Un amor inesperado cz.2

…I on po pewnej chwili jeszcze bardziej się do mnie zbliżył chcąc złączyć nasze usta w pocałunku. Ale ja na szczęście w dobrym momencie się otrząsnęłam i odsunęłam go od siebie mówiąc : 
– O nieee… nie licz na to. – powiedziałam. A on zaraz potem odpowiedział  
– No weź. Taki mały buziak w podzięce za uratowanie życia ? – zapytał.  
– Nie nie i jeszcze raz nie. Zrozum to wreszcie… dobra ja już idę. Zapomnijmy o tej całej sprawie i… rozejdźmy się w spokoju. – Kiedy już chciałam iśc on złapał mnie za nadgarstek jednocześnie przyciągając do siebie.  
– Nie. Ja o tym nie zapomnę. Ta chwila była dla mnie czymś wspaniałym nareszcie udało mi się dotknąć twojej delikatnej skóry, przełamać tę barierę między nami… kiedy trzymałem cię w ramionach byłem szczęśliwy i to nawet nie wiesz jak bardzo…- patrzyłam się na niego i zaraz potem zaczęłam mówić.  
– Co ty w ogóle mówisz co? – wiem że raczej nie powinnam tak odpowiadać na to co powiedział no ale…- Przecież my się znamy raptem kilka dni co ci strzeliło do głowy żeby mówić mi takie rzeczy ?! – widziałam po jego minie że był zawiedziony moją wypowiedzią.  
– Posłuchaj. W tej chwili chciałem udowodnić, pokazać ci że nie jestem taki jak myślisz. Tymi słowami chciałem przekonać cię, że nie jestem zły. Ale widzę że ciebie to w ogóle nie obchodzi. Wiesz co Tori ? Za coś takiego to ja ci dziękuję bardzo…- powiedział i odszedł. Zrobiło mi się go żal. Część mnie mówiła żeby za nim pobiec i przeprosić a druga zaś była temu przeciwna. W końcu zdecydowałam, i wróciłam do domu. Jest mi naprawdę źle dopiero teraz zrozumiałam to co chciał przekazać mówiąc to wszystko. Ale ja jestem głupia. Wiecie ten chłopak nadal w żaden sposób mnie do siebie nie przekonuje ale no raczej nie powinnam się tak wobec niego zachowywać. Położyłam się na łóżku w pokoju i zaczęłam myśleć o tym co zaszło. 
*Federico* 
Siedziałem na podłodze oparty o boczną ścianę tuż przy drzwiach od balkonu i patrzyłem się w przestrzeń dworu. Na do datek jeszcze zaczęło padać. No widać że pogoda dopisuje się pod mój nastrój. Nie mogłem przestać o tym myśleć. Cały czas miałem to w głowie. Było mi naprawdę bardzo przykro kiedy usłyszałem te słowa. Ja nie chciałem jej zdenerwować, ja chciałem pokazać że mi na niej zależy. Zacząłem tak o niej myśleć… i w pewnym momencie zaczęło mnie dręczyć pytanie : Dlaczego ona taka jest?. Ja już od razu kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem ujrzałem w niej ten ogromny smutek. Ona coś ukrywa, ja to czuję. Skrywa sekret którego nie chcę zdradzić nikomu, bo się boi. To wszystko… te nerwy te wrzaski to tylko przykrywka po to by ukryć ból który powoduje cierpienie.Ona jest inna niż wszystkie dziewczyny które dotąd poznałem… Tori jest tajemnicza i taka niedostępna. Zupełne przeciwieństwo dziewczyn które znam. Za wszelką cenę będę musiał dowiedzieć się prawdy. Ale żeby co kol wiek mi powiedziała to, musi mi zaufać co oznacza że będę musiał działać wobec niej bardzo ostrożnie, a to będzie strasznie trudne. Wystarczy jeden mały błąd i już po mnie. Czeka mnie nie lada wyzwanie. Ale żeby jej pomóc i żeby była szczęśliwa podejmę się każdemu nawet najbardziej ryzykownemu zadaniu.  
