Mundo Misterioso cz.22

Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno. Otworzyłam oczy, byłam wtulona w nagi tors Diega. Oboje byliśmy przykryci kołdrą i oboje w dalszym ciągu nadzy. Gdy tak leżałam przypomniałam sobie to co działo się tej nocy, w jednej chwili na moich policzkach pojawiły się rumieńce a na usta wstąpił uśmiech. Ta noc była dla mnie naprawdę wyjątkowa…Pamiętacie jak mówiłam że nigdy nie przespałabym się z wampirem? Zrobiłam to i szczerze? Niczego nie żałuję bo było wspaniale, te emocje które mi wtedy towarzyszyły były nie do opisania. Diego był taki czuły, delikatny, słodki… cieszę się że to właśnie z nim zrobiłam to pierwszy raz. Delikatnie się poruszyłam, zrobiłam to bardzo ostrożnie bo nie chciałam go obudzić, ale jednak nie udało się. Po chwili już miał otwarte oczy. 

- Oj przepraszam kochanie, nie chciałam cię obudzić… – mówiłam mając małe wyrzuty sumienia, bo naprawdę wyglądał przeuroczo jak spał. 

- Nic się nie stało myszko, i tak pewnie zaraz bym się obudził. – powiedział i wtedy kątem oka zauważyłam jak się uśmiecha. Jego uśmiech jest dla mnie jednym z piękniejszych widoków.- Jak się spało? – zapytał po minucie ciszy która zapanowała w pokoju. Wtuliłam się jeszcze bardziej w niego i powiedziałam: 

- Z tobą, świetnie. – po tych słowach usłyszałam jego cichy śmiech, pocałował mnie w czubek głowy i zaraz potem pogłaskał po ramieniu. W pewnej chwili cisza ponownie została przerwana, ale tym razem nie przez głos mojego chłopaka lub też mój, tylko przez moje burczenie w brzuchu. To oznaczało że chyba pora coś zjeść, bo naprawdę, jestem strasznie głodna. – No dobra, pora wstać… – powiedziałam i już chciałam się podnosić kiedy Diego mnie od tego powstrzymał, powiedział mi żebym została i poczekała aż wróci. Nie do końca rozumiałam jego zachowanie ale zrobiłam to o co mnie prosił. Usiadł na łóżku następnie założył bokserki, wstał i wyszedł z sypialni. Kiedy tak na niego czekałam zaczęłam się zastanawiać jak ja powiem o tym wszystkim rodzicom, no bo przecież raczej muszą o tym wiedzieć. Nie mogę tak tego przed nimi ukrywać, choć wiem że nie przyjmą tego zbyt dobrze to chcę aby wiedzieli że ich córka nie jest już dziewicą. Najbardziej oczywiście boję się reakcji taty bo wiecie co on o tym myśli i co zrobi jeśli się dowie że do tego między nami doszło. Co prawda Diego jako wampir ma sporo szczęścia ale to i tak nie zmienia faktu że tata zrobi mu coś złego. Myślałam tak nad tym chyba dość długo bo kiedy się otrząsnęłam zobaczyłam jak Diego wchodzi do pokoju z tacą w rękach na której był talerz z naleśnikami, szklanka z sokiem pomarańczowym, miska z truskawkami i wazonik w którym była róża. On mnie zaskakuje każdego dnia coraz bardziej, i za to go kocham. – Ojej, misiu nie musiałeś. – powiedziałam kiedy stawiał tacę przede mną. 

- No co, to już nie mogę sprawić przyjemności swojej dziewczynie? – zapytał po chwili całując mnie w policzek. Zaśmiałam się zaraz potem mówiąc coś co także u niego wywołało śmiech. 

- Wczoraj, sprawiłeś mi jej dosyć sporo. – tak jak myślałam, kiedy tylko wypowiedziałam te słowa z jego ust dobiegł cichy i – tak jak zawsze – bardzo seksowny śmiech. Położył się obok mnie, gdy już chciałam zacząć jeść, wziął widelec i zaczął mnie karmić. Wyglądało to dosyć zabawnie ale też słodko. Jeszcze nigdy nie miałam tak przyjemnego poranka, za oknem piękna pogoda, ja razem z moich ukochanym… jest po prostu cudownie. Kiedy już zakończyliśmy tą zabawę z jedzeniem Diego ponownie wstał by odłożyć tacę na stolik który stał przy ścianie. Ja usiadłam na łóżku zakrywając się kołdrą. – No, to może byś wyszedł bo chcę się ubrać… – poinformowałam go, mężczyzna spojrzał na mnie i po raz kolejny tego dnia uśmiechnął się słodko. Podszedł do mnie bliżej, nachylił się, oparł ręce po obu stronach, tak że znalazłam się pomiędzy nimi. Spojrzałam w te jego śliczne brązowe oczy i po chwili usłyszałam. 

