Opowiadanie o Leonie cz 14

…Ja: będzie miał na imię Federico

L: bardzo ładne imię kotku – pocałował mnie w policzek potem kiedy już wróciliśmy ja zaniosłam go na górę, pokuj dla niego był już dawno gotowy,Zeszłam na dół i obejrzałam jakiś film. Potem poszliśmy do parku i z daleka widziałam że na takie piaszczystej drodze jacyś chłopacy ścigają się na motorach Leon przyglądał się im z uwagą. 

L: Łał oni są naprawdę dobrzy

Ja: sie sposób zaprzeczyć -uśmiechnęłam się do niego 

L: pamiętam jak ja jeszcze jeździłem to było super ale teraz… to już chyba nie przejdzie..

Ja: co? a niby dlaczego nadal jesteś młody nadal umiesz jeździć co stoi ci na przeszkodzie co?

L: a to nie chodzi o to…ale już nie ważne nie chce o tym rozmawiać…

Z tonu jego głosu wywnioskowałam że w przeszłości stało się coś przez co stracił pewność siebie i już nie jeździ ale o co dokładnie chodzi? 

Ja: wiesz że mi możesz powiedzieć.- popatrzyłam się na niego 

L: no dobra… był szósty maja tego dnia występowałem w bardzo ważnym wyścigu moi przeciwnicy byli jednymi z najlepszych gdy już wyścig się zaczął wszystko szło dobrze aż do pewnego momentu… kiedy wjeżdżaliśmy na zakręt jeden z zawodników zajechał mi drogę i wtedy ja wypadłem z toru potem jak się okazało miałem tak silne obrażenia po tym upadku że mogłem nie przeżyć i już dlatego  nie jeżdżę…

Ja: aha… ale to był tylko jednorazowy wypadek takie coś nie może sparawić że zrezygnujesz z tego co kochasz.

Popatrzył się na mnie wiedziałam że to co powiedziałam może i nie do końca go podbuduje ale i tak mimo wszystko starałam się jak najbardziej pomóc. Wiem że on bardzo kocha motory i nie chciałam żeby odpuszczał…

L:kotku nie…to i tak już nie ma znaczenia dziękuje że chcesz mi jakoś pomóc ale…to nie ma sensu. -odszedł. 

Było mi go bardzo szkoda, już nie wiem jak mam go do tego przekonać ale będe dalej próbować . ale dziwi mnie bardziej to dlaczego tylko po takim czymś od razu zrezygnował…dlaczego

tak łatwo odpuścił…poszłam za nim do domu. Na razie nic nie mówiłam chciałam na chwile daćmu spokój i nie zamęczać go tym. Poszłam na górę pobawić się z Amelką a potem zeszłam na dół i usiadłam obok niego . Spojrzał na mnie.

Ja: misiu nie chcę cię tym zamęczać i w ogóle… ale dlaczego powiedz mi dlaczego tak szybko się poddałeś co?

L: Vanessa zostawmy już ten temat w spokoju co?

Ja nadal nie odpuszczałam. Potem przyszedł Diego powiedział  że tak samo jak my był w parku i widział ty chłopaków i mówił że wie kim są i podobno trenują do jakiegoś turnieju czy coś… popatrzył sie na Leona wiedział o jego wypadku i dlaczego nie chciał już kontynuować tego tematu więc zaczęliśmy rozmawiać o czymś zupełnie innym. Kiedy już on poszedł ja i Leon zaraz potem pojechaliśmy na plan . On jak zawsze poszedł da chłopaków a ja siedziałam na ławce , po chwili przyszła do mnie Martina. 

Ja: hej.

M: hej, a co jet Leonowi jakiś taki przybity chodzi dzisaj…

Ja: a nic… a powiedz mi ty wiedziałaś o jego wypadku na motorze..?

M:t-tak wiedziałam ale wiem że Leon nie chce o tym rozmawiać a co?

Ja: nie bo ja w to nie chce wierzyć…on tak łatwo odpuścił jeden wypadek a on już się poddał..

M: no wiesz to był dla niego bardzo trudne przeżycie…

Ja: no wiem wiem ale ja chce mu jakoś pomóc… - 

Potem tak jak powiedziałam kiedy tylko wróciliśmy do domu ja znowu zaczęłam ten temat . Powiedziałam mu że jeżeli chociaż nie sprubuje to nie będe się do niego odzywać a on po jakiś pięciu minutach powiedział że ok… zaproponował mi żebyśmy jutro pojechali tyko we dwoje na taką jakby wycieczkę i będziemy jechać motorem troche mnie to zaniepokoiło bo ja się boje… ale potem i tak się zgodziłam. Na wieczór kiedy wyszłam z łazienki poszłam do pokoju i się położyłam. Byłam troche wystraszona ale i zarazem podekscytowana jutrzejszym wyjazdem.

***

Nazajutrz byłam już gotowa. Leon o 8 zawiózł dzieciaki do mojej mamy i po chwili był już w domu.Machnął do mnie ręką żebym poszła za nim ,tak więc zrobiłam. Wsiadł na motor i założył kask a ja dalej stałam jak wryta.

L: ej kotek wchodzisz?

Ja: tak ale ja… ja się boje…

L:nie bój się bo nie ma czego wsiadaj. -mówił śmiejąc się.

Wsiadłam zakładając kask. Oplotłam ręce wokół jego brzucha i w końcu ruszył… na początku jechał wolno ale potem zaczął jechać co raz szybciej.

Ja: Leon kochanie zwolnij prosze… – błagałam go ale i tak mnie nie słuchał. – Leon ja się boje błagam zwolnij !- czułam jak łzy spływając mi z twarzy

Ale on w dalszym ciągu jechał co raz szybciej….

 

 

 

Podobało się? Wiem że czekaliście baaaaaaaaaaaardzo długo ale nie nie miałam czasu i brakował mi weny następne bd w następną sobote. I jeśli ta część nie ma tak troche sensu to przepraszam paaa :D :D 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>