Un amor inesperado cz.6

…Obudziłam się u pielęgniarki. Delikatnie dotknęłam dłonią głowy i podparłam się na przedramieniu
– Co się stało… ? Jak ja się tutaj znalazłam..? – zapytałam zdezorientowana
– Zemdlałaś na lekcji. Zmierzyłam ci ciśnienie jest bardzo niskie nie do końca wiem o co chodzi Tori powiedz mi czy ty jesteś może na coś chora? – zapytała.
– N- nie… raczej nie. – mówiłam.
– No dobrze wszystko okaże się w szpitalu
– Co ale jak to? Jadę do szpitala? – zapytałam zdenerwowana.
– Tak. Już zadzwoniłam po karetkę a nauczycielka dała mi numer do twojej cioci ona również zaraz tutaj będzie. A teraz się połóż i odpocznij. – tak jak kazała tak zrobiłam. Po jakimś czasie w gabinecie pojawiła się moja ciocia a 5 minut potem przyjechała karetka. Dwóch mężczyzn wzięło mnie pod ręce i wyniosło z sali. Na ławce siedział Federico kiedy tylko zobaczył jak mnie wynoszą wstał ale że nie mógł do mnie podejść to zatrzymał się. Zanim jeszcze wyszłam ze szkoły słyszałam jak moja ciocia pyta się jak to się stało a on zaczął jej opowiadać.
*W szpitalu*
Leżałam w szpitalnym łóżku strasznie osłabiona. Do rąk miałam poprzyczepiane kable i różne inne urządzenia. Nie dawno co zakończyło się badanie. Była godzina 15.20. Kiedy tak leżałam w pewnej chwili drzwi się otworzyły, a przed sobą zobaczyłam Federico.
– Hej…- powiedział cicho i ze spokojem.
– Hej… – usiadł na krześle które stało obok łóżka – Co ty tutaj robisz? – zapytałam z ciekawością
– Przyszedłem do ciebie, powiedz mi jak się czujesz?
– No, trochę lepiej ale i tak nie najlepiej. Przez tydzień nie będzie mnie w szkole.
– Jest mi naprawdę przykro że tutaj trafiłaś. Ale zobaczysz wszystko będzie dobrze. – po tych słowach się uśmiechnął. Gdzieś tak 10 minut potem przyszedł lekarz. I powiedział że mają moje wyniki badań.
– I co jest ze mną wszystko dobrze prawda? – zapytałam z nadzieją ale odpowiedź była zupełnie inna niż się spodziewałam.
– No właśnie nie do końca… jak się okazuje choruje pani na anemie, wykryto też wrodzoną wadę serca i trzy choroby wewnętrzne. – Kiedy on je wymieniał ja normalnie nie mogłam w to uwierzyć. Powiedział że nic z tego nie jest zaraźliwe ale to i tak nie poprawiło mi humoru. Nie mogłam się w ogóle pozbierać. Właśnie teraz mój świat już do końca legł w gruzach. Wiecie jak to jest dowiedzieć się że jest się chorym na tyle chorób?! Federico wyszedł a ja zwinęłam się w kłębek i płakałam, normalnie ryczałam jak małe dziecko.

https://33.media.tumblr.com/1ce856756eeacdbb0563ae5b77aad6e6/tumblr_myo8tpqrNT1sf5omso1_500.gif

Ale jak to możliwe że mam wadę serca ? Przecież ja kiedyś byłam w szpitalu i mnie badali bo też zemdlałam to nic takiego nie wykryli, co to byli za debilni lekarze ?! Boże no i co ja teraz zrobię? Po jakimś czasie Federico wrócił, i ponownie usiadł na tym krześle. Po pięciu minutach ciszy zapytał
– Tori… w porządku?
– jak ma być w porządku kiedy dowiedziałam się czegoś takiego? – i znowu cisza tylko tym razem dłuższa. W pewnej poczułam jego dłoń na moim ramieniu.
– Posłuchaj ja wiem że ci ciężko. Ale zobaczysz że wszystko się jakoś ułoży ja ci pomogę, będę przy tobie nigdy cię nie zostawię nie zważając na to jak trudno będzie… zawsze możesz na mnie liczyć. – odwróciłam się w jego stronę powiedziałam „Dziękuję” i zaraz potem on wziął mnie za rękę mówiąc „Nie ma za co”.