- Kotku… wczoraj, uprawialiśmy seks, czego ty się jeszcze wstydzisz? – zaraz po powiedzeniu tego znowu się zaśmiał a ja się uśmiechnęłam po chwili odpowiadając. 

- No tak, no dobrze. Podaj mi w takim razie białą bieliznę, jest w torbie. – Chwilę po wypowiedzeniu tych słów dostałam buziaka w usta i zaraz potem też to o co prosiłam. Diego widząc że mam mały problem z zapięciem biustonosza ruszył mi z pomocą, śmiesznie to brzmi co nie? No ale nie ważne, kiedy stałam już w pokoju ubrana tylko w bieliznę, Diego odwrócił mnie przodem do lustra które stało w pokoju. On cały czas był za mną, oplótł ręce wokół mojego brzucha i powiedział: 

- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem… – to wszystko wyglądało dosyć dziwnie ponieważ w lustrze odbijałam się tylko ja. Ale nie zwracałam na to większej uwagi ponieważ to że czułam jego dotyk, to że jest tutaj ze mną mi wystarczało, wiedziałam że mam go przy sobie. – A wiesz księżniczko że już za tydzień są twoje urodziny? – zaśmiałam się, poinformowałam go że oczywiście że wiem, jak miałabym zapomnieć o własnych urodzinach. Mówił że postara się abym zapamiętała ten dzień do końca życia. W końcu to będzie moja osiemnastka, ten dzień musi być wyjątkowy. W końcu skończyliśmy się przytulać, wyjęłam ubrania z torby i założyłam. Mój dzisiejszy ubiór składał się z krótkich szortów i koszulki która odsłaniała mi prawe ramię i jednocześnie kawałek brzucha z lewej strony. Poszłam do łazienki, tam zrobiłam lekki makijaż, uczesałam włosy w luźnego warkocza którego przełożyłam na bok i po dokładnym obejrzeniu się, stwierdziłam że już wyglądam dobrze. Wiecie, ja nie przywiązuje aż tak ogromnej wagi do wyglądu ale, przyznam że lubię wyglądać dobrze. Wyszłam stamtąd i od razu udałam się do salonu, chciałam usiąść na kanapie ale wtedy zobaczyłam Diega w kuchni i postanowiłam do niego podejść. Był właśnie w trakcie śniadania które raczej wiecie z tego się składa więc nie muszę mówić. Przytuliłam się do niego od tyłu. Odwrócił się do mnie ze szklanką która była wypełniona krwią w dłoni. Uśmiechnął się do mnie, o dziwo nie przeraziła mnie odrobina krwi którą miał na ustach. Chyba zaczynam się już do tego przyzwyczajać, przestaje mnie to dziwić a co ważniejsze nie wywołuje to u mnie już strachu. Diego odstawił szklankę na kuchenny blat i położył dłonie na moich biodrach. – Wiesz co ci powiem? Jestem z ciebie naprawdę dumny… nie dość że wczoraj się przełamałaś i zgodziłaś się ze mną kochać to jeszcze, akceptujesz mnie i darzysz miłością, mimo tego… – powiedział i zaraz potem ponownie ujrzałam jego dwa ostre kły. Cieszyło mnie to że tka myśli, chcę aby wiedział mi że mi na nim naprawdę zależy i że mimo tego iż nie jest człowiekiem, chcę z nim być.Uśmiechnęłam się do niego czule raz potem zawieszając ręce na jego szyi i całując delikatnie w usta. – No dobrze kochanie ja muszę na chwilę gdzieś iść ale za chwilkę wrócę. – powiedział, zdziwiło mnie to trochę, co ma nigdy do załatwienia w niedzielę? Kiedy ode mnie odszedł zmarszczyłam lekko brwi i poszłam za nim do salonu. 

