Mundo Misterioso cz.14

W ostatniej chwili Ruggero zrobił unik a Xabi z powrotem wylądował na piasku. I w tej właśnie chwili usłyszeliśmy dźwięk syreny policyjnej. Xabi rozejrzał się nerwowo i zaraz potem uciekł do lasu. Nie wiedziałam co mam robić, byłam taka przerażona tym wszystkim… ludzie w bardzo szybkim tempie ewakuowali się z plaży po chwili poczułam jak ktoś szarpie mnie za rękę.

- Diana, chodźmy stąd szybko. – mówił Diego który był chyba jeszcze bardziej zestresowany niż ja.

- Nie, ktoś musi tu zostać i im wszystko powiedzieć.

- Nie, błagam cię Diana ja nie mogę tu zostać… – kiedy ujrzeliśmy w oddali radiowóz nikogo już nie było. – Przepraszam. – powiedział i w jednej chwili zniknął z mojego pola widzenia, zostałam sama. Kiedy podszedł do mnie jeden z funkcjonariuszy strasznie się stresowałam ale powiedziałam i co się stało. Jakoś poszło i mogłam wrócić do domu. Miałam już naprawdę dosyć tego dnia, jedyne o czym teraz marzyłam to walnąć się na łózko i zasnąć. Kiedy tylko dotarłam do mieszkania od razu poszłam do łazienki się wykąpać a zaraz potem prosto do łózka. W pewnej chwili usłyszałam głośną melodię która dochodziła z mojego telefony, wzięłam go do ręki. Dzwonił do mnie Diego… przez chwilę zastanowiłam się czy odebrać. W końcu westchnęłam nacisnęłam zieloną słuchawkę i przeciągnęłam po ekranie.

- Halo… – powiedziałam cichym już lekko zmęczonym głosem.

- Diana, budziłem cię? – zapytał, no jaki nagle się troskliwy zrobił… szkoda gadać.

- Nie, ale czego ty ode mnie chcesz co/ Nie mam teraz najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać. – powiedziałam stanowczo.

- Chcę cię bardzo przeprosić za wczoraj… wiem że źle zrobiłem zostawiając cię tam samą. Wybacz mi to proszę ale ja naprawdę nie mogłem zostać, przepraszam… – mówił

- No to może chociaż powiesz mi dlaczego? – zapytałam, szczerze? Byłam tego bardzo ciekawa dlaczego tak szybko wtedy uciekł, może nie powinnam się w to wtrącać ale ciekawość nie daje mi spokoju.

- No… teraz ci tego nie powiem. Może kiedyś…

- No to jeśli już nic nie masz mi do powiedzenia to skończ. Ja już powiedziałam nie mam ochoty na rozmowę, jest późno jestem zmęczona. – powiedziałam i zaraz potem się rozłączyłam, Kiedy tylko odłożyłam telefon z powrotem na komodę ułożyłam się na poduszce i nawet się nie zorientowałam kiedy zasnęłam.

*Diego*

No to się wkopałem, Diana się na mnie obraziła. No ale co ja miałem zrobić, naprawdę nie mogłem tam zostać… gdybym to zrobił wszystko wywróciłoby mi się do góry nogami. Wiem że nikt z was nie wie, o czym mówię dlatego wyjaśnię to w kilku słowach. Eh… ja, pięć lat temu siedziałem w więzieniu. Skazali mnie na rok pozbawiania wolności za pobicie dwóch gości, i to dosyć dotkliwie. Od tamtej pory chcę trzymać się z dala od policji. Nie chcę tego na razie mówić Dianie bo boję się że się wystraszy i wtedy już nie będzie żadnej szansy na to żeby mi zaufała i żebyśmy byli razem. Nie wiem co mam robić, nienawidzę tego kiedy się z nią kłócę. nasza relacja jest bardzo dziwna, raz jest wszystko w porządku a raz, strasznie się kłócimy. Nie chcę tego ale nie wiem co zrobić żeby było dobrze. Kocham ją i to naprawdę bardzo ale… sam nie wiem co myśleć. Żeby się trochę odstresować wyszedłem na dwór. Nie obchodziło mnie do że już dochodzi północ, ja i tak przeważnie kładę się spać po pierwszej lub drugiej. A po resztą tak jak wszyscy wiemy wampiry są bardziej przystosowane do nocnego trybu życia. Szedłem tak przez ciemną alejkę, w pewnej chwili wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni paczkę papierosów. Umiejscowiłem jednego w ustach i zapaliłem zaraz potem mocno zaciągając się dymem.

