym, starałam się to ukryć, jednak szybko zostało to zauważone przez Alex, gdy stałyśmy na korytarzy podczas przerwy.

- Ej co z tobą? Jesteś strasznie zestresowana, o co chodzi? – pytała przejęta. Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, chciałam zapomnieć o tym wszystkim, chciałam choć na chwilę strać umiejętność myślenia. Nie było to możliwe, cały czas miałam przed oczami Diega z dzieckiem na rękach.

- Nie chcę o tym rozmawiać. – powiedziałam cicho w duszy modląc się aby odpuściła. Ale nie, w dalszym ciągu poruszała kwestię mojego złego samopoczucia. Z każdą chwilą coraz bardziej nalegała. W końcu uległam, westchnęłam. – On ma dziecko, rozumiesz? Diego ma syna. – po usłyszeniu tego, na twarzy mojej przyjaciółki pojawił się szok. Wytrzeszczyła oczy, ale nic nie mówiła. Ja zaś kontynuowałam pod wpływem emocji. – Słyszałam, nazwał go tatą… on trzymał go na rękach… – głos mi się załamał dlatego przerwałam. Ponownie poczułam łzy które ugrzęzły mi w gardle. Ale nie chciałam się teraz rozpłakać, muszę być silna. Alex nie wiedziała, co mi powiedzieć, tak samo jak ja była załamana. Jedyna co zrobiła, podeszła do mnie i przytuliła do siebie najmocniej jak mogła. Odsunęła się kiedy w tle rozległ się dźwięk dzwonka. Poszłyśmy do klasy, ta lekcja minęła szybko co było dla mnie bardzo dobre.

Na przerwie obiadowej nie zjadałam zupełnie nic, i to tym razem nie był skutek kłótni z Diego. Już od dłuższego czasu nie mam apetytu. A jeśli już jem, to w takich ilościach których nie można nawet nazwać małymi. W przeciągu trzech miesięcy schudłam 6 kilo. Mam 1.78 wzrostu, ważę 51 kg. Wiem że nie powinno tak być, nie wiem co się dzieje. Nawet mama spostrzegła że coś jest nie tak… Dobra nie chcę teraz zawracać tym sobie głowy, to na pewno nic poważnego. Ostatnią lekcją tego dnia był w-f. Nie przebierałam się ponieważ nie czułam się na siłach, żeby ćwiczyć. Nie lubię kłamać, ale teraz nie mam wyjścia. Usiadłam na ławce. Zaczęłam marznąć, schowałam dłonie zwinięte w pięści w głąb rękawów. Wlepiłam wzrok w podłogę, nadal zależało mi na tym aby nie pokazywać po sobie tego, że coś się stało, ale nie było to takie łatwe. Nie minęła chwila a Danny siedział obok mnie. Nie patrzyłam na niego do momentu w którym usłyszałam jego łagodny głos.

- Co się stało? – on mnie tak dobrze zna, cieszy mnie to aczkolwiek nie zawsze jest dobre.

-  Wszystko w porządku.  odparłam bez emocji. Chłopak bez przerwy wpatrywał się we mnie. Wtedy, po chwili ciszy jaka zapadła między nami, poczułam jak bierze mnie za rękę.

- No już, nie bój się księżniczko. Powiedz mi, proszę. – kiedy byliśmy parą, często mnie tak nazywał.  Mogę się założyć, że gdybyśmy się tak często nie kłócili, to nadal byśmy nią byli, bo bez wahania przyznam, że Danny nie ma sobie nic do zarzucenia, jest prawie że idealny. Przystojny, ze wspaniałym charakterem, teraz mimo tego że nie jesteśmy razem, jest moim najlepszym przyjacielem. Najlepszym jakiego można sobie wymarzyć. On od jakiegoś czasu, wie o tym że spotkam się z Diego. Oznajmiłam mu to niedługo po tym jak ponownie wyznał mi swoje uczucia.

- Po prostu, Diego, bardzo mnie zranił. Nie przejmuj się, daję radę. – zapewniłam go, ale to nie pomogło, na jego twarzy pojawiło się coś co przypominało wściekłość. Patrzył chwilę przed siebie i bez słowa odszedł. Dlaczego? Nie rozumiem. Przestałam się nad tym zastanawiać i znowu zaczęłam bezcelowo patrzeć w podłogę. Po trzydziestu minutach, stało się na co czekałam cały dzień. Zadzwonił ostatni dzwonek i w końcu mogłam wyjść do domu. Alex próbowała wyciągnąć mnie na miasto, ale nie chciałam. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam w stronę domu. Patrząc przed siebie, nagle spostrzegłam jego, a przecież tak bardzo zależało mi na tym aby go unikać. A że nie miałam żadnego skrótu, przyśpieszyłam kroku, mijając go. Nie zwróciłam na niego uwagi, ale on wręcz przeciwnie. Chwilę później usłyszałam jak mnie woła.