- Co? A co niby masz do załatwienia? – nie mogłam się powstrzymać i zadałam mu to pytanie, ponieważ no, muszę przyznać że się trochę zaniepokoiłam. Nie robiłam tak jak inne dziewczyny że od razu bez żadnych podstaw zaczęłam go podejrzewać od zdradę ale wydało mi się to dosyć dziwne. 
- A takie tam sprawy na mieście, nic ważnego naprawdę. Za chwilkę jestem z powrotem. – mówił a ja odpuściłam i przestałam zaprzątać sobie tym głowę, zaczęłam mu ufać więc, wierzę mu. Wiem że mnie kocha i raczej by mnie nie okłamywał, ani też czego ukrywał. Ja mu co prawda wszystkiego o sobie nie mówię ale to co powinien wiedzieć, wie. Ja też wiem o nim tyle co muszę,i nie martwię się o żadne jakieś wielkie sekrety które przede mną skrywa. Miałam zamiar zostać jeszcze u niego przynajmniej do południa, bo chciałam spędzić z nim trochę czasu sam na sam, nie miał temu nic przeciwko. Kiedy się go o to wczoraj zapytałam, zgodził się od razu. Przed wyjściem jeszcze raz się do mnie przytulił, w pewnej chwili poczułam jak jego prawa dłoń zaciska się na nim tyłku. Odsunęłam się od niego i udając zdenerwowanie uderzyłam go w ramie.  

- Diego! – krzyknęłam zaraz potem śmiejąc się z zaistniałej sytuacji. On zareagował tylko słodkim uśmiechem.  

- Nie mogłem się powstrzymać. Lecę, pa. – cmoknął mnie w usta i po chwili już go nie było. Siedziałam sama przed telewizorem, oglądając jakiś serial. W tym właśnie momencie usłyszałam dzwonek do drzwi, podeszłam i otworzyłam. Moim oczom ukazała się Alex, trochę, muszę przyznać, zaskoczyła mnie jej obecność tutaj. Przecież jeszcze mieszka u mnie, jeśli chciała porozmawiać, to czemu nie poczekała aż wrócę? No ale nie ważne, nie narzekam na to. Zaprosiłam ją do środka, to nawet dobrze że przyszła bo nudziło mi się samej. Siedziałyśmy teraz razem na kanapie rozmawiając na różne tematy. Nie byłam pewna tego czy chcę powiedzieć jej o tej upojnej nocy z Diego, to jest moja przyjaciółka, ale nie wiem czy Diego chcę abym komukolwiek o tym mówiła. Jednak Alex szybko dostrzegła że o czymś myślę i zapytała.  

- Ej a co ty taka… ej ty coś ukrywasz. – powiedziała, poznała to po moim wyrazie twarzy. Bardzo dobrze mnie zna więc nie miałam problemów z odgadnięciem tego co ze mną jest. Popatrzyłam na nią zaraz potem odpowiadając słowami: 

- Nie… wydaję ci się. – Ona cały czas patrzyła na mnie wzrokiem mówiącym: „Wiesz że i tak prędzej czy później się dowiem”. Westchnęłam i po chwili zaczęłam mówić. – No dobra, masz rację. Coś się wydarzyło ale nie wiem czy mogę o tym mówić… 

- No weź mi nie powiesz? No proszę… – po raz kolejny skierowałam na nią swój wzrok. Jej mogę powiedzieć, Diego raczej nie powinien być za to zły, przynajmniej mam nadzieję. 

- Okey… wczoraj w nocy, ja i Diego… my, zrobiliśmy to… – mówiłam to trochę onieśmielona ponieważ to są naprawdę delikatnie sprawy. Od razu zauważyłam że strasznie się ucieszyła. Zaczęła krzyczeć że wiedziała że prędzej czy później do tego dojdzie. Była naprawdę podekscytowana, chyba nawet bardziej niż ja. Czułam się z tym nawet lepiej, że jej powiedziałam. Jakiś czas potem nasza rozmowa zmieniła tory, zaczęłyśmy rozmawiać o niej i o Ruggero. Pytałam się jej jak się czuje, co mam zamiar zrobić. Po raz kolejny powiedziała mi że ona nadal go kocha, ja nie byłam do końca w stanie pojąć tego że tak się dzieje. No w końcu zabił jej dziecko… ale tak z drugiej strony to tworzyli naprawdę dobrą parę, ja wiem że on ją kochał. Jeśli chce do niego wrócić to ja nie mogę jej tego zabronić. 

