Un amor inesperado cz.4

…Nie wiedziałem co mam zrobić mam tam wejść? Nie, nie mogę. Więc po cichu odszedłem od drzwi. Byłem zaniepokojony, ręce zaczęły mi się strasznie trząśc. Po jakimś czasie wyszła. Miała pouchnięte oczy a jej mały nosek był czerwony, to wszystko od płaczu. Podszedłem do niej i zapytałem ze spokojem.
– Wszystko w porządku… ? – naprawdę wtedy to ja byłem kłębkiem nerwów, martwiłem się o nią i to strasznie.
– A co cię to obchodzi co? Nie odzywaj się do mnie. I w ogóle… daj mi spokój. – popatrzyłem się na nią przez chwilę jak odchodziła. Było mi strasznie smutno. Potem jak siedzieliśmy po lekcjach za karę to cały czas myślałem o tej naszej sprzeczce. Przed tym jak powiedziała słowo „ojcem” to się zawahała. Czyli że… mogę się oczywiście mylić ale chyba… to jej zachowanie ma coś wspólnego z jej tatą. No widze że powoli odnajduję elementy układanki, niedługo będę mógł składac to wszystko w całość tylko jeszcze musze dowiedzieć się kilku rzeczy i upewnić się czy są one prawdą. Gdy tylko wyszłem ze szkoły po odsiedzianej karze od razu poszedłem do niej do domu. Gdy zadzwoniłem do drzwi otworzyła jej ciocia.
– Dzień dobry proszę pani… jest może Tori w domu? – zapytałem
– Tak… ale powiedziała że jest pewna tego że tu przyjdziesz i mówiła że nie chcę się z Toba widzieć. Nie opowiadała mi dokładnie dlaczego, boję się o nią może ty mi powiesz co się stało?
– Nic ważnego, naprawdę. Ale czy mogę chociaż na chwilę do niej wejść proszę. Musze z nią porozmawiać.
– No dobrze.- wpuściła mnie do środka, podziękowałem jej i od razu poszedłem na górę. Drzwi były zamknięte. Lekko zapukałem i po chwili usłyszałem
– Nie mam ochoty teraz rozmawiać! – Krzyknęła. Ale no, zignorowałem to i wszedłem do środka. Kiedy tylko mnie zobaczyła wstała z łóżka. – Co ty tutaj robisz? Wyjdź z tąd. – mówiła.
– Cicho… proszę nie wyganiaj mnie wiem że jesteś na mnie wściekła ale porozmawiaj ze mną chociaż z 5 minut błagam. – tak się stało że się zgodziła. Usiadłem obok niej i zacząłem temat naszej kłótni. Cały czas ją przepraszałem ale na nic. W ogóle nie chciała mnie słuchać. Nie miałem zamiaru zaczynać tematu jej ojca bo wiem że nic mi nie powie, nie ufa mi. Może wcześniej troszkę, znaczy chyba nie wiem ale teraz to już na pewno nie. Postanowiłem mówić jeszcze bardziej spokojnie i czulej, żeby mnie wysłuchała.
– Posłuchaj… przepraszam naprawdę. Tori ja nie chciałem, nie chcę żeby między nami było źle zrozum zależy mi na tobie i to bardziej niż myślisz. Jesteś dla mnie bardzo ważna, nie wiem dlaczego tak się wtedy zawahałaś mówiąc o swoim tacie ale jeżeli coś się stało to… nie bój się i opowiedz mi o tym ja ci pomogę tylko wystarczy że mi zaufasz… – powiedziałem i po tych słowach delikatnie wziąłem ją za rękę. Po chwil ona powiedziała
– PUŚĆ. MNIE. W tej chwili rozumiesz ? – tak jak powiedziała tak zrobiłem. Nie miałem zamiaru pogarszać sytuacji. – Nie będę ci nic mówić, i nie licz na to że kiedy kol wiek ci zaufam.. – powiedziała.
– Ale Tori ja wiem nie powinienem czegoś takiego mówić wiem że w jakiś sposób cię uraziłem i za to cię przepraszam naprawdę, proszę wybacz mi.