- Zaczekaj! – krzyknął. Gdy poczułam jak chwyta mnie za nadgarstek, zatrzymałam się. – Porozmawiajmy. – powiedział ciszej, ze spokojem. Spojrzałam na niego i zaraz potem odrzekłam.

- Nie mamy o czym. Okazuje się, że ani trochę cię nie znam. Nic dla ciebie nie znaczę. – wypowiedziałam te słowa stanowczo.

- Co? Jak możesz tak mówić… przecież ja się kocham…

- Gdyby tak było, powiedziałbyś mi o tym. – po tych słowach odeszłam.

Miałam łzy w oczach, z trudem udało mi się je powstrzymać. Wiecie jak to jest, patrzeć na kogoś kogo się tak bardzo kocha i jednocześnie mieć świadomość, że to właśnie przez tą osobę, tak bardzo cierpimy? To boli. Bardzo.

Zamknęłam drzwi od pokoju, odizolowując się od reszty świata. Trzymając klamkę odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. W końcu jednak postanowiłam pogrążyć się w pracy domowej – wypracowaniu na temat tego co nas uszczęśliwia. Nie miałam najmniejszej ochoty tego pisać, wszystko przez mój totalnie zepsuty nastrój. Mój spokój został przerwany, ktoś zapukał do drzwi, Przez chwilę bałam się, że to on, ale na całe szczęście moje przypuszczenia się nie sprawdziły. Xabi – to on zakłócił ciszę która panowała w pokoju. Delikatnie pchnął drzwi tym samym otwierając je. Na jego twarzy od razu ujrzałam lekki, bardzo przyjemny dla oka uśmiech.

-  Hej, nie przeszkadzam? – zapytał w miarę cicho. Odwzajemniłam jego uśmiech, tak samo wykrzywiając usta w wesołym grymasie. Nic nie powiedziałam, co dało mu do zrozumienia, że bez obaw może przekroczyć prób pokoju. – Rozmawiałem z Diego… – zaczął zaraz po tym jak zasiadł na szerokim parapecie, po którego obu bokach leżały poduszki. Nie bardzo cieszyło mnie poruszanie tematu Diega, ale widzę że mu zależy. Spojrzał na mnie wzrokiem zdradzającym, że mi współczuje. Ale co mi z tego? Ja nie potrzebuje współczucia, nigdy go nie potrzebowałam. Zawsze zależało mi tylko na szczerości i uczciwości. Teraz widzę, że raczej nie mam na co liczyć. – Wiem, że jest ci źle, wiem że się zawiodłaś, ale musisz go zrozumieć… – Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałam? On go broni?

- Co? Chcesz mi powiedzieć, że uważasz, że dobrze zrobił, nie mówiąc mi, że ma dziecko? – wypaliłam. Te słowa wypadły ze mnie tak szybko, nie myślałam nad nimi. Działałam impulsywnie, byłam zła. Patrzyłam na mężczyznę marszcząc przy tym brwi.

- Nie, nie o to mi chodziło. Diego cię kocha. nie mówił ci tego, bo się bał, bał się tego że… tego że go odtrącisz. Jemu naprawdę na tobie zależy. Uwierz mi, kiedy z nim rozmawiałem, naprawdę, nie wiem kiedy ostatni widziałem go w tak złym stanie, przemyśl to… i porozmawiaj z nim. Wy jesteście dla siebie stworzeni, mimo tego, że wasze charaktery są tak przeciwne, nie powinniście się od siebie oddalać. Szkodzicie tym sobie nawzajem.

-  Ale kiedy to tak boli… – mówiąc to głos mi zadrżał. Xabi wstał, przeszedł kilka kroków i w jednej chwili znalazł się przy mnie. Gdy tylko objął mnie swoim silnym ramieniem, było mi lepiej. Tak dobrze, czułam się tak bezpiecznie. On tak samo jak reszta chłopaków, traktują mnie jak młodszą siostrę. Wspierają, pocieszają kiedy jest mi źle… dlaczego uważałam ich za potworów? Co z tego że nie są ludźmi, uwielbiam ich.