Alex 

Kiedy tylko wyszłam od Diany poszłam do niego. Podczas naszej rozmowy uświadomiłam sobie że ja tak dalej nie mogę i muszę z nim porozmawiać. Prawda jest taka że już nie daję rady bez niego żyć. Za bardzo go kocham, nie myślę już o tym co zrobił, chce jak najszybciej znaleźć się przy nim i wyznać mu wszystko patrząc głęboko w oczy. Gdy tak o tym myślałam nawet nie zorientowałam się jak szybko minęła mi droga. Stanęłam przed drzwiami, kiedyś, naszego wspólnego domu, wstrzymałam na chwile powietrze i zaryzykowałam. Moja zwinięta dłoń zaczęła uderzać w drewniane drzwi. Stałam tam, byłam naprawdę zestresowana. W końcu stało się, stanął przede mną. Był zdziwiony moim widokiem ale też wydaje mi się, że widziałam w jego oczach iskierkę radości. Po minucie patrzenia na siebie delikatnie się uśmiechnął się. 

- Hej…co ty tutaj robisz? 
- Chciałam, porozmawiać…jeśli nie  masz nic, przeciwko…- mówiłam ciągle będąc skrępowana. Bez słowa wpuścił mnie do mieszkania. Tak jak zawsze kiedy do niego przychodziłam usiadłam na kanapie. Położyłam torebkę zboku i po chwili usłyszałam pytanie. 
- Jesteś głodna? – prawda jest taka że trochę byłam ale nie chciałam mu mówić bo nadal nie mam ochoty pokazywać mu że jest mi ciężko. Pokręciłam przecząco głową i zaraz po tym geście usiadł. 
- O czym chcesz porozmawiać? 
- Eh… Może to nie łatwe ale, chce porozmawiać o nas.- moje słowa jak zauważyłam bardzo go zaintrygowały.- Długo o tym myślałam i, ja tak dłużej nie dam rady… Ciągle o tobie myślę i nie mogę przestać. Ostatnio zacząłeś mi się śnić, tęsknię za Tobą, za wspólnym mieszkaniem. Za wszystkim co z tobą związane. Nie wiem co o tym myślisz ale chcę żebyś wiedział że…- nie udało mi się powiedzieć już niczego więcej ponieważ w bardzo szybkim tempie wpił się w moje usta. Całowaliśmy się przez trzy minuty, bardzo namiętnie i zachłannie. – Kocham cię. – powiedziałam od razu gdy odsunęliśmy się od siebie. 
- Ja ciebie też, całym sercem. Obiecuje ci że już nigdy w życiu cię nie skrzywdzę. – szybko wtuliłam się w jego tors. Nawet nie wiecie jaka byłam wtedy szczęśliwa. Nareszcie wszystko się ułożyło. Chce już zapomnieć o tym co się stało, i móc z powrotem cieszyć się wspólnym życiem z chłopakiem którego naprawdę kocham. 