*Rano*

*Diana*

Obudziłam się dziś dosyć wcześnie, leżałam na łóżku cały czas wpatrując się w sufit i rozmyślając o tym co się wczoraj wydarzyło. Zastanawiało mnie to co będzie teraz z ludźmi którzy byli świadkami przemiany Xabiego, zgłoszą to gdzieś? Czy raczej uznają że tylko im się przewidziało przez wypite procenty? Szczerze, mam nadzieję że to będzie ta druga opcja. W końcu postanowiłam wstać, zważając na to że dzisiaj było dosyć ciepło założyłam krótkie szorty i białą zwiewną koszulkę odsłaniającą mi jedno ramię. Po zjedzeniu śniadania składającego się z płatków na melu postanowiłam wybrać się na spacer. Było tak miło, rześkie powietrze, lekki wiaterek i piękne słońce. W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś mnie woła. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam Alex. Z nią też nie miałam zamiaru rozmawiać, zostawiła mnie tam tak jak wszyscy.

- Diana, zaczekaj… – powiedziała.

- Weź daj mi spokój, nie chcę z tobą rozmawiać. – mówiłam zła.

- Posłuchaj bardzo cię za to przepraszam ale ja tak bardzo się bałam…

- Też się bałam. Ale mimo wszystko tam zostałam, musiałam się tłumaczyć za was wszystkich, Zostawiłaś mnie tam, myślałam że przyjaciółki sobie pomagają. Widać że my nimi nie jesteśmy… – powiedziałam i po chwili odeszłam. Nie żałowałam żadnego słowa które jej powiedziałam. Byłam tak zła… podczas dalszego spaceru ponownie usłyszałam że ktoś mnie woła, tym razem był to Diego.

- Ty też teraz będziesz mi zawracał głowę? Dajcie sobie spokój! – krzyknęłam.

- Nie Diana. Nie odejdę stąd dopóki mi tego nie wybaczysz… zrozum że ja naprawdę nie chciałem. – patrzyłam się na niego ze złością.

- Jasne, nie chciałeś ale z jakiegoś powodu to zrobiłeś, nawet nie chcesz mi tego powiedzieć. Dobra ja nie chcę tracić na ciebie czasu więc idę. – kiedy już miałam odchodzić złapał mnie za nadgarstek.

- Zgoda. Zgadzam się… powiem ci o co chodzi, ale nie teraz. Przyjdź do mnie wieczorem, obiecuję że wszystko ci powiem. – przez chwilę się nad tym zastanowiłam ale zaraz potem odpowiedziałam.

- Dobra. – po tym nasze drogi się rozeszły, przez całą pozostałą drogę zastanawiałam się o co może chodzić…