- Wiem. Ale to przejdzie, zobaczysz, a potem, potem  zrozumiesz jak bardzo za nim tęsknisz, i że potrzebujesz jego obecności. Obiecaj mi,słoneczko, że z nim porozmawiasz… – Lubiłam to kiedy mówili do mnie w taki sposób, choć Diego zawsze jak to słyszał od razu spoglądał na nich zdenerwowanym wzrokiem. Każdy z nim dba o nasz  związek, to słodkie… Milczałam. Gdzieś w głębi byłam pewna, że muszę to zrobić, muszę z nim porozmawiać, ale tu chodzi o to że ja najzwyczajniej w świecie byłam zbyt słaba. Ukrywając przede mną tak ważną rzecz, skrzywdził mnie bardziej niż myśli. Mam mu to tak po prostu wybaczyć? Fakt, kocham go ale… nie wiem muszę to dokładnie przemyśleć.

- Postaram się. – oznajmiłam cicho. Odsunął mnie od siebie, uśmiechnął się słodko i zanim opuścił pomieszczenie, złożył bardzo delikatny pocałunek na moim czole.

Wieczór

Jorge

Wszedłem do pokoju ubrany w bokserki. Selena stała właśnie przed lustrem i czesała włosy, podszedłem do niej zaraz potem przytulając się od tyłu. Kocham dotykać jej miękkiej delikatniej skóry… Patrzyłem na nasze odbicie, to był taki cudowny widok. Nie byłem za bardzo w humorze ponieważ musiałem powiedzieć jej coś co nie było dla mnie łatwe, i mogę się założyć że dla niej też nie będzie.

- Kochanie… – zacząłem. – Muszę z tobą o czymś porozmawiać… – ona zaprzestała wykonywać tą czynność i odwróciła się w moją stronę od razu pytając.

- Tak? O czym? – zapytała, kiedy spojrzała mi w oczy, było mi jeszcze trudniej. Dla mnie to jest naprawdę ważne, dlatego jest mi tak ciężko.

- Posłuchaj, bo chodzi o to że… eh. Wiesz że jutro, jutro są twoje urodziny… ja… – nie wiedziałem jak mam jej o tym powiedzieć, pewnie będzie smutna, a ja nie chcę aby tak było. – Tego samego dnia… jest pełnia. – Kiedy te słowa wydobyły się z moich usta jej uśmiech w jednej chwili zniknął.

- Ale, co to oznacza…

- Nie będę mógł jutro z tobą zostać, a wiem że tak bardzo tego chciałaś… – mówiłem w dalszym ciągu będąc strasznie przygnębiony, nawet nie wiecie jak jest mi z tym ciężko. Selena miała już plany dla naszej dwójki, mięliśmy spędzić tę noc w bardzo wyjątkowy sposób. Ja, chciałem ją zabrać na romantyczną kolacje, na spacer… miało być tak pięknie. Wtedy wszystko mi się przypomniało, pełnia. – Przepraszam, ja wiem, wiem że ci obiecałem…

- Ale, to niczego nie zmienia, nadal możemy spędzić ten wieczór razem… – mówiła, wiedziałem że ma naprawdę ogromne nadzieje.

- Nie, jeśli tu zostanę, mogę ci zrobić krzywdę… a tego bym sobie nie wybaczył. Do pewnego stopnia potrafię kontrolować przemianę ale tego? Nie, kiedy to już się stanie, ja nie jestem sobą, nie panuje nad tym.Wybacz mi, wiem co sobie teraz myślisz, bardzo się na mnie zawiodłaś ja wiem… – chciałem mówić dalej ale przerwała mi delikatnym pocałunkiem. Nie rozumiałem tego zachowania, nie była zła? Dziwne. Spojrzałem na nią lekko zdezorientowany.

- Nie mam ci czego wybaczać, przecież to nie twoja wina. Rozumiem to. Ja sobie poradzę, nie martw się o to. – po tych słowach, uśmiechnęła się. Ja tak kocham jej uśmiech, jest taki piękny, tak samo jak ona.