Jorge 

Przyszedłem właśnie do Seleny, chciałem się z nią spotkać. Ta pierwsza noc na dworze nie była najgorsza. Wiem co ona o tym myśli no ale ja nie mogę się do niej wprowadzić nie chce się jej narzucać. Otworzyła mi drzwi, uśmiechnąłem się do niej i dałem jej buziaka w usta. Usiadła na kanapie ja zaraz potem też obok niej. Objąłem ją ramieniem i wziąłem delikatnie za rękę. 
- Kochanie… Dlaczego jesteś taka smutna? – zapytałem z troską w głosie. Martwiłem się o nią, naprawdę bardzo ją kocham i nie chce aby się smuciła. 
- Nie udawaj że nie wiesz… Wiesz o co chodzi. – mówiła bardzo ponurym i przygnębionym głosem. Westchnąłem i pogłaskałem ją po ramieniu. Nie miałem ochoty o tym teraz rozmawiać bo to jest trudny temat. 
- Oj… Ja wiem słońce że ty chcesz abym z tobą zamieszkał ale to jest chyba zbyt duży krok. – powiedziałem. 
- No ale ty nie masz gdzie mieszkać Jorge… Ja się o ciebie martwię. – nie chciałem ciągnąć tego tematu. Bez słowa delikatnie podniosłem jej podbródek i w jednej chwili połączyłem nasze usta w czułym pocałunku. Z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Nasze języki idealnie się do siebie dopasowały. Ten pocałunek był najlepszy w moim życiu, taki piękny wręcz wspaniały. Gdy się od niej odsunąłem oboje patrzeliśmy sobie głęboko w oczy. W pewnej chwili poczułem dziwny ciepły prąd przepływający przez całe ciało. Wiem że to oznaczało to że jestem podniecony. Nie wiem co teraz zrobić, ie czułem się tak od czasów związku z Katie. 
- Chcesz tego? – usłyszałem po dłuższej chwili ciszy głos Seleny. Nie byłem do końca pewien co mam jej odpowiedzieć. 
- Ja… Ja nie wiem… To dla mnie trochę trudne…A, ty? Czy ty tego chcesz? – zapytałem. 
- Jestem na to gotowa, najważniejsze że  jestem z Toba, kocham cię. – po tych słowach jeszcze raz nasze usta się zetknęły. Lekko się uśmiechnąłem, pięć minut później byliśmy już w sypialni. Każdy dotyk, każdy gest, każde spojrzenie było po prostu magiczne. Nie  potrafię opisać tego jak się wtedy czułem. 
Godzinę później leżeliśmy razem… To co działo się chwilę wcześniej było takie ekscytujące, zmysłowe, i przede wszystkim bardzo przyjemne. Od czterech lat nie było mi tak dobrze, od tak długiego czasu nie byłem tak blisko żadnej kobiety. Można też powiedzieć że prawie zapomniałem o tym że seks jest taki cudowny. Selena wtulona we mnie leżała i oddychała ze spokojem, ja tak samo. 
- Jorge proszę cię… Zostań ze mną. Chce cię mieć przy sobie, chce być pewna ze wszystko jest dobrze. Chociaż na kilka dni proszę… – mówiła a ja znowu się wahałem. Te słowa przerwały moje rozmyślania o tym ze przed chwilą między mną a moją najlepszą przyjaciółką doszło do stosunku. Zdałem sobie sprawę z tego że to trochę niezręczne. No ale to nie ważne, ważne jest to że oboje się kochamy. W końcu przestałem myśleć o tym i zastanowiłem się nad jej słowami. Kiedy już podjąłem decyzję westchnąłem i po chwili milczenia powiedziałem. 
- Dobrze skarbie, zostanę. 

~Wieczór~ 

Diana 

Wróciłam już do siebie, jakiś czas temu zadzwonił do mnie Diego i poinformował mnie że zaraz przyjdzie. Trochę mnie to zaskoczyło ale zarazem ucieszyło. Z niecierpliwością oczekiwałam jego przybycia w swoim pokoju, w końcu się pojawił. Mimo tego że już się widzieliśmy to przywitał się ze mną całusem w policzek. 

- A mogę zapytać, co cię do mnie sprowadza? – zapytałam wstając i podchodząc do wyraźnie zadowolonego chłopaka. 

- Jeśli chcesz to się przebierz, jeśli nie to możemy już iść. Zabieram cię na randkę. – powiedział to w dosyć szybkim tempie co spowodowało że mnie zaskoczył. Zaśmiałam się, zapytałam gdzie ale powiedział mi że zobaczę jak będziemy już na miejscu. Nic już więcej nie mówiłam i szybko przebrałam się w białą sukienkę i na to nałożyłam dżinsową kurtkę. Teraz jest już koniec maja ale wieczory czasami bywają chłodne. Kiedy tylko powiedziałam rodzicom o tym że wychodzę z Diego, opuściliśmy mieszkanie. Podczas drogi cały czas trzymał mnie za rękę, było mi tak miło, tak przyjemnie. Po raz kolejny tego dnia byłam szczęśliwa że nie muszę sama siedzieć w domu. Zastanawiało mnie to co wymyślił, chciałam jak najszybciej znaleźć się w tym miejscu które wyznaczył na miejsce naszej dzisiejszej randki. Po półgodzinnej drodze chyba byliśmy już na miejscu, bo się zatrzymał. Ale kiedy spojrzałam przed sobie na moją twarz wkradło się zdziwienie i rozbawienie zarazem. 