– Federico zrozum że to co powiedziałeś może dla ciebie nie znaczyło nic i nie było ważne ale dla mnie tak. Nie jestem na ciebie już tak zła jak wcześniej ale i tak czuję się źle.
– Przepraszam. – powiedziałem. Ta rozmowa trwała jeszcze przez jakiś czas w końcu powiedziała że mi wybacza. W końcu poszedłem.
*Tori*
Prze jakiś już znowu zaczęłam myśleć o moich rodzicach. Kiedy przypominałam sobie to wszystko to normalnie bolało mnie serce. Poszłam do łazienki, wyjęłam z szafki przedmiot owinięty w chusteczkę tym czymś była żyletka. Usiadałam na podłodze i odwinęłam to. Podwinęłam rękaw od bluzy i po chwili zaczęłam przyciskać ostre narzędzie do nadgarstka. Nie stresowałam się kiedy to robiłam w końcu to nie pierwszy raz…. Trochę szczypało ale to nie ważne. Robiłam jedną kreskę za drugą kiedy widziałam krople krwi spływające po mojej ręce odczulam ulgę. Potem tak jak zawsze wzięłam chusteczkę i otarłam rany z krwi i zakryłam dokładnie rękawem żeby ciocia nie zauważyła.
Następnego był czwartek zawsze w te dni mam próbę chóru. Jak się okazało Federico też się zapisał. Nie no super czy on musi być zawsze tam gdzie ja? Serio? Weszliśmy do sali. Były tam dwie kanapy krzesła trzy fotele i mnóstwo instrumentów. Usiadałam na jednej z kanap. On usiadł obok mnie spojrzałam na niego i po chwili przewróciłam oczami. Zaraz potem pani zaczęła mówić.
– No więc jak wiecie nasz występ w tatrze zbliża się wielkimi krokami więc będziemy musieli jeszcze więcej ćwiczyć. – po tych słowach uśmiechnęła się do nas. I zaczęła mówić o tym kto po kolei będzie śpiewał. Każdy śpiewał to co musiał i w końcu przyszła moja kolej. Pani zgodziła się żebym tą piosenkę śpiewała w moim ojczystym języku cieszyłam się bo będzie mi łatwiej chociaż po hiszpańsku też nie jest źle. Wcześniej się tak nie stresowałam ale teraz kiedy Federico dołączył cholernie się bałam że się pomylę. Ale poszło dobrze a on jak widać był bardzo zdziwiony kiedy usłyszał w jakim języku śpiewam tą piosenkę. Usiadłam na kanapę a on zaczął się mnie pytać
– Ale jak… to ty.. ? Co? – W sumie to go rozumiem w końcu nie powiadałam mu nic o sobie. Postanowiłam że powiem o tym jak będziemy wracać ze szkoły.
– No teraz Ty Federico… albo, albo nie poczekaj wiesz co? Bo ja miałam jeszcze taki pomysł żeby zrobić duet mam nawet już gotową piosenkę i pomyślałam że może ty i Tori moglibyście. – „Pani chyba sobie żartuje”- powiedziałam w myślach. Że niby ja mam z nim śpiewać ? O nieee. On oczywiście się cieszył. – Co ty na to Tori ? – zapytała
– No ja… raczej nie… – mówiłam z nadzieją że weźmie kogoś innego ale nie.
– No weź zgódź się. Zobaczysz że wypadniecie razem świetnie. – i ponownie się uśmiechnęła.
– No dobrze… – po tym jak to powiedziałam ona zaprosiła nas na środek. Dała nam kartki z tekstem i po chwili zaczęła grać na pianinie. Kiedy usłyszałam to jak on śpiewa po prostu mnie zatkało nie wiedziałam że on tak… a to ciekawe. Kiedy już skończyliśmy pani powiedziała że wyszło bardzo dobrze i na tym właśnie zakończyła się próba.
Po lekcjach kiedy już wracaliśmy tak jak miało być zaczęłam mu o tym mówić.
– …. No i dopiero 5 lat temu się tutaj przeprowadziłam. – powiedziałam.
– Hm… ja cały czas myślałem że jest inaczej a tu proszę jaka niespodzianka. – uśmiechnął się.
– Tiaaa.