- Obiecuję ci, że ci to wynagrodzę. Następny wieczór, będzie tylko nasz. Okey? Tylko ty i ja. A jeśli znowu złamię obietnicę, będziesz mogła mnie zdzielić gazetą po głowie. – ta wypowiedź wywołała u niej śmiech, tak samo jak u mnie, Zgodziła się. Byłem bardzo zadowolony, i też cieszyło mnie to że jest taka wyrozumiała. Nie każda kobieta potrafiłaby to pojąć i jeszcze na dodatek nie mieć żadnych pretensji. Za to właśnie ją kocham. Nachyliłem się i tym razem to ja sprawiłem że nasze usta się spotkały. Pocałunek był czuły, ale zarazem bardzo namiętny i zachłanny. Kiedy tylko odsunęliśmy się od siebie, napotkałem jej wzrok. Po chwili usłyszałem.

-  Podoba mi się to, że tak się do tego przykładasz. – i  po raz kolejny słyszę najcudowniejszy dźwięk na świecie – śmiech mojej ukochanej. Odwzajemniłem to i jeszcze raz lekko cmoknąłem ją w usta. Chwilę potem usłyszałem jak ziewa, zaproponowałem żebyśmy położyli się już spać, nie miałam nic przeciwko temu. Jej łóżko było jedno osobowe, ale dzięki temu że jest taka drobna i chudziutka, dla nas było idealne. Położyliśmy się, ona wtuliła się w mój nagi tors. Pocałowałem ją w czoło mówiąc.

- Dobranoc, słodkich snów. – i po tym zgasiłem lampkę która stała na etażerce za mną.

Ruggero

Leżeliśmy obok siebie, mój zarówno jak i jej oddech był bardzo przyśpieszony. Uśmiechałem się patrząc w sufit i myśląc o tym co się przed chwilą działo. Cały czas czułem ciepło którym emanowała. Tak było po każdym naszym seksie. Wiem że to dobrze o mnie świadczy, jestem w tym doświadczony. Po chwili rozmyślań usłyszałem jej zdyszany głos.

- Jesteś szalony. – zaśmiałem się.

- Szalony z miłości. – powiedziałem jednocześnie splatając pod kołdrą nasze palce. Przysunąłem się do niej bliżej jednocześnie odwracając się na prawy bok. Spojrzała na mnie wzrokiem pełnym szczęścia, miłości. Zważywszy na moje uzależnienie, robimy to raz na tydzień. Jest mi ciężko, ale wiem że tak będzie lepiej. Dlatego przykładam się do tego jeszcze bardziej, ten jeden raz w tygodniu staram się dać jej wszystko czego pragnie, to czego ode mnie oczekuje. Gdy tak na nią spoglądałem, w pewnej chwili zauważyłem że jej mina się zmieniła. Chyba wyczuła to że chcę ją o coś zapytać, o coś bardzo ważnego. Nie wiedziałem jak zacząć temat, to strasznie delikatne… po tym co się stało… ale mszę. Powiedziałem sobie i po chwili zacząłem. – Mogę cię o coś zapytać, kotku? -  wtedy poczułem jak moje serce zaczyna bić mocniej, stresowałem się bo to naprawdę nie jest łatwe. Kiedy wyraziła zgodę na zadanie pytania, zamknąłem na chwilę oczy, westchnąłem i nie otwierając ich nieśmiało zapytałem. – Czy… powiedz mi czy ty… po tym, co się stało… będzie jeszcze kiedyś, chciała mieć ze mną dzieci…? – Udało mi się, wydusiłem to z siebie. Teraz tylko czekać na jej odpowiedź, coś czego najbardziej się bałem. Od tego zależy prawie wszystko. Patrzyła na mnie wyraźnie zmieszana, no nie.

- Em… ja… – jej głos był cichy i niepewny. Ja, nie wiem. Znaczy… chyba… tak. To co się stało, było dla mnie naprawdę smutne i traumatyczne ale, ja cię kocham. Chciałabym abyśmy kiedyś, wzięli ślub i założyli rodzinę. Ale, nie teraz… po tych wszystkich zdarzeniach zdałam sobie sprawę z tego, że jestem jeszcze za młoda, chcę poczekać, jeszcze chociaż dla lata… dobrze? – nawet się nie spostrzegłem kiedy zacząłem się uśmiechać. Byłem taki szczęśliwy, nie wiedziałem przez chwilę co mam powiedzieć, w końcu jednak się opanowałem i odpowiedziałem.