- Zabierasz mnie, do wesołego miasteczka? – zapytałam lekko rozbawiona. Potwierdził i po chwili przekroczyliśmy jego bramę. No muszę przyznać że to wcale nie jest zły pomysł, nawet całkiem interesujący. Tak jak już mówiłam, Diego cały czas mnie zaskakuje. Przechadzaliśmy się tak po placu tego miasteczka, było naprawdę miło. W tle grała wesoła muzyka, obok nas przechodzili różni ludzie, pracownicy miasteczka sprzedający watę cukrową i także klauni osoby przebrane za klaunów i pluszowe misie, to urocze. Diego objął mnie ramieniem, w pewnej chwili znaleźliśmy się nieopodal ogromnego diabelskiego młynu. Chwilę później zorientowałam się też że znajdujemy się w kolejce. – O nie nie nie… ty chyba nie chcesz… 

-  A i owszem pszczółko. Ja wiem że masz lęk wysokości ale spokojnie, będę tam z tobą nie bój się. – zapewniał mnie, ale ja mimo wszystko umierałam ze strachu. Zawsze jak chodziłam z rodzicami do wesołego miasteczka to omijałam tą szczególną atrakcję szerokim łukiem. Nie sprzeczałam się z nim bo i tak wiedziałam że nie wygram, poddałam się. No ale może jednak nie będzie tak źle, dam sobie radę. 10 minut później siedzieliśmy już na małej ławeczce. Kiedy już ruszyliśmy ja w jednej chwili wtuliłam się w Diega. Zaczęłam się trząść, ona cały czas mnie uspokajał. Jakiś czas potem znaleźliśmy się na dosyć sporej wysokości, zamknęłam oczy, nie mogłam na to patrzeć. – A właśnie kochanie… bo ja chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. – powiedział, ja nie otwierając oczu zapytałam: 

- Tak, a o co? 

- No bo… em… ja wiem że jesteśmy ze sobą raptem od chyba dwóch  tygodni to ja pomyślałem że… skoro za niecały miesiąc kończą się wakacje to pomyślałem że moglibyśmy gdzieś razem wyjechać. – powiedział, a ja od razu otworzyłam oczy. Ta propozycja wydała mi się bardzo interesująca ale też lekko mnie wystraszyła. 

- Ale że jak, we dwoje? – zapytałam bo chciałam być pewna. 

- Na początku o tym myślałem ale potem, wpadłem na pomysł że moglibyśmy pojechać z Alex i z resztą… długo o tym myślałem, powiedz mi… co o tym myślisz? – zapytał. Ja przed dłuższy czas milczałam, nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, zaskoczył mnie bardziej niż zwykle. Wspólny wyjazd na wakacje? Brzmi zachęcająco ale również i strasznie, bo przecież nigdy nie wiadomo co się tam może wydarzyć. Wpatrywałam się w to co miałam przed sobą myśląc o tym. 

- Nie wiem… muszę, muszę się zastanowić. – zgodził się, mówił że nie ma pośpiechu. Cieszyłam się że jest dla mnie taki wyrozumiały i daje mi czas do namysłu. Tak jak z propozycją,” przejścia na ciemną stronę” jak ja to nazywam. Naprawdę muszę się nad tym zastanowić bo wydaję mi się to naprawdę ciekawe, i jeszcze nie wiem co powiedzą na ten temat rodzice. W końcu przestałam o tym myśleć i skupiłam się na nim. Gdy już mogliśmy opuścić młyn byłam bardzo zadowolona, bo przez cały czas moje ciało przeszywał ogromny strach. Diego ponownie wziął mnie za rękę. Powiedział że mu przykro bo nie zaplanował żadnych wyjątkowych niespodzianek na ten wieczór, ale dla mnie to nie było ważne. Ja chciałam tylko miło spędzić czas ze swoim chłopakiem. Bez przerwy trzymając się za ręce poszliśmy na spacer. 