-A powiedz mi jak długo zajęła ci nauka hiszpańskiego zanim tu trafiłaś?
– Półtora roku.
– Naprawdę ?? – zapytał zdziwiony. I znowu odprowadził mnie pod sam dom. Kiedy już miałam wchodzić on jeszcze na chwilę mnie zaczepił – A poczekaj zanim pójdę. Powiedz mi czy jest taka szansa żebyś przyszła do nas w sobotę na obiad??
– A no nie wiem… nie mam za bardzo zamiaru przychodzić tam, do twoich kolegów… – mówiłam.
– Oj No proszę. – w końcu się zgodziłam.
Gdy weszłam do domu moja ciocia zaczęła się pytać jak tam w szkole więc powiedziałam. Zapytałam się jej czy będę mogła iśc do Federico w tą sobotę zgodziła się i tak zaczęłyśmy jego temat. Ponownie tak jak już wcześniej zaczęła sobie wymyślać że ja mu się podobam. Po pewnym czasie zaczęła mówić.
– Wiesz co? Jak ja tak na was patrzę to mi się zdaje że między wami coś się kręci… – mówiła z uśmiechem.
– Weź przestań nic się nie kręci ja go nawet nie lubię. – oznajmiłam.
– Na pewno? Gdybyś go nie lubiła to byś nie zgodziła się na ten obiad. – Boże jak ja nienawidzę
tego kiedy ona jest taka dociekliwa. Jak już coś sobie ubzdura to za wszelką cenę będzie się starać żeby to „coś” okazało się prawdą. Ale mimo tych jej dziwnych wariactw i tak ją kocham. Na szczescie już zakończyłyśmy jego temat i mogłam pójść do pokoju.
*Sobota*
Umówiłam się z nim że przyjdę na 14. Więc kiedy już wybiła ta godzina poszłam. Gdy zapukałam do drzwi on mi otworzył. Był ubrany w koszulę a to dziwne bo jeszcze nigdy go nie widziałam tak ubranego czy założył to ze względu na mnie? Jak tak to no… ok…?. Siedziałam na kanapie razem z nim czekając aż Diego nas zawoła. W trakcie czekania on znowu pytał się mnie o to jak mi się mieszkało w Arabii. Ja powiedziałam że dobrze, no wiecie nie mówiąc już o moich rodzicach. Po jakimś czasie usłyszeliśmy :
– Chodźcie! – Po tym jak to usłyszeliśmy od razu skierowaliśmy się do kuchni. Specjalnie dla mnie zrobił danie wegetariańskie, jakie to miłe ze pamiętał. Jedzenie było naprawdę pyszne. Po tym jak już zjedliśmy ja powiedziałam im że pozmywam. Federico od razu zaczął się ze mną sprzeczać że nie mam takiej opcji bo ja jestem ich gościem więc nie będę robić czegoś takiego ale ja się uparłam i w końcu mi pozwolił. Kiedy tak stałam przy tym zlewie i myłam te naczynia w pewnej chwili zauważyłam czyjeś dłonie na swoich rękach.
– Może ci pomóc co? – usłyszałam niski i spokojny głos Federico.
– Nie dziękuję poradzę sobie a teraz odsuń się ode mnie. – Mówiłam stanowczo. Ale on mnie nie słuchał i dalej robił swoje.
– No ale dlaczego przecież jest tak fajnie…- powiedział i po chwili splótł nasze palce a nasze ręce skrzyżował na moim brzuchu. Zaczęłam się denerwować. Na dodatek kiedy katem oka zauważyłam jego nagie ramiona, ogarnęłam że jest bez koszulki co już totalnie mną wstrząsnęło. On przytula MNIE nie mając na sobie koszulki może dla was to nie jest aż tak straszne ale dla mnie bardzo….
– Federico powiedziałam odsuń się. – mówiłam coraz bardziej wkurzona i wystraszona.
– Oj już cichutko… nie denerwuj się maleńka – Zaczęłam się trząść – No nie mówi mi że to ci się nie podoba…- powiedział. A mnie zaraz potem normalnie mnie sparaliżowało kiedy poczułam jak delikatnie przygryza płatek mojego ucha…

One comment on “Un amor inesperado cz.4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>