*Jorge*

Szedłem chodnikiem w nastroju takim jak zawsze,czyli bardzo depresyjnym. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, błąkałem się po tym mieście bez żadnego konkretnego celu. Wczoraj dowiedziałem się o czymś co jeszcze bardziej mnie przybiło. Jak się okazuje zostało mi bardzo mało czasu na opłacenie rachunków, jeśli nie zrobię tego w ciągu dwóch tygodni to odbiorą mi dom i wyląduje na ulicy. No i jak ja mam być pozytywnie nastawiony do życia skoro dzieją się takie rzeczy… Ja nie wiem co robić, nie radzę sobie. Jedyne z czego się teraz cieszę to z tego że niedługo jest pełnia, najpiękniejszy dla mnie czas.Wtedy zapominam o wszystkim co się dzieje mogę pokazać swoją prawdziwą naturę. W sumie już tyle razy zastanawiałem się dlaczego nie urodziłem się człowiekiem. Nie mówię że to kim jestem mi przeszkadza tylko chodzi o to że ja wiem, że gdybym był normalny to moje życie było by prostsze. Bycie wilkołakiem wcale nie jest takie proste jak się wydaje. I choć zabrzmi to dziwnie bo jako zwierzę nie myślę o tym co robię i niczego nie żałuję ale czasami mam ogromne wyrzuty sumienia że zabijam tych niewinnych ludzi. Moje życie i tak nie ma sensu więc co to byłaby za różnica gdybym trafił za to do więzienia.Moje rozmyślania przerwał kobiecy głos dochodzący zza moich pleców.

- Jorge? – kiedy się odwróciłem ujrzałem kobietę, tak na oko 22 lata. Na początku jej nie rozpoznałem lecz po dłuższej chwili patrzenia na nią, wszystko sobie przypomniałem.

- Selena…? – zapytałem niepewnie. Selena była moją przyjaciółką ze szkoły. Dogadywałem się z nią najlepiej ze wszystkich dziewczyn z klasy. Przyjaźniliśmy się przez całą podstawówkę i gimnazjum.

- Jejku, tak dawno się nie widzieliśmy co u ciebie?- Kurwa, jak ja nienawidzę tego jak ktoś zadaje mi to pytanie.

- A… jest nawet, okey. Ale nie chcę o tym rozmawiać. Lepiej ty mi powiedz.

- Wszystko świetnie. Niedawno dostałam pracę w banku miejskim. Wszystko idzie po mojej myśli. – po tych słowach uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów. Selena już od czasów podstawówki fascynowała się pracą w banku, marzyła o tym żeby tam pracować. – A tobie udało się spełnić młodzieńcze marzenie? – pytała a uśmiech nie schodził jej z twarzy. Ja zaś jak byłem mały chciałem zostać policjantem ale jak widzicie… coś nie wyszło.

- No wiesz… tak się złożyło że nie. – po tych słowach się zaśmiałam tak samo jak ona. Przyznam że Selena kiedyś bardzo mi się podobała to było jeszcze zanim poznałem Katie, tak dla jasności tak ma na imię dziewczyna Xabiego, czyli również moja była. Raczej wątpię, żeby teraz po tylu latach moje uczucia do niej wróciły. Choć… kiedy już ujrzałem poczułem się jakoś inaczej ale to na pewno nie to.

- Wiesz co? Ja teraz nie mam za bardzo czasu ale zapiszę ci mój obecny adres i spotkamy się u mnie wieczorem pogadamy co ty na to? – Przez chwilę myślałem że to nie jest najlepszy pomysł ale po chwili namysłu przystałem na jej propozycję.

- No brzmi nieźle. – na kawałku papieru zapisała mi adres pożegnała się za mną i poszła.

*Ruggero*

Zszedłem na dół do kuchni Alex jeszcze była w piżamie (stringi i o wiele za duża koszulka). Wyglądała w tym tak przeuroczo. Stała teraz przy blacie pijąc osocze ze szklanki. Podszedłem do niej i przytuliłem się od tyłu od razu też całując ją w szyję.

- Dzień dobry kochanie. – wymruczałem jej do ucha. Odwróciła się do mnie i cmoknęła mnie w usta.

- Hej, chcesz? – zapytała pokazując mi na szklankę z krwią.

- Wiesz, jasne że chcę ale teraz raczej mam większą ochotę na ciebie… – powiedziałem i zaraz potem zacząłem ją namiętnie całować. W pewnej chwili odsunęła mnie od siebie.

- Daj sobie spokój, poczekaj może chociaż do wieczora co? – zapytała zaraz potem chichocząc słodko.