*Federico*
Patrzyłem na nia ze smutkiem. Cieszy i za razem dziwi mnie fakt że nie zabrała ręki. Delikatnie gładziłem ją kciukiem. Większość chłopaków po dowiedzeniu się że dziewczyna która im się podoba jest tak strasznie chora od razu by się od niej odsunęli i nie chcieliby się do niej zbliżać, ale nie ja. Kocham ją, i będę ze wszystkich sił starał się jej pomóc. Ona jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Kiedy na nią patrzę myślę sobie „Nie ma na tej ziemi drugiej takiej dziewczyny, ona jest jedyna w swoim rodzaju, jest wyjątkowa, taka piękna, mądra, zabawna mam ogromne szczęście że ją spotkałem”. Ja wiem że ona nie miała w życiu łatwo, jeszcze nie powiedziała mi co się dokładnie stało ale mam nadzieje że niedługo to zrobi. Wtedy będę mógł wyznać jej to co do niej czuję. Tak może już mogła domyślić się że mi się podoba ale tu nie chodzi o to. Ja jestem tak strasznie w niej zakochany.. ale boję się jednego, że kiedy odważę się jej to powiedzieć to się wystraszy i nie będzie chciała się ze mną zadawać. No ale może jednak będzie inaczej. Potem musiałem wyjść i przyszła jej ciocia. A ja w tej właśnie chwili pojechałem do domu, oczywiście wrócę tam jeszcze nie zostawię jej tam samej. Kiedy wszedłem do domu na kanapie siedział Marco od razu gdy tylko mnie spostrzegł powiedział:
– Słyszałem że twoja laska trafiła do szpitala o co cho? – zapytał
– Po pierwsze to jest moja laska, jeżeli już to dziewczyna ale to też zresztą nie, my nie jesteśmy razem. A do szpitala trafiła z tego powodu że zemdlała na lekcji. I jak się okazało… – Było mi bardzo trudno mówić o tym. – Jest poważne chora… ma, anemie, wadę serca i trzy choroby wewnętrzne… – Po tych słowach splotłem dłonie i podparłem na nich głowę.
– I jak ona może ci się nadal podobać co? – On nic nie rozumie. Marco jest właśnie jednym z tych chłopaków którzy nie umie pojąć takich rzeczy
– To czy jest chora, czy zdrowa nie ma znaczenia rozumiesz? Kocham ją mimo wszystko i będę ją wspierał w tym wszystkim. To że ty czegoś takiego nie tolerujesz to nie oznacza że ja muszę być taki sam. – powiedziałem i odszedłem od niego.
Gdzieś tak o godzinie 18 wróciłem tam miałem zamiar zostać z nią całą noc i nie obchodziło mnie że Leon i Marco uważali to za totalny debilizm, tylko Diego jako jedyny mnie rozumiał. Siedziałem na krześle obok i patrzyłem na nią. Ponownie zapytałam jak się czuje. Ona odpowiedziała że już naprawdę znacznie lepiej i że chciałaby już stąd wyjść ale nie może, musi tu zostać ten tydzień na obserwacji. W pewnej chwili zauważyłem ze zamknęła oczy i przykłada rękę do piersi. Nie wiedziałem o co chodzi.
– Tori co się dzieje..? – zapytałem i po chwili zauważyłem jak usiłuje nabrać powietrza ale nie daje rady, Wybiegłem z sali i pobiegłem po lekarza. Kiedy oboje byliśmy już w sali on od razu się nią zajął. On się dusiła, no myślałem że się poryczę jak patrzyłem na lekarza przykładającego maskę tlenową do jej ust. Potem wyjaśnił mi że to jest jeden ze skutków tych chorób. Jezu co ona niby zrobiła że musiało spotkać ją coś takiego?
*W nocy*
Spałem na kanapie która była obok. W tym właśnie momencie usłyszałem jej cieniutki głosik
– Federico… obudź się proszę. – otworzyłem zaspane oczy ziewnąłem i zapytałem
– Co się dzieje śliczna? Dlaczego nie śpisz ?
– Nie mogę zasnąć… – powiedziała cicho.
Po raz kolejny usiadłem na tym krześle. I zacząłem do niej mówić spokojnym i czułym głosem żeby zamknęła oczy pomyślała o czymś miłym i spokojnym. Po jakimś czasie już spała. Popatrzyłem się, uśmiechnąłem i wróciłem na moje miejsce do spania.