*Tori* 
Rano obudziłam się smutna. Nadal było mi źle. Poszłam do szkoły. Usiadłam pod salą na ławce obok niego. Spojrzał się na mnie widać że jemu też nie jest zbytnio wesoło. Chciałam go przeprosić więc zapytałam się czy pójdziemy w jakieś inne miejsce, z dala od klasy. Zgodził się więc poszliśmy. Kiedy już byliśmy sami zaczęłam mówić.  
– Federico ja, przepraszam. Przepraszam za te wszystkie słowa których się wczoraj ode mnie nasłuchałeś. Ja nie do końca tego chciałam. Po prostu taka już jestem czasami puszczają mi nerwy. Nie chciałam cię urazić… wybacz mi. – On patrzył się na mnie myślałam że powie nie i cały czas będziemy drążyć ten temat. Ale jednak zamiast tego usłyszałam jego spokojny głos.  
– Wszystko w porządku. Przyjmuję przeprosiny. No to co między nami zgoda? Już nie będziesz się tak na mnie wydzierać? – powiedział i zaraz potem się uśmiechnął. 
– No wiesz, to że cię przeprosiłam to nie do końca oznacza to że cię lubię, rozumiesz ? Po prostu miałam wyrzuty sumienia ale no postaram się nie krzyczeć tak, często. – Po tym co powiedziałam, spojrzałam się na niego i wtedy nie świadomie, delikatnie się uśmiechnęłam.  
– No ok… – wróciliśmy pod salę.  
Kiedy mięliśmy w-f pan powiedział że dziś będziemy zaliczać biegi. Zapytałam się czy ja mogę tego nie robić ponieważ już od jakiś kilku dni mam duże problemy z kostką. Strasznie mnie boli czasami nawet bywa tak że nie mogę chodzić. Ale on się oczywiście nie zgodził i powiedział że mu przykro i że każdy musi to zaliczyć. No dobra, może jakoś dam radę. Gdy przyszła moja kolej ustawiłam się na linii startu i kiedy tylko usłyszałam dźwięk gwizdka zaczęłam biec. Na moje nieszczęście kiedy byłam w połowie toru poczułam ogromny ból w kostce i upadłam na bieżnie. Po chwili trener był już przy mnie. A dziewczyny z mojej klasy zamiast zainteresować się tym co się ze mną dzieje zaczęły się śmiać z mojego upadku. Trafiłam do pielęgniarki. Na szczęście ona potrafiła określić czy kostka jest skręcona czy nie. Jak się okazało jest dobrze i że to był tylko taki wypadek. Cieszyłam się ale i tak strasznie bolało. Kiedy wyszłam z sali zobaczyłam że Federico siedzi na ławce. Oni mieli obok nas na boisku więc wszystko widział. Podszedł do mnie i od razu bez wahania przytulił się mówiąc.  
– Nareszcie. Martwiłem się o ciebie. – Odsunęłam go od siebie.  
– Nie przytulaj się do mnie więcej ok.? – powiedziałam i zaraz potem zaczęłam iść no a raczej kuleć wzdłuż korytarza omijając innych uczniów idących w stronę swoich sal lekcyjnych i rozmawiających o różnych rzeczach. Po chwili od dobiegł do mnie.  
– przepraszam.Ale powiedz mi co powiedziała pielęgniarka co z twoją noga? – spojrzałam się na niego wzdychnęłam i zaraz potem zaczęłam mówić.  
– Nic mi, nie jest. Już nie udawaj że tak ci zależy na moim zdrowiu. – mówiłam bez emocji 
– żartujesz sobie ze mnie ? Dziewczyno ja po prostu nie mogłem się ogarnąć czekając na ciebie. Naprawdę uwierz mi zależy mi i to bardzo… – ja już nic nie mówiłam tylko spojrzałam się na niego i poszłam dalej.  
Po lekcjach on odprowadził mnie aż pod sam dom. To miłe z jego strony. Dzieje się ze mną coś dziwnego. Wiem to. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Boże o co chodzi? Pożegnałam się z nim i weszłam do środka. Mojej cioci nie było. Kiedy była 22 poszłam spać.  