- Oszalałaś? Nie wytrzymam tyle bez twojego wspaniałego ciała… – wyszeptałem i ponownie pocałowałem ją w szyję no i wtedy się trochę zdenerwowała, znowu. No kurwa.

- Nie. Powiedziałam że masz się uspokoić i jeśli zaraz tego nie zrobisz. To tak jak już ci kiedyś powiedziałam będziesz spał na kanapie i to przez tydzień. Powiedz mi dlaczego ty cały czas tyle tego ode mnie chcesz co? O co tutaj chodzi weź mi to wyjaśnij. – mówiła stanowczo, czy to jest właśnie ten czas żeby wyznać jej prawdę? Nie wiem…

- No wiesz, ja tak jak każdy facet lubię seks i tyle. – ciekawe czy uwierzy.

- Yhym jasne, nie nabierzesz mnie na to, mów mi w tej chwili o co chodzi. – poddaje się.

- No dobrze… tylko ja boję się że kiedy poznasz prawdę to już  nie będziesz chciała ze mną być… – mówiłem zmartwiony. Ona nic nie mówiła tylko czekała na moje wyjaśnieni. – Alex… kotku ja… ja jestem… jestem uzależniony od seksu…

*Diego*

Kiedy szedłem przez park z papierosem w ustach. W pewnej chwili zobaczyłem coś co mnie bardzo zdenerwowało. Mianowicie Diana przytulała się z jakimś chłopakiem. Kiedy tylko ich zobaczyłem mój puls przyśpieszył. Rzuciłem tego papierosa na ziemię i przydeptałem butem zaraz potem pochodząc do nich.

- No proszę prosze kogo ja tu widzę hej Diana. -powiedziałem powstrzymując się od tego żeby nie wybuchnąć.

- Em… no to może ja już pójdę. –  powiedział ten chłopak i zaraz potem pożegnał się i poszedł.

- No i coś ty narobił?! – krzyczała zdenerwowana.

- Kim on był?Dlaczego się do niego przytulałaś? – pytałem.

-A co cię to obchodzi? Jak jesteś zazdrosny to już nie mój problem! – mówiła. Fakt byłem zazdrosny i to cholernie, było mi tak głupio. Wiem że nie zachowałem się odpowiednio ale myśl o tym że dotyka ją ktoś inny poza mną doprowadza mnie do szału.

- No tak… przepraszam trochę mnie poniosło. – powiedziałem nie chciałem się z nią kłócić. Tak już wspomniałem, naprawdę tego nienawidzę.

*Wieczór*

*Diana*

Szykowałam się do tego żeby iść do Diega. Założyłam czarne rurki i biały wełniany sweter z napisem „NO” . Kiedy byłam już gotowa, poszłam. Trochę zdenerwowana zapukałam do drzwi. Kiedy otworzył lekko się do mnie uśmiechnął  i zaraz potem zaprosił mnie do środka. Powiedział żebym usiadła na kanapie tak więc zrobiłam. Po chwili zapytał się mnie.

- Chesz może coś do picia, kawę herbatę? – zapytał.

- Nie dziękuje.  Przyszłam tutaj tylko po to żeby dowiedzieć się o co chodzi, a nie na wspólny wieczór przy kawie. – po tym mimowolnie lekko się uśmiechnęłam.