*Rano*
Kiedy się obudziłem jej nie było na łóżku, stała przy oknie. Na sobie miała szlafrok i różowe ocieplane kapcie które ciocia przywiozła jej gdy ją odwiedzała. Podszedłem tam i stanąłem obok opierając się dłońmi o parapet. Zauważyła mnie ale nie spojrzała w moją stronę tylko dalej wpatrywała się w panoramę miasta z oknem. Po chwili powiedziałem również nie odrywając wzroku od tego.
– Wczoraj byłaś dla mnie naprawdę bardzo miła… podobało mi się to. Chyba pierwszy raz odkąd się poznaliśmy spędziłaś ze mną dzień, bez żadnych krzyków. – uśmiechnąłem się i pojrzałem na nią. I ona tak samo odwróciła się w moją stronę. – Zastanawia mnie tylko to czy… byłaś taka tylko dlatego że nie chciałaś być sama ale i tak poradziłabyś sobie beze mnie czy… dlatego że naprawdę zależało ci na tym żebym tu z tobą był… jak nie chcesz to nie musisz odpowia…- nie dokończyłem słowa bo ona przerwała mi przytulając się. Oczywiście bez słowa, odwzajemniłem to. Zaraz potem odsunęła się i zaczęła mówić.
– Chcesz znać odpowiedź? – popatrzyłem się na nią wzrokiem mówiącym ” Tak i to bardzo” – Kiedy cię tutaj zobaczyłam wczoraj to, ucieszyłam się. Naprawdę, zależy mi na twojej obecności.- po tych słowach ponownie się uśmiechnąłem tak samo jak ona. Godzinę później kiedy ona leżała w łóżku a ja siedziałem obok znowu począłem rozmowę
– Wiem że to może nie jest najlepszy moment aby cię to pytać ale ja już nie wytrzymam. Powiedz o co chodzi z twoim ojcem, co się stało proszę powiedz mi to w końcu. Muszę znać prawdę Tori zrozum że chcę ci pomóc… – popatrzyła się na mnie i po jakimś czasie się przełamała i zaczęła opowiadać. Kiedy już skończyła ja normalnie nie mogłem tego pojąć. Jak ojciec mógł zrobić coś takiego własnej córce. Teraz już wszystko rozumiem, ale ja jestem głupi. Cały czas robiłem rzeczy które jej to przypominały a ona starała się o tym zapomnieć. Powiedziałem jej o tym i zacząłem ją przepraszać. Jeden fakt mnie cieszy. Nareszcie mi zaufała, tak długo na to czekałem. Czułem się wspaniale, nigdy przedtem nie byłem tak szczęśliwy. W końcu musiałem wrócić do domu. I tym razem w salonie spotkałem Leona który od razu zaczął mi robić awanturę że tak długo tam siedziałem.
– Ty sobie nie zdajesz sprawy z powagi sytuacji. Ona jest strasznie chora, siedzę tam po to by ją wspierać rozumiesz? A i tak ci powiem że nareszcie mi się udało, nareszcie mi zaufała i teraz znam już całą prawdę. Więc nie rób mi żadnych wyrzutów że tyle tam siedzę jasne?- mówiłem zdenerwowany
– Dobra sorry stary nie denerwuj się tak już… – powiedział i poszedł. Czasami to oni mnie naprawdę denerwują. Oni nie umieją zrozumieć że ja ją kocham? No chyba nie.
*Tori*
Leżałam spokojnie i myślałam o Federico, ostatnio często o nim myślę…. Czy to coś znaczy? Kiedy tak siedziałam do sali weszła moja ciocia.
– Hej słonko – powiedziała podchodząc do łóżka.
– hej. Dobrze że jesteś. – uśmiechnęłam się.
– Przepraszam że tak późno, wiem że miałam być wcześniej ale przetrzymali mnie dłużej w pracy.
– Nic nie szkodzi ważne jest to że przyszłaś. – ponownie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Siedziałyśmy tak i rozmawiałyśmy na różne tematy, cały czas się z czegoś śmiałyśmy. I w pewnej chwili stwierdziłam że muszę jej o tym powiedzieć. –Posłuchaj… mogę ci o czymś powiedzieć?
– Tak oczywiście przecież mi możesz powiedzieć wszystko. – uśmiechnęła się.
– No dobra bo widzisz ja… – strasznie się stresowałam mówiąc to
– Spokojnie nie denerwuj się
– Ok. Chodzi o to że ja chyba…chyba czuję coś do Federico…

One comment on “Un amor inesperado cz.6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>