Federico cz. 10 #3

…Wziąłem to od niego ,wyjął zapalniczkę z kieszeni i podpalił papierosa którego miałem w buzi. Zaciągnąłem się i wypuściłem dym ustami był całkiem dobry…

M:I jak?

Ja:No…jest nawet ok…

M:No widzisz ? Ty to może jutro też z nami pójdziesz to…

Ja:Nie nie ma takiej opcji ja to robie tylko jeden raz jeżeli moja dziewczyna by się o tym dowiedziała zapewne od razu by ze mną zerwała a ja tego nie chcę a no i jeszcze moja mama ta to by mnie po prostu zamordowała…więc nie sorry ale nie.

M:No dobra ok… – kiedy tylko wypaliłem tego papierosa,wróciłem do domu. Jakoś udało mi się pozbyć tego zapachu z ust więc mama nic nie wyczuła. Potem zadzwoniłem do Sary.

Ja:No hej misiaczku

S:Hej

Ja:Jesteś już w domu?

S:Tak. – Zapytałam ją czy jest taka możliwość byśmy się jutro spotkali powiedziała że tak .

Ja:Zobaczysz jutro to będzie twój najlepszy dzień w życiu

S:Tak? A dlaczego na przykład?

Ja:A nie powiem.

S:No dobrze…

*Następnego dnia o 16*

O tej właśnie godzinie miałem się spotkać z Sarą. Przebrałem się w dźinsowe czarne rurki i szarą bluzę z napisem „Soy sexy” (w tłumaczeniu : Jestem sexy) Sara lubiła tą bluzkę dlatego ją założyłem zaraz potem skoczyłem na miasto po jakieś drobiazgi dla mojej ukochanej. Kiedy już wybiła 16 poszedłem po nią. Otworzyła drzwi. Była ubrana w bardzo jasne niebieskie rurki czarne trampki i czarną bluzę ze słuchawkami.

Ja:Hej skarbie…- pocałowałem ją w policzek jej taty na szczęście nie było w domu bo jej nie pozwolił wyjść.

S:Hej.

Ja:Zanim pójdziemy chciałbym ci coś dać…- wyciągnąłem zza siebie piękną czerwoną róże. Ona zakryła usta rękami.

S:O boże jaka śliczna…dziękuje kochanie…- wziąłem ją za rękę i poszliśmy. Zaprowadziłem ją nad jezioro. Usiedliśmy na ławce.

Ja:No dobra a teraz kolenia niespodzianka. – wyciągnąłem prostokątne pudełeczko i otworzyłem je.

*Perspektywa Sary*

Kiedy to otworzył…moim oczom ukazał się piękny brylantowy naszyjnik z serduszkiem…byłam pod wielkim wrażeniem. Wziął go i założył mi na szyję.

Ja:Fede….ja…nie mogę tego od ciebie przyjąć…

F:Oj jasne że może nie przesadzaj… – tak słodko się do mnie uśmiechnął.On jest dla mnie taki kochany nie wiem co by było jakbyśmy się nie poznali.

*Perspektywa Federico*

Siedziałem z nią jeszcze przez chwilę potem poszliśmy na krótki spacer,trzymałem ją za rękę delikatnie głaszcząc kciukiem jej dłoń.Nachyliłem się lekko i pocałowałem ją w policzek.  Potem zaczęliśmy sie wygłupiać m.in. ganiać,łaskotać itp. Po tej długiej zabawie ponownie usiedliśmy na ławce.

Ja:No i teraz chyba nadszedł czas na ostatnią rzecz którą chciałbym dzisiaj zrobić

S:A co mianowicie?

Ja:Zamknij oczy… – tak jak powiedziałem tak zrobiła. Obejmowałem ją ramieniem. Ona patrzyłam przed siebie. Zwróciłem twarz w jej stronę  nachyliłem się, lekko się przechylając głowę  po czym połączyłem nasze usta w czułym i namiętnym pocałunku. Ona położyła rękę na moim policzku lekko zniżając ją na szyję. Po chwili do tego dołączyły się również i nasze języki , od razu idealnie się do siebie dopasowały.Po chwili odsunąłem się od niej trochę uśmiechając się. 

*Dwa tygodnie później*

Na szczęście wszystko już jest dobrze tata Sary zaakceptował to że jego mała córeczka już dorasta i pozwolił mi się z nią spotykać a i jeszcze na dodatek z moim głosem jest już w porządku nawet nie wiecie jak się ciesze. Dziś w szkole mamy apel. Pani powiedziała że tym razem będzie inaczej. Mówiła że weźmie jedną osobę która będzie śpiewać. Ja się nie zgłaszałem ale inni mówili żebym to ja był tym kimś. No i w końcu tak się stało…Do apelu zostały 4 lekcje. Pani powiedziała mi że mogę zaśpiewać dowolną piosenkę co oczywiście bardzo mnie ucieszyło. W końcu zdecydowałem się na piosenkę :Abraham Mateo Mi super Estrella  (Link do piosenki : www.youtube.com/watch?v=sL8N4vu1v7A. Jestem jego największym fanem.Mam wszystkie jego płyty słucham go już chyba od trzech lat. A tą piosenkę wybrałem dlatego że jest ona moja ulubiona. Kiedy już nadszedł czas apelu stanąłem na takiej nie zbyt dużej i wysokiej scenie w końcu puścili muzykę, nie byłem aż tak zdenerwowany, wszystko poszło idealnie , jak zauważyłem każdemu się podobało. Kiedy zszedłem Kamil zaczął mi gratulować tak samo jak Sara. Potem podszedł do mnie jakiś pan. 

Nieznajomy: Dzień dobry mam na imię Ian Jones pracuje w wytwórni płytowej…- nie mogłem w to uwierzyć- Bardzo spodobał mi się twój występ i twierdzę że masz naprawdę wspaniały głos 

Ja:Dziękuje panu bardzo…- mówiłem odwzajemniając jego nieznikający uśmiech. 

Ian: Oj nie dziękuj bo jeszcze nie skończyłem -zaśmiał się. – Powiem ci że właśnie takiego kogoś szukaliśmy…więc pozostaje tylko jedno , co powiesz na kontrakt…

 

 

 

Wiem że moze trochę krótkie ale nie mam za bardzo weny przepraszam ale spokojnie następne bd lepsze :D 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>