- No tak. – powiedział i zajął miejsce obok mnie. Westchnął i zaraz potem zaczął mówić. – Diana.. to co chcę ci powiedzieć nie jest łatwe. Boję się że po tym mnie znienawidzisz, i już nigdy mi nie zaufasz… chcę abyś mnie wysłuchała do końca i spróbowała choć trochę zrozumieć. Dobrze? – pokiwałam lekko głową a on kontynuował. – Posłuchaj, ja… nie mogłem tam wtedy zostać dlatego że… skończyłoby się to dla mnie naprawdę źle… jest coś czego o mnie nie wiesz tym czymś jest to… że ja… ja pięć lat temu, siedziałem w więzieniu.- po tym zamilkł na chwilę a ja wpatrywałam się w nie istniejący punkt przede mną. Nie wiedziałam jak mam na to zareagować, co powiedzieć co myśleć. Siedzę właśnie w mieszkaniu mężczyzny który siedział w więzieniu, zaczynam się bardzo bać. W pewnej chwili znowu zabrał głos. – Diana ja wiem że dla ciebie to może być ogromny szok… wiem że teraz myślisz o mnie jak o jakimś strasznym typie ale wiedz że nie musisz się mnie bać. Ja ciebie naprawdę bardzo kocham, nigdy nie byłbym w stanie cię skrzywdzić słyszysz? – po tych słowach złapał mnie za rękę. – Błagam cię Diana, zrozum mnie… – spojrzałam na niego kompletnie zmieszana, w jego oczach widziałam strach, strach o to że może mnie stracić? Po chwili przełknęła ślinę i powiedziałam cicho.

- Ja… ja nie wiem co mam powiedzieć… Diego… – bałam się, tak jest prawda, cholernie się bałam. Zaczęłam się trząść a że nadal trzymał moją dłoń,wyczuł to.

- Bądź spokojna, proszę… zrób to dla mnie, nie denerwuj się… – zaczął delikatnie gładzić moją dłoń kciukiem. Spojrzałam mu w oczy, w pewnej chwili on  przyłożył dłoń do mojego lewego policzka. – Diana… kocham cię dobrze o tym wiesz… nie chcę abyś się mnie bała, możesz mi zaufać… – powiedział i wtedy zauważyłam że odległość między nami znacznie się zmniejsza. Patrzyłam zakłopotana w jego śliczne oczy które po prostu hipnotyzują… Dłońmi bardzo lekko dotykałam jego torsu, w pewnej chwili zrobił to. Po raz kolejny połączył nasze usta. Pocałunek był namiętny, pełen czułości i troski. Od razu go odwzajemniłam, nie wiedziałam co robić, ta chwila była taka piękna, wręcz magiczna, chciałam aby trwała bez końca. Po chwili wplotłam ręce w jego miękkie, kruczoczarne włosy. Zaraz potem poczułam jak jego język splata się z moim. Pamiętacie jak powiedział w klubie że świetnie całuje? Teraz się o tym przekonałam i powiedzenie tutaj słowa świetnie to o wiele za mało… nie chciałam tego przerywać ale z braku oddechu musieliśmy się od siebie odsunąć. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.

- Kocham cię… całym moim sercem. – wyszeptał i jeszcze raz mnie pocałował.

- Ja… może, może lepiej będzie jak już pójdę… – odpowiedziałam również szeptem.

- Nie proszę, zostań ze mną… potrzebuję tego żebyś przy mnie była, jesteś dla mnie jak powietrze… Diana… – mówił to głosem tak seksownym że prawie mu uległam ale w ostatniej chwili się otrząsnęłam.

- Nie Diego, to w ogóle nie powinno mieć miejsca… przepraszam. – powiedziałam po czym wstałam i wyszłam.

*Jorge*

Stałem pod drzwiami jej mieszkania. Zadzwoniłem do drzwi otworzyła, a na jej twarzy znowu ujrzałem ten piękny uśmiech. Była ubrana w żółtą sukienkę na grubych ramiączkach do tego czarne szpilki, włosy jak zawsze pięknie ułożone i do tego te cudowne brązowe oczy… moje rozmyślania przerwał jej melodyjny głos.

- Hej, wchodź zapraszam. – po tym wszedłem do środka, to mieszkanie było po prostu bajeczne nie to co moja rudera… ale nie chcę o tym teraz myśleć. Usiedliśmy razem na białej sofie. – Wiesz, muszę ci powiedzieć że bardzo się za tobą stęskniłam. – mówiła.