~Następny dzień~ 

Diego   

Bylem właśnie w parku na spacerze, tak jak miałem w zwyczaju podczas spacerów, w ustach trzymałem papierosa. Kiedy tak chodziłem po chodniku w pewnej chwili nieopodal zauważyłem kogoś kogo się tutaj nie spodziewałem. Podszedłem bliżej ujrzanej wcześniej dziewczyny, trochę się wahałem ale po chwili przyglądania się jej zapytałem: 
- Emma? – mój głos był z lekka nie pewny. Na rękach trzymała dziecko, spojrzała w moją stronę. Wyraźnie widziałem że trochę się zmieszała gdy mnie zobaczyła. – A co ty tutaj robisz, mówilaś że wyjeżdżasz do Londynu…- mówiłem zestresowany. 
- Tak, i wyjechałam. Ale wróciłam bo muszę z tobą porozmawiać. – powiedziała i ponownie przeniosła wzrok na mnie. Wstała z ławki biorąc małego chłopca na ręce. – Nie zapomniałeś o czymś? Miałeś płacić alimenty na dziecko.- Dobra, chyba muszę się wam z czegoś wytłumaczyć… Emma jest jedną z dziewczyn z którymi spałem, to było kilka lat temu. I może powiem szybko i na temat, tak się stało że zaliczyliśmy wpadkę. Emma zaszła w ciążę. Obecnie mam z nią czteroletniego syna. Powiedziałem jej że sobie z tym nie poradzę, że nie jestem gotowy na to by być ojcem. Kilka dni po tym jak urodziła, oznajmiła mi że wyjeżdża do Londynu. Prawda jest taka że miałem małe wyrzuty sumienia dlatego, postanowiłem że będę płacił alimenty co miesiąc w wysokości 2000 zł. Zgodziła się choć w dalszym ciągu była zła. Płaciłem, przez jakiś czas, przestałem wtedy kiedy zdałem sobie sprawę z tego co czuję do Diany. Wiem że nie wiele to ma z tym wszystkim wspólnego, ale jednak. – Co zamierzasz z tym zrobić? 
- Posłuchaj, ja wiem. Ale sprawy się trochę skomplikowały…nie mogę… 
- No jasne. Najpierw mówisz że pomożesz a potem to olewasz tak? Zostałam sama z dzieckiem, ono jest również twoje. Nie dość że przez te cztery lata ani razu nie zadzwoniłeś to jeszcze przestałeś płacić. Ty sobie zee mnie jaja robisz? – mówiła już lekko poddenerwowana. Patrzyłem na nią nie wiedząc co powiedzieć. W końcu jednak westchnąłem zrezygnowany i ponownie zacząłem mówić. 
- Słuchaj, teraz mam dziewczynę i… 
- I co? Z nią też masz dziecko? – zapytała z kpiną w głosie. Teraz to ja zaczynałem się denerwować. A wiecie jak zdziałają na mnie nerwy. Jednak z całych sił starałem się opanować. 
- Przestań. Daj mi skończyć, ona nie może się o tym dowiedzieć, kocham ją i bardzo mi na niej zależy…- mówiłem będąc w coraz większym stresie. Ja nic nie mówiłem Dianie o tym że mam syna bo, wiedziałem jak to się skończy. Zostawi mnie, na pewno. Nigdy by mi tego nie wybaczyła a ja nie potrafiłbym bez niej wytrzymać nawet chwili. 
- No tak, bo przecież mnie miałeś gdzieś, zależało ci tylko na tym żeby mnie przelecieć. – powiedziała i spuściła wzrok na ziemię. Staliśmy tak przez dłuższy czas w niezręcznej ciszy. Spojrzałem na Briana, bo tak miał na imię nasz syn. 
- Jeśli już tutaj jesteście… Chodź do mnie mały. – po tych słowach wziąłem synka na ręce. Chłopiec momentalnie wtulił się we mnie z całej siły. 
- Tęsknię za tobą… – gdy tylko usłyszałem ten cieniutki głosik, serce pękało mi na maleńkie kawałeczki. Było mi z tym naprawdę źle… To nie jest tak że nie chce mieć nic wspólnego ze swoim synem ale ja po prostu się tego boje. Mam 24 lata ale mimo wszystko ojcostwo, cały czas mnie przeraża. Na razie nie muszę się o to martwić bo wiem że Diana też nie myśli o dzieciach bo jest jeszcze za młoda. Ponownie westchnąłem i delikatnie pogłaskałem go po włosach. Młody odsunął się lekko i zapytał. 
- A dlacego z nami nie mieskas tatusiu? – no i wtedy wydarzyło się coś czego nie zapomnę do końca życia. To był mój najgorszy dzień. Usłyszałem za swoimi plecami głos Diany. 
- Co…? Czy ja dobrze usłyszałam, on powiedział do ciebie tato…? – zapytała a ja patrzyłem na nią spanikowany, już wiedziałem że to koniec. 

I jak?  
Mam nadzieję że się podobało :) 
Jak zakończenie??  
Taki dramacik xD 
Następna część w niedzielę podejrzewam chyba że plany mi się pozmieniają :D 

One comment on “Mundo Misterioso cz.22

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>