- Oczywiście, ile tylko będziesz chciała. Nie musimy się spieszyć… Dziękuje. – po tych słowach połączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Przybliżyłem usta do jej ucha i wyszeptałem. – Kocham cię…

Następnego dnia

Diego

Czekałem na nią. Wiem że jest zła, wiem że nie chce mnie widzieć. Ale ja nie mogłem tak po prostu odpuścić i już od półgodziny siedzę przed jej szkołą i czekam na to aż skończy lekcje. Wiem o której kończy, powiedziała mi. Może nie wygląda to zbyt dobrze, nie wiem co mogą sobie pomyśleć nauczyciele widząc dorosłego mężczyznę stojącego przed budynkiem szkoły, ale w tamtej chwili mnie to nie obchodziło, zależało mi tylko na tym aby z nią porozmawiać. W końcu stało się, zauważyłem ją ja wychodziła ze szkoły. W jednej chwili nasze oczy się spotkały, od razu zaczęła iść w inną stronę. Podszedłem do niej i ponownie, żeby ją zatrzymać złapałem ją za nadgarstek.

- Kochanie, nie rób mi tego i błagam cię daj mi to wyjaśnić… – stała przede mną czekając aż coś powiem. To było trudne, ale dla niej musiałem się wysilić. – Nie chciałem cię tak zranić. Wybacz mi… Ukryłem to przed tobą, bo nie wiedziałem jak mam ci to powiedzieć, to było trudniejsze niż myślisz. Jesteś najważniejszą dziewczyną w moim życiu, nie chcę się z tobą kłócić dobrze o tym wiesz, wiesz jak bardzo cię kocham, proszę wybacz mi to… – mówiłem bardzo przejęty całą sytuacją, nie wiem co zrobić żeby ten koszmar się skończył. Obawiam się jednego, tego że mi nie wybaczy i mnie zostawi. Wtedy, dla mnie to już będzie koniec, bo uważam że życie bez niej na tym świecie, nie ma sensu.

- Diego… to co mówisz jest… – chciała mówić dalej ale właśnie w tej chwili podszedł do nas ten chłopak, chyba jej przyjaciel, czy ktoś, nie pamiętam. Był bardzo zdenerwowany, byłem zaskoczony kiedy pchnął mnie do tyłu i po chwili zaczął krzyczeć.

- Ty sukinsynu! Kto ci pozwolił to zrobić! Kto dał ci to pierdolone prawo do tego żeby ją krzywdzić! – wzburzył mnie ton z jakim się do mnie odnosił. On wie z kim ma do czynienia? Diana próbowała go uspokoić, ale na marne. Chyba naprawdę się na mnie wkurzył, nie dziwię się. Sam jestem na siebie mega wkurwiony, że zraniłem kogoś na kim tak bardzo mi zależy. – No co? Teraz nic nie powiesz?! – w dalszym ciągu się unosił a ja powoli traciłem cierpliwość. Nasza kłótnia przykuła uwagę innych, ale nie zwróciłem na to najmniejszej uwagi.

- A ty może byś się nie wtrącał do rozmowy co? Zostaw nas. – powiedziałem stanowczo z całych sił powstrzymując się od tego, żeby tego nie zrobić.- Wypierdalaj powiedziałem. – warknąłem, ale na nic.

- Dopóki tutaj jesteś, nie odejdę. Zostaw ją w spokoju! – wtedy moja złość sięgnęła zenitu, mięśnie się napięły, oczy przybrały jaskrawo żółtego koloru a kły w jednej chwili pojawiły się na wierzchu. W momencie w którym zobaczyłem, z jaką miną na mnie patrzył, zrozumiałem, co zrobiłem…

I jak?

Mam nadzieje że się podoba :)
Wiem że końcówka, taka sobie ale piszę tą część od dwóch godzin i już nie mam siły :D
Następna w sobotę.
I tak jak powiedziałam to jest na razie jedyne i możliwe że ostatnie opowiadanie.
Dlatego postaram się pisać długie i dobre części ;)
A co sądzicie o tej??
Liczę na duża ilość komentarzy, tak jak przy ostatniej, myślę że mogę na was liczyć, nie zawiedźcie mnie!

Ps. Jeśli ktoś lubi książki które opowiadają o miłości i ludzkich problemach, polecam serię „Zatraceni” . Tom 1 – „Utrata” , tom 2 – „Toxic” i tom 3 „Wstyd” . Naprawdę, warto!  Ja jestem pod ogromnym wrażeniem <3  A może ktoś już czytał? Piszcie w kom :)

One comment on “Mundo Misterioso cz.23

Odpowiedz na „~ZuziaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>