- Ja, ja za tobą też w końcu byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. – odpowiedziałem z lekkim uśmiechem. – Masz naprawdę piękny dom, pewnie ty i twój mąż dużo za niego zapłaciliście. – powiedziałem a ona spojrzała na mnie i zaraz potem powiedziała

- Em, ja ja nie mam męża. – zdziwiła mnie trochę ta odpowiedź, ale też po części zadowoliła? Sam nie wiem. – Jestem sama, cały czas nie mogę znaleźć swojego księcia. – po tych słowach cicho się zaśmiała.

- No, przepraszam. Myślałem że taka piękna kobieta jak ty, na pewno już kogoś ma.

- Myliłeś się. A ty…? Znalazłeś już swoją księżniczkę? – i znowu ten wspaniały uśmiech… kiedy się uśmiecha czuję w brzuch coś dziwnego, coś co czułem tylko przy Katie. To było bardzo dziwne, ale takie przyjemne. Nie wiem co się dzieje…

- Nie i raczej długo to to nie nastąpi.

- Dlaczego tak sądzisz? Jesteś naprawdę przystojnym facetem. – powiedziała a kiedy na nią spojrzałem zobaczyłem lekkie rumieńce.

- Nie chcę o tym rozmawiać, to nie jest dla mnie łatwy temat. – patrzyłem się tępo w ziemie ona najwyraźniej się zmartwiła bo zaraz potem zapytała cicho.

- Co się dzieje…? Wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko… – położyła mi delikatnie dłoń na ramieniu, kiedy znowu spojrzałem jej w oczy wiedziałem że mogę się jej z tego zwierzyć.

- No, chodzi o to że… mówiąc krótko mam dość sporo problemów. Nie za bardzo sobie radzę… – z jej wzroku wyczytałem że chcę abym mówił dalej więc kontynuowałem. – Jak sama wiesz mój tata zmarł… rok później mój, mój brat… popełnił samobójstwo a na samym końcu odeszła moja mama,zachorowała na raka. – czułem jak palące łzy zbierają mi się w kącikach oczu. – Zostałem sam, ze wszystkim. Nie mogę znaleźć żadnej pracy, moje mieszkanie wygląda tak jakby przeszło po nim tornado a ja sam już nie wyrabiam psychicznie. – mówiłem a mój głos zaczął się strasznie trząść. – Już nie potrafię się z niczego cieszyć, cztery lata temu zostawiła mnie dziewczyna, zostawiła mnie dla mojego brata. Najgorsze jest w tym to że była ze mną w ciąży ale usunęła to dziecko żeby mogła z nim mieć normalne życie. Od tamtej pory wszystko jest dla mnie inne niż wcześniej. -łzy spływały po moich policzkach.- Przepraszam. – powiedziałem i zaraz potem zacząłem je ocierać. –  Może nie powinienem ci tego wszystko mówić, za dużo tego po co masz się martwić… – powiedziałem pociągając lekko nosem.

- Jorge, weź ty mi nawet nie mów takich rzeczy jasne? Ja zrobię wszystko co mogę żeby ci pomóc, w końcu jesteś moim przyjacielem, ty już nie raz mi pomagałeś…teraz czas na to żebym ja pomogła tobie. – po tym wzięła mnie za rękę i dodała. – Będzie dobrze…

- Nie, Selena ja tak nie mogę. Nie chcę cię w to wszystko mieszać, moje życie moje problemy. dam sobie radę… – wstałem i wyszedłem zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć. Nie chciałem żeby mi pomagała, sam nie wiem czemu. Ja jakoś cały czas staram się nie dopuszczać do siebie ludzi którzy chcą mi pomóc. Już wiele razy radzili mi żebym zapisał się do psychologa ale ja nie chcę, wiem że to byłoby dla mnie najlepsze rozwiązanie ale ja z jakiś przyczyn nie chcę tego zrobić, a wiem że bardzo potrzebuję pomocy.

*Diana*

Następny dzień po lekcjach*

Wyszłam właśnie ze szkoły. Tam zobaczyłam coś co mnie lekko zaskoczyło, stało tam białe audi a w nim siedział… Diego. Podeszłam tam kiedy już byłam blisko zapytałam.

- Co tu tu robisz?