*** 
Stałam nad przepaścią i patrzyłam się w dół. Nie bałam się chciałam to zrobić. Bo niby dlaczego nie skoro i tak nie jestem nikomu potrzeba na tym głupim świecie. Zaczęłam powolnie przechylać się do przodu. W ostatniej chwili ktoś mnie złapał. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam przed sobą Federico. Patrzył się na mnie przerażony. Zaraz potem zaczął mówić.  
– Dlaczego? Dlaczego chciałaś to zrobić ? Powiedz mi dlaczego ?! – jego głos z każdą sekundą stawał się głośniejszy.  
– Domyśl się. Moje życie nie ma sensu to wszystko to jest jedno wielkie bagno. Nikomu na mnie nie zależy wszyscy mają mnie gdzieś. Nie wiem w ogóle po co żyję i tak nikogo nie obchodzę. Nikt by się nawet nie zorientował że nie żyję a gdyby już to nie przejęli by się tym ani trochę…- chciałam mówić dalej ale mi przerwał.  
– Przestań. Nie mów tak. Sądzisz że wszyscy mają cię gdzieś tak? A jednak nie, bo ja nie. Tori zrozum. bez ciebie już nic nie było by dla mnie takie same rozumiesz? Ja bym sobie nie poradził bez ciebie. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie… ja nigdy cię nie zostawię zawsze będę przy tobie… a wiesz dlaczego ? Bo cię kocham…  
I w tej właśnie wtedy nachylił się do pocałunku… 
*** 
Zanim to się stało zdążyłam wybudzić się z tego snu. Boże co to miało znaczyć ? Dlaczego on mi się śnił o co tu chodzi?! Jeszcze przez jakiś czas nie mogłam się ogarnąć ale w końcu dałam radę i ponownie zasnęłam.  
Z rana od po mnie przyszedł. Teraz tak zawsze będzie? No błagam…. 
*Na przerwie* 
Siedzieliśmy na ławce i w tej właśnie chwili on zapytał : 
– Jest taka szansa żebyśmy po szkole gdzieś razem poszli? – Eeee….. on serio pyta?  
– Masz na myśli randkę ? – zapytałam z ciekawością  
– Nie oczywiście że nie to będzie tylko taki nic nie znaczący wypad wiesz… chyba że chciałabyś żeby to była randka. – powiedział to po czy się uśmiechnął.  
– Nie nie chciałabym. Ale no pomysł ogólnie jest…fajny. Dobra możemy gdzieś iść. Tylko proszę cię nie próbuj żadnych sztuczek jasne?  
– Jasne. Nie martw się nie będę cię dotykał, nie będę ponawiał prób pocałunku nic z tych rzeczy.  
– No i tak ma być.  
*Federico* 
Jest ! Udało się zgodziła się. No to jeden punkt mam za sobą. Na tym spacerze spróbuję się czegoś dowiedzieć mam nadzieje że coś mi tam powie…. Po lekcjach tak jak było planowane poszliśmy. Zabrałem ją nad jezioro. Stanęliśmy na końcu mola opierając się dłońmi o barierkę. W pewnej chwili ona powiedziała  
– Ten zachód słońca jest taki piękny… -po tych słowach uśmiechnąłem się i spojrzałam w jej stronę odpowiadając  
– Tak samo jak ty… – Cholera ! Ale ja jestem głupi po co to mówiłem?! 
– Ej! Weź nie próbuj mnie w żaden sposób podrywać rozumiesz ? Już ci to przecież mówiłam! 
– No tak tak wiem przepraszam.  
I w tej właśnie chwili pomyślałem że teraz zadam jej to pytanie. Odwróciłem się w jej stronę i zacząłem mówić.  
– Tori powiedz mi coś ok.? Co się z tobą dzieje co? Już tak długo nad tym myślę i nadal nie mogę zrozumieć… dlaczego to wszystko robisz…? – I wtedy właśnie podszedłem do nie trochę bliżej kładąc ręce na jej biodrach.  
– Powiedz mi, co się dzieje?…. 

One comment on “Un amor inesperado cz.2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>