- A pomyślałem że może będziesz potrzebować podwózki – po tym uśmiechnął się słodko. Chyba już zapomniał o tej wczorajszej akcji, to nawet dobrze choć sama nie wiem.

- Raczej się przejdę. – powiedziałam ale znowu zaczął mnie namawiać, w końcu się zgodziłam. Usiadłam na miejscu pasażera na przodzie i zapięłam pasy. Kiedy ruszył, włączył radio w którym akurat leciała piosenka Maroon 5 „One More Night” uwielbiam tą piosenkę.  W trakcie jazdy trwała cisza którą on po chwili przerwał.

- A właśnie bo… pomyślałem że może moglibyśmy gdzieś dzisiaj razem wyjść, co ty na to?

- Em… czy ty masz na myśli randkę? – zapytałam.

- No wiesz… tak. Jeśli nie chcesz to powiedz.

- Nie powiedziałam nie. – po tym uśmiechnęłam się do niego.Boże co jest… wczoraj było między nami tak drętwo a dzisiaj zgadzam się iść z nim na randkę, no ale dobra nie mogę przegapić tej okazji. kiedy już dojechaliśmy pod mój dom zanim wyszłam powiedział.

- Przyjdę o siódmej. – po tym puścił mi oczko, zaśmiałam się poszłam. Byłam po prostu w niebo wzięta. Na pewno będzie wspaniale,kiedy rodzicie zapytali się mnie dlaczego mam taki dobry humor powiedziałam że miałam fajny dzień w szkole. Nie mogłam im przecież powiedzieć że idę na randkę z 24-latkiem bo wpadli by w szał a już na pewno tata, jest wobec mnie strasznie nadopiekuńczy. Do naszego spotkania zostały trzy godziny, odpowiednia ilość czasu na przygotowanie się. Po zjedzeniu obiadu i odrobieniu lekcji zaczęłam się szykować. Powiem szczerze że trochę mi to zajęło. Rodzice wyszli na imprezę do znajomych. Na dzisiejszy wieczór ubrałam się w to:

Zrobiłam lekki makijaż, włosy zostawiła rozpuszczone i wreszcie byłam gotowa. Tak jak powiedział zjawił się punktualnie o siódmej. Otworzyłam drzwi, kiedy mnie zobaczył lekko rozchylił wargi.

- Wyglądasz przepięknie… – powiedział – Proszę bardzo to dla ciebie. – po tych słowach podarował mi czerwoną różę.

- Jest prześliczna dziękuje. – powiedziałam zaraz potem zamykając drzwi. Pierwsze co dzisiaj zrobiliśmy to udaliśmy się do kina. Diego zaproponował mi żebyśmy obejrzeli coś o miłości, od razu się zgodziłam bo kocham takie filmy. W trakcie seansu Diego delikatnie objął mnie ramieniem, uśmiechnął się do mnie a ja zaraz potem położyłam mu głowę na ramieniu. Trwaliśmy w takiej pozycji przez cały film i jedyne co mogę powiedzieć to to że było cudownie. Następnie poszliśmy do restauracji tam dowiedziałam się czegoś ciekawego. jak się okazuje wampiry mogą jeść normalne jedzenie ale to im nie pomaga, tylko krew sprawia że przestają być głodne. Nadal jest to trochę dziwne ale… nie przejmuję się tym. Przez cały czas Diego patrzył na mnie z uśmiechem. W końcu powiedział

- Jesteś taka piękna… – po tych słowach wziął mnie za rękę. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. – Naprawdę, nie wiem kiedy ostatnio spotkałem tak śliczną, tak wspaniałą dziewczynę. Jesteś dla mnie naprawdę bardzo ważna i chcę żebyś to wiedziała. – po tym podniósł moją dłoń którą trzymał i ucałował. To było takie piękne… boże jaki on potrafi być romantyczny. Przez to że byłam tak tym wszystkim oczarowana nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Po pysznej kolacji udaliśmy się na spacer. W pewnej chwili znaleźliśmy się przy małej plaży. W trakcie spaceru po molo między nami trwała cisza,ale nie taka niezręczna wręcz przeciwnie była bardzo miła i przyjemna. Dostrzegłam że Diego od czasu do czasu zerka na mnie. Kiedy czułam na sobie jego wzrok przechodził mnie dreszcz radości, lubię to kiedy na mnie patrzy. Już tak długo zastanawiam się nad tym co mu odpowiedzieć na pytanie czy chcę z nim być… to trudne. Z jednej strony bardzo tego pragnę bo Diego jest naprawdę świetnym facetem, twierdzę tak mimo tego że znam jego przeszłość wiem jaki był i jaki potrafi być. Przestałam o tym myśleć i zaczęłam skupiać się na jego zaletach, na tym że jest taki słodki, kochany, czuły… i na dodatek zabójczo przystojny. Czuję się przy nim tak bezpiecznie. Zaś moja druga strona uważa że to nie jest dobry pomysł, że nie powinnam ryzykować. Że… to jest jest tylko przykrywka że jego prawdziwe oblicze poznam wtedy kiedy już będziemy parą. Nie wiem  co o tym myśleć, czuję do niego coś czego nie czułam nawet do Danny’ego. Jego, kochałam ale uczucia do Diega są o wiele silniejsze… W pewnej chwili chyba się zorientował że o czymś intensywnie myślę bo po chwili zwrócił się do mnie.

- O czym tak myślisz? – zapytał słodkim i łagodnym tonem.

- Diego powiedz mi… miałeś kiedyś tak że bardzo czegoś chciałeś, byłeś tak blisko tego żeby to osiągnąć ale nie byłeś w stanie zrobić tego ostatniego kroku bo się bałeś?- zapytałem zaraz potem patrząc na Diega który był wyraźnie zainteresowany tym co powiedziałam.

- O czym konkretnie mówisz? – stanęliśmy na chwilę, kiedy on stał przede mną musiałam lekko unieść głowę do góry by spojrzeć mu w oczy bo był o głowę wyższy. Powiem mu co się dzieje, serce tak mi podpowiada a ono nigdy się nie myli.

- O nas. Bardzo chcę być z tobą, bo teraz już wiem że jesteś dla kimś wyjątkowym. Ale boję się tego… boję się że po tym wszystko będzie inne. I że po jakimś czasie pożałuję tej decyzji. Kocham cię ale strach nie pozwala mi powiedzieć że tego chcę… – mówiąc to łzy napływały mi do oczu, powodem tego było to że nie wiedziałam jak mam reagować na opanowujące mnie emocje. Diego patrzył na mnie i po chwili chwycił moją rękę.

- Diana ty jesteś moim największym skarbem. Wiesz że gdybyś się zgodziła nigdy nie dopuściłbym do tego żebyś pożałowała tej decyzji. Wiem że to trudne ale wiedz że cię kocham że jesteś całym moim światem. Jeszcze nie było takiej dziewczyny którą darzyłbym takim uczuciem. – wtedy delikatnie przyłożył dłoń do mojego policzka i lekko pogładził go kciukiem. Otarł łzę po nim spływającą cały czas patrząc mi głęboko w oczy. W tym spojrzeniu było tyle miłości… Teraz już wiedziałam że chcę tego bardziej niż czegokolwiek na świecie.

- Obiecaj mi że zawsze będziesz przy mnie… że nigdy mnie nie zranisz. – szeptałam.

- Obiecuję… – odpowiedział równie szeptem po chwili zbliżył się do mnie. Nachylił się a moje ręce znalazły się na jego klatce piersiowej. Patrzyłam na jego lekko rozchylone wargi. On bardzo ostrożnie podniósł mój podbródek do góry w jednej chwili nasze spojrzenia znowu się spotkały. W końcu stało się, moje powieki się zamknęły a nasze usta połączyły w pięknym pocałunku.

One comment on “Mundo Misterioso cz.14

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>